Fruktoza sprzyja przejadaniu się

Według raportu American College of Neuropsychopharmacology – organizacji, która przeprowadza co roku spotkania w Phoenix w Arizonie – mózg reaguje na dwa rodzaje cukrów (fruktozę i glukozę) odmiennie. Fruktoza zwiększa chęć jedzenia, glukoza ją hamuje. Obecnie ok. dwóch na trzech dorosłych Amerykanów cierpi na nadwagę, a jeden na trzech jest otyły. Zmiany w stylu życia i diecie w ciągu ostatniego ćwierćwiecza uważane są za winowajców tego zjawiska. Dodatkowy wpływ na tę sytuację miało spożywanie fruktozy. Fruktoza a glukoza Fruktoza jest cukrem prostym, znajdującym się w owocach. Jest również dodawana do wielu produktów jako tzw. cukier rafinowany, w formie syropu kukurydzianego o wysokiej zawartości fruktozy. Dla porównania, glukoza - podstawowe źródło energii dla organizmu - jest zwykle wytwarzana przez podział złożonych węglowodanów. Przyjmowanie fruktozy powoduje mniejszy wzrost hormonów sytości niż przyjmowanie glukozy. Ponadto, podawanie fruktozy bezpośrednio do mózgu gryzonia natychmiast powoduje u niego głód, a podanie glukozy - sytość. Wstępne badania przeprowadzone u ludzi wykazały, że glukoza zmniejsza aktywność podwzgórza (część podkorowa mózgowia kontrolująca m. in. głód, pragnienie, sen, temperaturę ciała i rytm okołodobowy). Korzystając z funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, Kathleen Page z Keck School of Medicine of the University of Southern California i jej koledzy z Wydziału Psychologii rozszerzyli tę pracę. Badali reakcje mózgu ochotników, którzy podczas badania oglądali zdjęcia jedzenia po wypiciu napoju zawierającego fruktozę i glukozę. Ochotnikami było 24 mężczyzn i kobiet w wieku od 16-25 lat. W trakcie rezonansu musieli powiedzieć, ile w danej chwili chcieliby zjeść. Zdjęcia jedzenia aktywowały część mózgu nazywaną „układem nagrody” i zwiększały odczucie głodu. Aktywacja w jądrze półleżącym była większa przy spożyciu napoju z fruktozą. Spowodował on również większą ocenę głodu niż napój z glukozą. Badania te mają istotne znaczenie dla zdrowia publicznego w społeczeństwie zalewanym produktami z wysoką zawartością cukru, który wzmaga potrzebę jedzenia. Aleksandra Duda źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Ciecierzyca orężem biofortyfikacji

Niedobór mikroelementów dotyka blisko dwóch milionów ludzi na świecie. Naukowcy pracują nad metodą wzbogacającą zboża w mikroelementy. Przełomem w badaniach jest biofortyfikacja. Biofortyfikacja jest procesem, który opiera się na zwiększeniu w danym produkcie (np. w owocach, warzywach) dostępnej ilości pierwiastków mających istotne znaczenie w organizmie człowieka(np. żelaza, cynku, manganu, miedzi, jodu czy selenu). Ciecierzyca górą Ciecierzyca jest doskonałym źródłem białka, witamin i mikroelementów, a także najważniejszym elementem diety ludności krajów rozwijających się. Naukowcy wyjaśniają, że istnieje metoda, która pozwoli na zwiększenie ilości mikroelementów w ziarnie. Należy jednak przyjrzeć się procesom absorpcji, translokacji i retranslokacji nasion w glebie. Badania wykazały, że istnieje znaczne zróżnicowanie żelaza i cynku w plazmie zarodkowej nasion ciecierzycy. Odkrycia te zachęcają do efektywnego wykorzystania zasobów genetycznych i otwierają nowe możliwości dla rozwoju strategii hodowli molekularnej, w celu zwiększenia poziomu żelaza i cynku w odmianach z ciecierzycy. Badacze planują dalszą analizę genów zaangażowanych w absorpcję żelaza i cynku. Tymczasem linie plazmy zarodkowej, które wykazały wysokie stężenia żelaza i cynku są już wykorzystywane w celu opracowania programu hodowli odmian o zwiększonej zawartości mikroelementów. źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Otyłość w RPA - narastający problem zdrowotny

W porze obiadowej, na zewnątrz największego południowoafrykańskiego centrum handlowego, głodni pracownicy w kaskach ochronnych „wylewają się” z budynku, aby kupić fast-foody oraz olbrzymie butelki napojów gazowanych. Dołączają do nich pracownicy biurowi, którzy ustawiają się w długich kolejkach w restauracjach oferujących szybkie jedzenie, np. smażonego kurczaka, pizzę i lokalne przysmakami, np. bunny chow, czyli bochenki chleba z otworem wypełnionym parującym curry. Według badań GlascoSmithKline oraz The Lancet, prawie 3/4 mieszkańców Republiki Południowej Afryki ma nadwagę, przez co kraj jest na trzecim miejscu na liście państw z najbardziej otyłymi mieszkańcami, zaraz za USA i Meksykiem. Afryka od dekad boryka się z epidemią AIDS, niedożywieniem oraz malarią i nowe problemy zdrowotne dotychczas były niedostrzegane. Wzrost dochodów gwałtownie rozrastającej się klasy średniej w krajach rozwijających się, takich jak RPA, prowadzi do przejadania się, wzrostu przypadków cukrzycy, nadciśnienia czy udarów. Według styczniowego badania London-based Overseas Development Institute, w państwach rozwijających się mieszka 60% otyłych z całego świata. Liczba osób z nadwagą wzrosła w ciągu niecałych 30 lat z 250 mln do 1 miliarda w 2008. Duże jest piękne Mieszkańcy RPA zazwyczaj nie przejmują się tym, że otyłość rujnuje ich zdrowie. Wielu z nich uważa, że wystający brzuch u mężczyzny jest symbolem sukcesu, a kobiety z krągłymi biodrami są piękne. Według sondażu Human Sciences Research Council, w którym w 2013 r. przepytano 25 500 Afrykańczyków, prawie 90% z nich preferowało krągłe kształty. Niezaraźliwe choroby, takie jak udary i zawały, przyczyniają się do 40% zgonów w RPA. Lekarze uważają, że zaniedługo będą one większymi zabójcami niż AIDS i gruźlica. Władze RPA rozważają wprowadzenie podatku od niezdrowego jedzenia i napojów oraz obniżkę cen żywności, która jest postrzegana jako zdrowa. Zastanawiają się też nad zakazem reklam fast-foodów adresowanych do dzieci. Sprzedaż żywności w szkołach i zakładach pracy także prawdopodobnie będzie regulowana. Według South African Medical Journal, koszty leczenia osoby z nadwagą są o 23% wyższe niż tej o prawidłowej wadze. Zuzanna Kućma źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Nie sól - a cukier winny wysokiemu ciśnieniu

Za jednego z winowajców wysokiego ciśnienia powszechnie uważa się sól. Lekarze od dawna przestrzegają przed nadmiarem soli w kuchni, a zalecają używanie większej ilości przypraw. Niedawne badania wykazują, że większym wrogiem dla serca i naczyń może okazać się cukier. Układ krwionośny w niebezpieczeństwie Na choroby układu krwionośnego zapada coraz większa ilość osób, co roku przyczyniają się one do śmierci około 17 milionów ludzi. Wśród chorób układu krwionośnego wymienia się chorobę niedokrwienną serca, nadciśnienie, czy zaburzenia rytmu serca. Światowa Organizacja Zdrowia jako czynniki ryzyka wymienia m.in. nadciśnienie tętnicze, palenie tytoniu, małą aktywność ruchową, nadwagę i otyłość. Część czynników jest bezpośrednio powiązana z dietą. Kto bardziej szkodzi: sól czy cukier? Przyjęło się, że mocno słone potrawy uznaje się za szkodliwe dla serca. Aktualne badania dowodzą, że rezygnacja z soli rzeczywiście pomaga obniżyć ciśnieni tętnicze, jednak w bardzo nieznacznym stopniu. Czasopismo Open Heart opublikowało badania sugerujące, że to cukier wyrządza więcej szkód w układzie krwionośnym. Okazuje się, że zwiększone spożywanie cukrów przyczynia się do zauważalnego podniesienie ciśnienia tętniczego krwi. Już 2 miesiące zwiększonego przyjmowania cukrów wpływało negatywnie na badanych zwiększając zarówno skurczowe, jak i rozkurczowe ciśnienie krwi. Wyniki są złą wiadomością dla zagorzałych fanów słodkości: wystarczy, aby 25% przyjmowanych kalorii pochodziło z cukrów, by aż trzykrotnie zwiększyć ryzyko śmierci z powodu chorób układu krwionośnego. Nawet spożywanie kontrolowanych ilości cukrów może być szkodliwe. Jakich cukrów unikać? Najpopularniejsze składniki słodzące używane w wysoko przetworzonych produktach spożywczych to sacharoza i syrop glukozowo-fruktozowy. Oba składają się z cukrów sacharozy i fruktozy, w różnych proporcjach. Obecnie zawiera je ogromna ilość produktów: słodycze, lody, większość dostępnych na rynku słodzonych napoi, pieczywo o długim terminie ważności, ketchupy, konserwy, jogurty, serki, płatki śniadaniowe, dżemy i wiele innych. Warto spojrzeć na skład produktu przed zakupem – często szkodliwe cukry kryją się w żywności, w której się ich nie spodziewamy. Nie należy  za to stronić od cukrów nieprzetworzonych, zawartych np. w owocach. Fruktoza w nich zawarta nie wyrządzi nam szkody, a przyniesie korzyści zdrowotne. Agnieszka Muciek – Szewczyk źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Śmieciowe jedzenie już nie w szkole. Za to obok!

Uchwalona niedawno nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia ma zmniejszyć dostęp dzieci w szkołach do tzw. śmieciowego jedzenia. Czy prawo rozwiąże problem otyłości? Już teraz wiemy, że niekoniecznie. Zmiany w produktach sprzedawanych w szkołach mają wejść w życie we wrześniu 2015.  W niektórych placówkach ajenci sklepików już teraz zrezygnowali ze śmieciowego jedzenia, w zamian oferują zdrowe i naturalne produkty. – W obsługiwanych przez nas punktach sprzedajemy sałatki owocowe, kanapki z ciemnego pieczywa, z wędliną i warzywami czy samodzielnie wypiekane ciasta – mówi Krzysztof Wojdat, dietetyk, założyciel cateringu dla szkół DietBoxKids. Reakcja dzieci na wprowadzane dietetyczne zmiany pokazuje jednak, że problemu śmieciowego jedzenia nie da się tak łatwo rozwiązać. W tych sklepikach, które wykluczyły ze sprzedaży kaloryczne i sztuczne produkty, dzieci przestały kupować. Kolejki ze sklepiku przeniosły się do automatu, w którym ciągle dostępne są łakocie. Jeśli w szkole nie ma automatu, to też żadna przeszkoda – dzieci wychodzą na przerwie po batony, chipsy, słodkie napoje do najbliższego sklepu, którego zakazy sprzedaży nie obowiązują. - Od momentu wykluczenia ze sprzedaży batoników i czekolad, czyli od września, przychód prowadzonego przez nas sklepiku spadł dramatycznie – wyznaje Krzysztof Wojdat. – Jest to spadek o 50 proc., w niektóre dni, nawet 70 proc. Zapewne w sklepikach, które sprzedawały chipsy i gazowane napoje, których nie było na naszych pólkach, spadek będzie jeszcze większy – mówi dietetyk z DietBoxKids. Ta obserwacja pokazuje, że odpowiedzialności za złe nawyki dzieci nie można zwalać na szkołę. – To zadanie przede wszystkim rodziców, szkoła może ich tylko wspierać. Nawyki żywieniowe kształtują się w środowisku domowym od samych narodzin dziecka, a proces kształtowania trwa przez kilka lat. Po tym czasie, dziecko przyzwyczajone do słodyczy czy gazowanych napojów, będzie chciało je jeść, a jeśli nie znajdzie ich pod ręką - pójdzie po nie 300 metrów dalej – komentuje dietetyk Krzysztof Wojdat.
Czytaj więcej

Dlaczego mózg domaga się glukozy?

Brytyjscy naukowcy twierdzą, że odkryli mechanizm, który sprawia, że nasz mózg domaga się produktów bogatych w glukozę. Według ekspertów to odkrycie może przyczynić się w przyszłości do skutecznej walki z otyłością i nadwagą, które stają się coraz poważniejszym wyzwaniem dla opieki zdrowotnej. W badaniu wykorzystano analizę zachowań szczurów. Naukowcy z Imperial College w Londynie twierdzą, że odkryli u nich mechanizm, który sprawia, że mózg domaga się dostarczenia organizmowi produktów bogatych w glukozę. Jak dodają badacze, u ludzi występuje podobny mechanizm, który sprawia, że często mamy ochotę na słodkie lub skrobiowe produkty. Co więcej, glukoza to jedno z najważniejszych źródeł energii dla komórek mózgu. Winna glukokinaza - W procesie eweolucji nauczyliśmy się, że trudno jest czasem dostarczyć sobie produktów z glukozą, dlatego mamy tak głęboko zakorzenioną potrzebę ich poszukiwania - mówi doktor James Gardiner z zespołu badaczy. Zespół Gardinera założył, że enzym nazywany glukokinazą odpowiada za naszą ochotę na produkt bogaty w glukozę. Naukowcy odkryli, że w przypadku szczurów po dobie bez dostarczania im jedzenia aktywność glukokinazy w procesie regulowania apetytu, wzrastała gwałtownie. Kiedy poziom glukokinazy spadał, malał także apetyt szczurów na produkty bogate w glukozę. Metoda na otyłość i nadwagę? Doktor James Gardiner twierdzi, że podobny mechanizm występuje u ludzi. Jeśli będziemy w stanie zmienić nasze codzienne nawyki żywnościowe, zapotrzebowanie na produkty bogate w glukozę także się zmniejszy. Tabletki, które w ten sposób wpływałyby na ludzki organizm, mogłyby zapobiegać otyłości i nadwadze, które stały się jednym z najważniejszych wyzwań dla służby zdrowia w ostatnich latach. - Ludzie różnią się między sobą poziomem tego enzymu, dlatego różne rzeczy pomagają różnym ludziom. Dla przykładu, niektóre osoby mogą zjeść coś ze skrobią na początku posiłku i wcześniej czują się syte. Dzięki temu w ostatecznym rozrachunku spożywają mniej - dodaje doktor James Gardiner. Gabriela Będkowska źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Nowe unijne regulacje dla osób z celiakią

Nowe unijne przepisy wymagają, żeby etykiety spożywcze uwzględniały informacje dla osób z celiakią. Etykiety mają być wprowadzane już od grudnia 2014 roku. Wymagane informacje o alergenach Celiakia to choroba polegająca na nadmiernej wrażliwości organizmu na gluten. Nowe etykiety mają zawierać informacje o alergenach, nawet jeśli chodzi o produkty serwowane np. w ramach cateringu. Nowe przepisy oznaczają, że restauracje, kawiarnie, bary i stołówki będą miały obowiązek informować konsumentów, czy któryś z 14 alergenów wchodzi w skład potrawy. Jeśli posiłek nie jest w opakowaniu, taka informacja powinna znaleźć się w menu lub ewentualnie kelnerzy muszą dysponować taką wiedzą. - Przedsiębiorcy muszą dostarczyć konsumentom jasną, jednoznaczną informację o alergenach, dzięki czemu ludzie będą mogli spokojnie spożywać posiłki. Konsumenci będą mieli świadomość, jakie posiłki kupują, czy zawierają one gluten itd. Takie oznakowanie produktów to dobry krok naprzód, ale zachęcamy wszystkich sprzedawców, by oznaczali swoje towary także logo oznaczającym, że nie zawierają one glutenu – wtedy konsumenci będą mogli je spożywać bez najmniejszych obaw - mówi Sarah Sleet, szefowa Coeliac UK, organizacji zrzeszającej chorych na celiakię w Wielkiej Brytanii. Jedna na sto osób w Wielkiej Brytanii zmaga się z celiakią. Niestety, zaledwie 24% osób chorych zostało poprawnie zdiagnozowanych. Oznacza to, że aż pół miliona Brytyjczyków żyją z tą chorobą, nawet o tym nie wiedząc. Celiakia to nie alergia - Celiakia to nie alergia, mimo że jedyną formą leczenia jest bezglutenowa dieta do końca życia. Nieprzestrzeganie tej zasady może doprowadzić do osteoporozy lub raka jelit. Na przestrzeni ostatnich lat sporo się zmieniło, wciąż jednak wielu chorych zmaga się z brakiem wystarczających informacji na temat zawartości produktów spożywczych dostępnych w sklepach - dodaje Sarah Sleet. Unia przyjęła regulację już w październiku 2011 roku, ale przedsiębiorcy mieli czas aż do grudnia 2014 roku, by przystosować swoje etykiety do przepisów. Gabriela Będkowska źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Czerwone wino – rakotwórcze czy nie?

Chcesz lepiej poznać temat? Sprawdź nasz artykuł: Zasady postępowania w przypadku niezłośliwych guzów jajnika Najnowsze badania dowodzą, że resweratrol – związek chemiczny występujący w winogronach i ich skórce ma właściwości chroniące przed rakiem. W przeciwieństwie do alkoholu, drugiego najważniejszego składnika wina, który jest czynnikiem zwiększającym ryzyko wystąpienia raka głowy i szyi. Niedokwistość Fanconiego Ogromną część wiedzy na temat związku między rakiem a alkoholem naukowcy zdobyli dzięki studiom nad Niedokwistością Fanconiego. Choroba ta dotyka 1 na 350 tys. dzieci i charakteryzuje się niezdolnością do naprawy splotu DNA. Brak tej zdolności może zwiększać ryzyko zachorowania na białaczkę oraz raka głowy i szyi. Naukowcy odkryli, że zarówno nowotwór spowodowany alkoholem i chorobą Fanconiego jest ten sam: częściowo metabolizowany przez alkohol. Czerwone wino lekarstwem na raka Badanie epidemiologiczne wskazują, że najniższy odsetek zachorowań na raka głowy i szyi notuje się wśród osób pijących czerwone wino. Naukowcy wyjaśniają tę zależność: wprawdzie picie alkoholu powoduje kumulowanie się uszkodzeń DNA, zwiększające ryzyko zachorowania na raka, ale jednocześnie  resweratrol - substancja zawarta w winogronach, eliminuje najbardziej uszkodzone komórki DNA, które są najwyższym czynnikiem ryzyka zachorowalności na raka. Naukowcy ostrzegają jednak, że resweratrol nie jest magicznym lekarstwem na raka. Działanie alkoholu nadal jest szkodliwe i jest czynnikiem ryzyka. źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Dieta śródziemnomorska poprawia pracę nerek

Pomimo całego szumu wokół różnych diet, okazuje się, że to właśnie dieta śródziemnomorska jest najlepiej zbadana. Zazwyczaj badania koncentrowały się wokół spadku wagi oraz walki z cukrzycą lub chorobami serca. Teraz skupiono się na zdrowiu nerek. Przeciętny człowiek pamięta o tym, aby dbać o prawidłową wagę i zdrowie serca, a o nerkach przypomina sobie, gdy zdiagnozuje się u niego kamicę nerkową lub konieczna jest dializa. Dieta śródziemnomorska Piękno tej diety polega na spożywaniu dużej gamy niskoprzetworzonych produktów. Wprawdzie dopuszczalne są makarony i inne węglowodany, ale głównie te pełnoziarniste. W państwach basenu Morza Śródziemnego stawia się na tradycyjne wypieki, które nie zawierają bromków, konserwantów i innych szkodliwych dodatków. Makaron i kasza kuskus są mało skażone i  spożywane regularnie. Żywność jest zazwyczaj produkowana regionalnie. Jajka i nabiał, taki jak sery i jogurty są świeże oraz pochodzą z małych farm. Ryby oraz mięczaki przeważają nad innymi rodzajami mięsa, zazwyczaj chudego. Rzadko się je panieruje i smaży. Zauważa się również wyższe spożycie świeżych owoców i warzyw, roślin strączkowych, orzechów, nasion, zdrowych tłuszczów oraz pełnych ziaren. Unika się wysokoprzetworzonego jedzenia, czerwonego mięsa oraz słodyczy. Kultura jedzenia opiera się na przyjemności. Ważne jest jedzenie bez pośpiechu w dobrym towarzystwie. Porcje nie są zbyt obfite. Nieodłącznym elementem jest wino. Badania Naukowcy z Uniwersytetu Columbia, Uniwersytetu Miami i Uniwersytetu Ateńskiego przeprowadzili badania wśród seniorów z północnego Manhattanu. Uczestnicy eksperymentu byli w wieku 64 lat (na początku badania) oraz pochodzili z różnych grup etnicznych. Kobiety stanowiły 59% uczestników. Zbadano w sumie 700 osób w ciągu 6,9 roku trwania eksperymentu. Naukowcy stworzyli system numeracji, w zależności od poziomu przestrzegania diety śródziemnomorskiej. Odkryli, że na każdy dodatkowy punkt prawdopodobieństwo zapadnięcia na chorobę nerek spada aż o 17%. Dieta ta zmniejsza też prawdopodobieństwo wystąpienia przewlekłej niewydolności nerek aż o 50%. Wyniki badań ukazały się w Clinical Journal of the American Society of Nephrology. Zuzanna Kućma źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Witamina C może pomóc cierpiącym na niedrożność dróg oddechowych oraz zaburzenia oddy...

Według wyników badań opublikowanych w Allergy, Asthma & Clinical Immunology, witamina C redukuje skurcz oskrzeli i powysiłkowe zaburzenia oddychania. Aktywność fizyczna zwiększa stres oksydacyjny, dlatego witamina C, jako oksydant, może przynosić widoczne efekty w przypadku chorych, którzy intensywnie ćwiczą. Kilka badań wykazało, że witamina C osłabia działanie stresu oksydacyjnego spowodowanego przez aktywność fizyczną. Ponadto witamina C jest zaangażowana w metabolizm histaminy, prostagladyn oraz leukotrienów cysteinylowych. Wszystkie z nich mogą spowodować powysiłkowy skurcz oskrzeli. Metaanaliza trzech badań ujawniła, że witamina C zmniejszyła o połowę poziom powysiłkowego FEV1 u uczestników badań, którzy cierpieli na powysiłkowy skurcz oskrzeli. Pięć innych badań dotyczyło osób, które zostały poddane intensywnemu i krótkoterminowemu wysiłkowi. Stwierdzono, że witamina C zmniejszyła o połowę problemy z oddychaniem. Z kolejnego testu wynika, że witamina C  zmniejszyła dwukrotnie powysiłkowe problemy z oddychaniem u nastoletnich pływaków, uczestniczących aktywnie w zawodach. FEV1 jest wskaźnikiem natężonej objętość wydechowej pierwszosekundowej, czyli przedstawia ilość powietrza wydmuchiwaną z płuc w czasie pierwszej sekundy natężonego wydechu. Doktor nauk medycznych, Harri Hemila, z Uniwersytetu w Helsińskiego przeprowadził analizę badań, w których uczestniczyło 12 pacjentów. Uczestnicy mieli astmę, ich średnia wieku wynosiła 26 lat i cierpieli na powisiłkowy skurcz oskrzeli. Wskaźniki FEV1 oraz EEF60 były mierzone przed i po ćwiczeniach zarówno w dni, kiedy podawano witaminę C, jak i placebo. Jednakże wyniki badań nie były wcześniej dogłębnie analizowane. U 5 z 12 pacjentów zanotowano 60% spadek wskaźnika FEF60. Oznacza to poziom przedwysiłkowy. Tak wyraźne obniżenie wskaźnika oznacza, że witamina C naprawdę działa. U pozostałych badanych nie dostrzeżono żadnej różnicy. Badania dowiodły, że witamina C ma znaczący wpływ na pracę oskrzeli małych. Zaleca się, aby osoby cierpiące na powysiłkowy skurcz oskrzeli, problemy z oddychaniem, kaszel lub ból gardła, regularnie przyjmowały witaminę C. Zuzanna Kućma źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Olej owsiany hamuje uczucie głodu

Owies to źródło energii i samo zdrowie. Posiada wiele dobroczynnych właściwości. Ponadto, najnowsze badania między innymi szwedzkiego Uniwersytetu w Lund i firmy Fiber AB wykazały, że ziarna owsa zawierają więcej tłuszczu niż inne zboża. Dodatkowo, olej owsiany posiada unikalną kompozycję i wiele zbawiennych składników wspierających pracę organizmu i daje poczucie sytości. Badanie to dotyczyło 34 osób, które otrzymywały różne ilości oleju jako dodatkowy element do normalnego śniadania. Naukowcy zgodnie potwierdzili, że w przypadku badanych, poziom hormonów odpowiadających za sytość i brak głodu wzrósł w jelitach. Dodatkowo, w trakcie badań naukowcy badali trzy różne hormony PYY, GLP-1, CCK i ich wpływ na poziom sytości, który dzięki nim wzrasta i czujemy się mniej głodni. Ponadto, zwiększone uwalnianie hormonu GLP-2, które związane jest ze wzrostem komórek jelitowych, korzystnie wpływa na poziom cukru i wolnych kwasów tłuszczowych we krwi. - Nasze wyniki sugerują, że odpowiednio przygotowany olej owsa to skuteczny suplement diety, który wspiera hamowanie głodu. Konieczne są jednak dalsze badania, aby potwierdzić nasze wyniki - mówi Lena Ohlsson z Uniwersytetu w Lund. Naukowcy podkreślają również, że codzienna dawka oleju nie jest jedynym skutecznym sposobem na utratę wagi, a jedynie suplementem diety, który w  utracie zbędnych kilogramów może okazać się pomocny. W przypadku diety, najważniejsze są długoterminowe zmiany w stylu życia i żywieniu. Naukowcy akcentują również, że długotrwałe zmiany w stylu żywienia są najważniejsze, jeśli chodzi o utratę wagi. Jednak nasz nowoczesny sposób życia stworzył „nierównowagę sytości”. W tym przypadku suplement diety, taki jak odpowiednio przygotowany olej owsa może być pomocny. - Różne suplementy diety mogą korzystnie wpływać na metabolizm, ale nie powinnyśmy doprowadzić do sytuacji w której, mają one za zadanie tylko hamować głód i wzmacniać uczucie sytości. Wierzymy, że w tym przypadku olej owsiany wspomoże jedynie czuć się pełniej na dłużej i powstrzymać od przejedzenia - dodaje Lena Ohlsson. źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Wysoki wskaźnik BMI przyczyną zachorowań na raka

Zapraszamy również do przeczytania innego artykułu: Zasady postępowania w przypadku niezłośliwych guzów jajnika Niemal pół miliona przypadków zachorowania na raka w ciągu roku związana jest z wysokim wskaźnikiem masy ciała – Body Mass Index, czyli BMI. Wyniki swoich badań nad tym zagadnieniem opublikowała International Agency for Research on Cancer w czasopiśmie "The Lancet Oncology". Podwyższone BMI a nowotwór Wysoki BMI jest czynnikiem zwiększającym ryzyko zachorowania na raka przełyku, jelita grubego, odbytnicy, trzustki, nerek, pęcherzyka żółciowego, piersi i jajników. Ponad 3,5% odnotowanych przypadków nowotworu jest spowodowany wysokim BMI – nadwagą lub otyłością. Jak wynika ze statystyk, ten typ nowotworów częściej występuje w krajach wysoko rozwiniętych niż rozwijających się. Jak jednak podkreśla doktor Isabelle Soerjomataram, kraje rozwijające się powoli doganiają pod tym względem kraje rozwinięte, choć wciąż pozostają daleko w tyle za Stanami Zjednoczonymi. Tylko w 2012 roku 111 tys. Amerykanów zachorowało na raka z powodu wysokiego wskaźnika BMI, co stanowi 23% takich przypadków na całym świecie. Z kolei w Europie na raka z powodu otyłości zachorowało 65 tys. osób, co stanowi 6.5% ogółu wykrytych w tym roku chorób nowotworowych. Najniższe wskaźniki odnotowano w Azji – zaledwie 1.6% wszystkich zachorowań oraz w Afryce -1.5%. Najbardziej narażone kobiety Spośród wszystkich analizowanych państw najwięcej zachorowań na nowotwory z powodu otyłości  u mężczyzn odnotowano w Czechach, Wielkiej Brytanii i na Malcie. Z kolei u kobiet – na Barbardosie (aż 12% wszystkich zachorowań), w Czechach i Puerto Rico. Jak zauważyli badacze, tę przyczynę nowotworów częściej można odnotować u kobiet niż mężczyzn. - U kobiet nowotwór spowodowany nadwagą lub otyłością jest częściej spotykany niż u mężczyzn. Rak piersi, który dotyka kobiety po menopauzie w 10% przypadków spowodowany jest podwyższonym wskaźnikiem BMI - mówi doktor Melina Arnold, współautorka badań. Jak zauważa doktor Christopher Wild, liczba zachorowań na nowotwory spowodowane otyłością lub nadwagą będzie wzrastać wraz z rozwojem gospodarczym. Gabriela Będkowska źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej