Badania wskazują na wysoką zawartość soli w sałatkach

Z przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii badań wynika, że niektóre gotowe do spożycia sałatki zawierają nawet dwa razy więcej soli niż jedzenie typu fast food. Naukowcy wykazali również, że aż 77% sałatek (łącznie 511 produktów) zawiera więcej soli niż paczka chipsów ziemniaczanych. - Kiedy wypowiadamy słowo sałatka, wyobrażamy sobie miskę pełną zdrowej żywności i produkty naturalne. Niestety to nieprawda. – mówi dietetyk Sonia Pombo. Mimo iż sałatki są smaczne i zdrowe, producenci żywności i niektóre restauracje nadal niepotrzebnie solą potrawy. Powoduje to, że jedzenie nie tylko zmienia smak, ale też nasze samopoczucie. Czujemy się napełnieni, wręcz objedzeni. - Nadmiar spożywanej soli może prowadzić też do wysokiego ciśnienia krwi – główną przyczynę udarów i ataków serca. – dodaje dietetyk. Wykazano, że np. Crispy Chicken & Sałatka bekonowa McDonalda zawiera więcej soli (1,3 g) niż Hamburger (1,2 g). Sałatki podawane w supermarketach są zazwyczaj w mniejszych porcjach niż w restauracji (220-380 g), mimo to również zawierają dużą ilość soli. Nawet specjaliści od zdrowej żywności stwierdzili, że mają one wysoką zawartość soli. Sałatka the Pod Chicken Detox Box, na przykład, oferuje 4 g soli na porcję - 67% maksymalnego dziennego spożycia. - Niekorzystny jest fakt, że sałatka, uważana za zdrowe jedzenie ma w sobie składnik, który okazał się szkodliwy dla zdrowia. - mówi Graham MacGregor, profesor medycyny w Instytucie Wolfson, Queen Mary University w Londynie. - Wiele sałatek ma pozornie dużo soli. Jest bardzo duże zróżnicowanie jej zawartości, ale najwyższe z nich można łatwo zmniejszyć. Przemysł spożywczy musi wykazać znacznie większą odpowiedzialność za zdrowie swoich klientów. – dodaje. Przeprowadzone analizy wskazują, że średnia zawartość soli w sałatkach z supermarketów zmniejszyła się o 35% od 2005 roku - z 1,64 g na porcję do 1,06 g na porcję w 2014 roku. źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej

Dieta bogata w pomidory zmniejsza ryzyko raka prostaty

Rak prostaty jest drugim najczęstszym nowotworem u mężczyzn występującym na całym świecie. Nowe badania sugerują, że spożywanie 10 porcji tygodniowo lub więcej może znacząco obniżyć ryzyko zachorowania na tę chorobę. Nowe badanie opublikowane w Cancer Epidemology pomogło naukowcom lepiej zrozumieć czy po odpowiednich zaleceniach dietetycznych i zdrowym stylu życia, zmniejsza się ryzyko wystąpienia raka prostaty. W badaniu naukowcy sprawdzają wpływ składników żywieniowych na ryzyko raka. Pod uwagę brane były takie składniki jak selen, wapń czy likopen. Pomidory są bogate w likopen. We wcześniejszych badaniach, udowodniono korzystny wpływ tego warzywa na problemy pacjentów z chorobą układu krążenia. Ich właściwości pomagały również obniżyć poziom cholesterolu. Według zespołu naukowców pod kierunkiem Vanessy Er z Uniwersytetu w Bristolu w Wielkiej Brytanii – likopen zawarty w pomidorach, może pomóc również zwalczać toksyny. Na tej podstawie zespół dr Vanessy Er rozpoczął badania, które obejmowały styl życia i dietę u 1806 mężczyzn z rakiem prostaty. Uczestnicy badania byli w wieku 50-69 lat, a ich wyniki badań zostały porównane z wynikami 12 tys. mężczyzn niecierpiących na raka prostaty. W wynikach okazało się, że pacjenci, którzy spożywali ponad 10 porcji pomidorów i przetworów pomidorowych, takich jak soki pomidorowe, mieli o 18% zmniejszone ryzyko rozwoju raka prostaty. U osób cierpiących już na raka, nie zaobserwowano większych zmian. Również w ramach tych badań, naukowcy postanowili ocenić wpływ aktywności fizycznej, diety i masy ciała na rozwój raka. Okazało się, że tylko w przypadku, gdy w diecie znajdowały się owoce i warzywa – odnotowano spadek potencjalnego zagrożenia raka prostaty. Analizując wyniki badań, naukowcy informują, że te zalecenia są skierowane do profilaktycznych działań przeciwko tej chorobie. Potrzebne są jednak jeszcze dalsze badania, które podyktują dokładne instrukcje żywieniowe. Pomoże to mężczyznom uniknąć potencjalnego ryzyka tego typu nowotworu. Opracował: Damian Nowaczek źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej

Przyprawy mogą być pomocne w walce z niedoborem mikroelementów

Dwóch naukowców z University of Illinois oraz Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przeprowadzili badania, które miały na celu pomóc krajom z powszechnym problemem niedoboru mikroelementów. Rozwiązaniem problemu ma być program fortyfikacji przypraw, który polega na wzbogaceniu przypraw dodatkowymi mikroelementami. Według dr Luisa A. Mejia, adiunkta nauk o żywności, niedobory mikroelementów prowadzą do zaburzeń funkcji poznawczych oraz do pogorszenia ogólnego stanu zdrowia. Problem z niedoborem mikroelementów dotyczy co najmniej jednej trzeciej ludności całego świata, co stanowi 7,3% wszystkich ludzi. - Tak jak w Stanach Zjednoczonych udało się kontrolować niedobór jodu i innych składników przez wiele lat, tak teraz mamy nadzieję, że uda się rozwiązać problem niedoboru mikroelementów w skali światowej. Kobiety w ciąży również powinny się zainteresować tym problemem, gdyż to właśnie one często cierpią na niedobory takich składników jak kwas foliowy i cynk, które również są odpowiedzialne za prawidłowy rozwój ciąży - powiedziała Allyson Bower, doktorant w Nutritional Sciences. Niedobory mikroelementów są prawdziwym problemem szczególnie w południowo-wschodniej Azji, Filipin, Tajlandii, Malezji, Wietnamu, Indonezji i występują również w Afryce Zachodniej oraz Ameryce Środkowej. Dr Mejia jest pionierem w programie opracowanym dla osób z niedoborem witaminy A. Program ten dotyczył fortyfikacji cukru z witaminą A, który następnie trafił w rejony Ameryki Środkowej, gdzie miał rozwiązać problem z niedoborem tejże witaminy. Ponieważ w rejonach Ameryki Środkowej nie było odpowiedniej przyprawy, która spożywana jest regularnie, naukowcy postawili na cukier. Program okazał się sukcesem i udało się rozwiązać problem. Właśnie ten sukces przemawia teraz do naukowców, którzy starają się rozwiązać problem z niedoborem mikroelementów w skali globalnej. Teraz są jednak inne trudności. Naukowcy muszą wybrać odpowiednią przyprawę, która będzie mogła zawierać dodatkowe mirkroelementy uzupełniające braki. Nie jest to jednak takie proste, gdyż przykładowo w Wietnamie, ludność spożywa sos sojowy, który może być podany programowi fortyfikacji, ale w Indonezji nie jest już to możliwe. Natomiast inne zespoły badawcza badają biodostępność mikroelementów w żywności wzbogacanej. Sprawdzają skuteczność oraz stabilność dodawanych składników do żywności wśród wielku koncernów. Wszystkie wyniki mają zostać opublikowane w Annal of New York Academy of Science. Opracował: Damian Nowaczek źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej

Dieta o wysokiej zawartości tłuszczu może powodować raka

Chciałbyś dowiedzieć się więcej? Koniecznie przeczytaj artykuł: Zasady postępowania w przypadku niezłośliwych guzów jajnika Dieta o wysokiej zawartości tłuszczu może powodować wzrost guza w jelicie, powodując zmiany w społeczności drobnoustrojów. Naukowcy przeprowadzili badania na myszach, które posiadają genetyczne predyspozycje do rozwoju raka jelita grubego. Odkrycia badaczy sugerują, że sposób odżywiania może zarówno zmniejszyć jak i zwiększyć ryzyko tego nowotworu. Otyłość i wysoka zawartość tłuszczu w diecie są związane z nowotworami przewodu pokarmowego. Na początku nie było to jednak jasne, jak dokładnie dieta oparta na tłuszczu wpływa na ryzyko wystąpienia tego guza. Dopiero po analizie specjalnego mysiego modelu, dr Melek Arkan i jego zespół wykazał, jak wysoka zawartość tłuszczu może wpływać na postęp nowotworu, niezależnie od wagi danej osoby. Okazało się, że komórki tłuszczowe w połączeniu z genem znajdującym się w organizmie, zwanym KrasG12Gint powodują przesunięcie mikroflorów, które zmniejszają obronę immunologiczną. To umożliwia szybszy wzrost nowotworu. Leczenie antybiotykami lub przyjmowanie tak zwanego „maślanu”, który wpływa na skład bakteryjny i funkcje immunologiczne, osłabia wzrost raka jelita grubego. Dzięki tym przeprowadzonym analizom, które mogły pokazać interakcję raka jelita grubego i diety zawierającej duże ilości tłuszczu, pojawiają się nowe metody profilaktyki raka. źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej

Owoce i warzywa poprawiają wygląd skóry

Wiele osób spędza godziny na opalaniu lub stara się poprawić wygląd swojej skóry w inny sposób. Potencjalnie, opalona, ciemna skóra uważana jest za „ładną”. W praktyce, opalanie w solarium czy stosowanie kremów do opalania nie jest dobrym rozwiązaniem. Zwłaszcza solarium, które wyniszcza skórę. Nie mniej jednak, wiele osób stara się poprawić wygląd swojej skóry w ten, a nie inny sposób. Nowe badania sugerują, że wygląd skóry można poprawić zdrowymi metodami, które również nadadzą jej blask i ładny koloryt – wystarczy jeść dużo owoców i warzyw. Produkty te, zawierają pigmenty organiczne zwane karotenoidami, które korzystnie wpływają na skórę, poprawiając jej koloryt. Według badań, przeprowadzonych przez Carmen E. Lefevre z University Business School i Davida I. Peretta z University of St. Andrews – obydwa w Wielkiej Brytanii – okazało się, że zabarwienie skóry odkrywa ważną rolę w atrakcyjności, zwłaszcza zabarwienie twarzy. Istnieją dwa podstawowe sposoby, które powodować mogą zmianę kolorytu skóry. Pierwszym jest opalanie a drugim spożywanie karotenoidów, czyli barwników organicznych występujących w kolorowych warzywach i owocach, takich jak marchew, morele, pomarańcze, mango czy szpinak. Badania sugerują, że lekko żółtawe zabarwienie skóry, spowodowane przez jedzenie niektórych warzyw i owoców jest postrzegane jako „zdrowa” skóra. Badacze nie wiedzą jednak, czy tego typu zabarwienie wpływa na postrzegani samej atrakcyjności twarzy. Badacze chcieli się dowiedzieć, jaki ro dzaj zabarwienia skóry powoduje wzrost samej atrakcyjności. Badanie zostało opublikowane w The Quarterly Journal of Experimental Psychology. Badania podzielone były na trzy doświadczenia. W pierwszym brało udział 60 uczestników, którzy za zadanie mieli ocenić przygotowane cyfrowo twarze, specjalnie do tych testów. W wersji komputerowej przygotowano 27 przykładów, z czego połowa miała intensywnie zabarwioną skórę dzięki pigmentom karotenoidów, a druga połowa cyfrowych twarzy, której dieta wynosiła by niskie stężenie kartoneidów. Zespół stwierdził, że 86% uczestników ocenił wersję twarzy z wysoką pigmentacją jako bardziej atrakcyjną. Podobny eksperyment został przeprowadzony z inną grupą 60 uczestników. Tutaj naukowcy, zmienili intensywność kolorytu cyfrowo przygotowanej twarzy. Również i w tym badaniu, okazało się, że 78,% uczestników uważało, że bardziej atrakcyjną twarzą jest ta o intensywniejszym zabarwieniu. W trzecim udział wzięło znów 60 uczestników. Tym razem, mieli oni jednak odpowiedzieć na pytanie, która twarz według nich jest efektem diety bogatej w karetonoidy. Z wszystkich uczestników, aż 75,9% odpowiedziało, że twarz o bardziej intensywnej pigmentacji jest wynikiem tychże składników. Naukowcy uważają, że są to mocne dowody, które sugerują iż spożywanie owoców i warzyw nie tylko poprawia koloryt skóry ale również przekłada się na wzrost atrakcyjności. Opracował: Damian Nowaczek źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej

Metabolizm a woda

Chcąc pozbyć się zbędnych kilogramów – w sposób bezpieczny dla naszego organizmu – nie wystarczy tylko przejść na ścisłą dietę czy wylać litry potu na siłowni. Zdrowe odchudzanie i utrzymanie pożądanej figury powinno przebiegać jako kombinacja kilku kluczowych elementów. W jaki sposób utrzymać metabolizm na zadowalającym poziomie podpowiada mgr Iwona Gryszkin, dietetyk z Kliniki Diety Gryszkin.     Kombinacja kluczem do sukcesu     Chcesz dowiedzieć się więcej? Weź udział w Certyfikowanej Konferencji Warsztatowej Food Forum Ekspert "Dietoterapia zaburzeń hormonalnych i metabolicznych 2024"! Mimo licznych, coraz donośniejszych głosów ekspertów, którzy przekonują, że selektywne wybieranie dróg do uzyskania wymarzonej figury nie jest bezpieczne dla naszego zdrowia, niektórzy wciąż myślą, że ich to nie dotyczy. Jedni stawiają na drastyczne głodówki, inni ograniczają liczbę spożywanych kalorii do minimum, są i tacy, którzy wychodzą z założenia, że wystarczy ostry wysiłek fizyczny, aby dotrzeć w krótkim czasie do upragnionego celu. Jednak nie tędy droga! Większość rozwiązań może okazać się teoretycznie skuteczna, jednak tylko na krótki czas – złowrogi efekt jo-jo najpewniej dość szybko nas dosięgnie, a osłabiony organizm długo będzie dochodził do siebie. Nierzadko też złudna utrata kilogramów okaże się czymś innym, niż spaleniem tkanki tłuszczowej. – Wciąż wiele osób, chcąc pozbyć się zbędnych kilogramów, decyduje się na jedną z metod, tymczasem najlepsze efekty osiąga się wprowadzając zmiany w swoich przyzwyczajeniach na różnych polach  – zauważa mgr Iwona Gryszkin, dietetyk z Kliniki Diety Gryszkin. – Nawet chwilowy, pozorny sukces nie powinien przesłonić nam oczu – proces odchudzania, podobnie jak utrzymania pożądanej formy i wagi, to działanie złożone, zindywidualizowane i raczej czasochłonne. Jednak zazwyczaj wystarczy przestrzegać kilku podstawowych zasad, aby cel stał się łatwiejszy do osiągnięcia, przy zachowaniu zdrowia. Słowo klucz to metabolizm, o którym często mówi się, że jest szybki lub wolny – w tym ostatnim przypadku nasz organizm spala mniej kalorii niż standardowo, przez co niespożytkowana reszta odkłada się pod postacią tkanki tłuszczowej. Złoty środek To, w jakim tempie spalamy kalorie, zależy od wielu czynników. Oprócz samego stylu życia istotne są również kwestie, na które za bardzo nie mamy wpływu. – Metabolizm uzależniony jest między innymi od naszych genów czy wieku – zaczyna nieco zwalniać już po 25 roku życia, dlatego warto korzystać z różnych sposobów na jego przyspieszenie – podpowiada mgr Iwona Gryszkin. – Istotna jest także nasza płeć, chociaż to wiąże się głównie z ilością mięśni – mężczyźni, ze względu na większą masę mięśniową, zazwyczaj mają szybszy metabolizm niż kobiety, a im więcej mięśni tym większe zapotrzebowanie na energię do ich utrzymania. Co zatem można zrobić, aby w naturalny sposób nieco podkręcić nasz metabolizm? Skoro mięśnie potrzebują sporo energii, dobrze jest odpowiednio je rozbudować. Warto zatem umiejętnie wpleść w codzienną aktywność trening siłowy, który dodatkowo można przeplatać aerobowym – pamiętając jednak, że w przypadku tego ostatniego metabolizm wzrasta głównie w momencie samego wysiłku i krótko po nim. Niezwykle istotna jest także dieta. Eksperci, którzy od zawsze nawołują do spożywania większej ilości wody, mają tu zdecydowanie rację. – Woda doskonale wspomaga proces odchudzania i utrzymania dobrej formy, dlatego powinniśmy dbać o jej regularne spożywanie codziennie – radzi ekspertka z Kliniki Diety Gryszkin. – Musimy pamiętać, że odwodniony organizm nie funkcjonuje tak, jak powinien – wszystkie procesy zostają zaburzone, zwalnia także metabolizm. Dlatego właśnie dbanie o odpowiednie nawodnienie jest tak istotne – zawsze, nie tylko wtedy, gdy chcemy zgubić kilka nadprogramowych kilogramów. Naukowcy udowodnili, że wypicie pół litra wody zwiększa metabolizm o 30 procent, a efekt ten utrzymuje się przez ok. godzinę. Dobrze jest sięgać po sprawdzoną i polecaną wodę, najlepiej niegazowaną, niskozmineralizowaną, o obniżonej zawartości sodu, za to bogatą w magnez i wapń, jak np. Mama i ja. Produkt ten został doceniony – otrzymał pozytywną opinią Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” – skoro jest  polecany najmłodszym i kobietom w ciąży, jest także zupełnie bezpieczny i nadaje się do codziennego stosowana przez wszystkich. Warto pić wodę także zaraz po przebudzeniu – takie orzeźwienie nie tylko pomoże nam się obudzić, ale także rozrusza nasz metabolizm – doradza mgr Iwona Gryszkin, dietetyk. – Pamiętajmy jednak, że we wszystkim należy zachować  umiar, gdyż nawet w tak prozaicznej sprawie można sobie zaszkodzić. Nasze nerki mają ograniczone możliwości, dlatego nie powinniśmy także przesadzać z ilością spożywanych płynów. Wyspany, najedzony, zdrowy Niezwykle ważne dla prawidłowego funkcjonowania całego organizmu, w tym także do utrzymania pożądanego tempa metabolizmu, jest odpowiednie wysypianie się. 7-8 godzin snu to optymalna dawka relaksu, która pozwala nam wypocząć i naładować akumulatory na kolejny dzień. Oprócz odpoczynku powinniśmy większą wagę przykładać do nawyków żywieniowym. – Wrogiem szybkiego metabolizmu są zbyt długie przerwy między posiłkami – przestrzega ekspertka. – Organizm, zauważając, że musi długo czekać na kolejną dawkę energii, naturalnie przestawia się na tryb bardziej oszczędny, spowalniając tym samym tempo spalania kalorii. Komponując posiłki dobrze jest zadbać o odpowiedni poziom białka i błonnika w diecie. Nieoceniony wpływ na zwiększenie tempa metabolizmu mają również ostre przyprawy. Pomocne są także warzywa – nie bez powodu jest ich zazwyczaj sporo w większości diet - zawierają one dużo witamin i minerałów, które pomagają w procesie zamiany pokarmu w energię. Wiele osób marzy o doskonałej sylwetce – jedni ciągle do niej dążą, inni codzienne dbają o to, by ją utrzymać. Bez względu na to, na którym etapie jesteśmy, warto mieć na względzie swój metabolizm, gdyż to od tempa spalania kalorii w dużej mierze zależy nasza forma. Przestrzeganie kilku podstawowych zasad, w tym pamiętanie o codziennym spożywaniu wody, pomoże nam w utrzymaniu nienagannej figury przy jednoczesnym zachowaniu zdrowia.     Woda źródlana Mama i ja Cena: 1,5 L – cena: 2zł 0,5 L- cena: 1,50zł   -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- „Mama i ja” to marka źródlanej wody niegazowanej. Produkt przeznaczony jest w szczególności dla niemowląt i małych dzieci, kobiet w ciąży oraz mam karmiących piersią.  „Mama i ja” to marka należąca do firmy WOSANA S.A. Początki firmy sięgają 1991 roku, jej siedziba mieści się w Andrychowie. Najwyższą, jakość produktów zapewnia wdrożony przez firmę system zarządzania bezpieczeństwem żywności zgodny z międzynarodową normą EN ISO 22000: 2005. „Mama i ja” posiada pozytywną opinię od Centrum Zdrowia Dziecka. Produkt dostępny jest w sieciach: Real, Makro, Tesco, Kaufland, Netto, Carrefour, Selgros, Auchan, Eurosklep e-sklepach dodomku.pl, frisco.pl oraz bdsklep.pl.   WOSANA S.A. PRODUCENT SOKÓW, NAPOJÓW I WÓD ŹRÓDLANYCH WOSANA SPÓŁKA AKCYJNA z siedzibą w Andrychowie przy ul. Batorego 35a, 34-120 Andrychów tel. 033/ 873 41 51 fax 033/ 873 41 53 e-mail: marketing@wosana.pl www.wodadladziecka.pl   KLINIKA DIETY GRYSZKIN mgr Iwona Gryszkin Tel kontaktowy: 664-969-066 Email: rejestracja@klinika-diety.pl //klinika-diety.pl
Czytaj więcej

Na stres najlepsza zdrowa dieta

Według najnowszych badań, negatywne skutki stresu mogą zostać zmniejszone poprzez zastosowanie zdrowej diety, odpowiedniej aktywności fizycznej oraz właściwej długości snu. To pierwsze tego typu badanie, które unaocznia, iż stresujące wydarzenia mogą przyspieszyć proces starzenia się komórek układu odpornościowego u dorosłych osób. W eksperymencie wzięło udział 239 niepalących kobiet, po menopauzie. Ich próbki krwi poddano analizie na początku i na końcu doświadczenia, aby sprawdzić, jak przez rok zmniejszyła się długość telomerów. Telomery to rodzaj ochronnych „nakładek” zlokalizowanych na końcach chromosomów. Wpływają one na szybkość starzenia się komórek. Są kombinacją DNA i białka, zabezpieczającą chromosom przed uszkodzeniem podczas kopiowania. Kiedy stają się krótsze, ich strukturalna integralność ulega osłabieniu, a co za tym idzie komórki szybciej umierają. W ostatnich latach zauważono znaczące skracanie się telomerów, a co za tym idzie pojawienie się szeregu chorób związanych z procesem starzenia (udary, otępienie, choroby sercowo-naczyniowe, cukrzyca, otyłość, osteoporoza i wiele form raka). U uczestników badania poddanych takiemu samemu poziomowi stresu, którzy stosowali podane na wstępie zasady (zdrowa dieta, aktywność fizyczna, odpowiednia długość snu) nie zaobserwowano wyraźnego skracania się telomerów, jak miało to miejsce u grupy przeciwnej. Wszystko wskazuje więc na to, że możemy świadomie i skutecznie eliminować skutki niepokojów, napięć czy frustracji, cieszyć się zdrowiem  i dłużej zachować młodość. źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej

Wykryto bakterię w żywności, która może być niebezpieczna dla dzieci nienarodzonych

Wyniki badań przeprowadzonych w ICAS Culician sugerują, że co najmniej 10 procent świeżego sera i produktów sprzedawanych na rynku, takich jak kiełbasa czy mięso, mogą być zanieczyszczone. Naukowcy z Centrum Badań Żywności i Rozwoju (ICAS) potwierdzili obecność bakterii Listeria w żywności pochodzenia zwierzęcego. Organizm ten, powoduje w pierwszych objawach głównie infekcje biegunkowe, ale w bardziej zaawansowanych sytuacjach, generuje poronienia i zapalenia opon mózgowych. Najwięcej bakterii pochodzi z produktów meksykańskich, które często rozprowadzane są po całym świecie, gdyż meksykańska kuchnia jest bardzo popularna. Właśnie tam zespół kierowany przez dr Chaideza rozpoczął poszukiwania bakterii. Ostatnie międzynarodowe doniesienia, sugerują silny wybuch epidemii tej bakterii w Stanach Zjednoczonych ze względu na import chińskiego melona z Meksyku. Naukowcy pobierali próbki produktów takich jak kiełbasa, wędliny czy ser, które zakupili na różnych rynkach w Stanach Zjednoczonych i Meksyku. Po testach w laboratorium, w części produktów znaleziono bakterię Listerii, określaną jako „4B”, czyli najbardziej agresywną. - Okazało się, że w kurczaku jest ponad 23% więcej bakterii niż w kiełbasie, gdzie zawartość tej bakterii to 11%, a w serze 9% - mówi Quiroz Chaidez. Analiza wyników sugeruje, że co najmniej 10% produktów sprzedawanych na rynkach, może być skażone bakteriami. Trzeba pamiętać, że Listeria to niebezpieczna bakteria, która może spowodować śmierć. Prowadzi również do poważnych chorób jak pasocznica czy zapalenie opon mózgowych. Na bakterie podatne są głównie kobiety w ciąży, osoby z obniżoną odpornością lub osoby starsze. Głównym źródłem zakażenia jest spożycie zainfekowanego mięsa. Zawsze należy pamiętać o obróbce termicznej, pieczeniu czy smażeniu mięsa, bo to zabija część bakterii. Złe praktyki higieniczne również narażają na infekcję. Oblizywanie palców po kontakcie z surowym mięsem czy innym zainfekowanym produktem, jest bardzo nieodpowiedzialnym zachowaniem. - Bakteria Listeri, jest w stanie dotrzeć do opon mózgowych, dzięki wędrówce w krwiobiegu. Jest w stanie również przeniknąć do łożyska i uszkodzić płód, co może powodować nawet jego zgon - ostrzega Quiroz Chaidez. Opracował: Damian Nowaczek źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej

Białko serwatkowe pomoże diabetykom?

Według najnowszych badań, przeprowadzonych przez naukowców w Izraelu, spożywanie białka serwatkowego przed śniadaniem zmniejsza wahania cukru we krwi po posiłku oraz wpływa pozytywnie na reakcję organizmu na insulinę. Pojawiła się nadzieja, że białko serwatki może stać się dodatkowym i tanim narzędziem kontroli poziomu cukru we krwi u pacjentów cierpiących na cukrzycę. W badaniach nadzorowanych przez sztab profesorów i doktorów (m.in. prof. Daniela Jakubowicz oraz Julio Wainstein z Wolfon Medical Center, Tel Aviv Universitety), Oren Froy (Uniwersytet Hebrajski w Jerozolimie oraz Bo Ahrén (Uniwersytet w Lund, Szwecja) wzięło udział piętnaście osób, u których zdiagnozowano cukrzycę typu II. Interpretacja wyników pokazała, że spożywanie białka serwatkowego zwiększa wytwarzanie insuliny, a tym samym obniża poziom cukru we krwi. Pacjenci zostali podzieleni na dwie grupy. Jedna przed posiłkiem spożywała 50 g białka serwatkowego i 250 ml wody, drugiej wraz z wodą- podane zostało placebo. Następnie wszyscy otrzymali takie samo śniadanie, o wysokim indeksie glikemicznym. Naukowcy chcieli w ten sposób otrzymać jak najwyższe stężenie glukozy we krwi. Później chorych poddawano próbie krwi (na 30 minut przed posiłkiem, w momencie spożycia oraz odpowiednio 15, 30, 60, 90, 120, 150 i 180 minut po konsumpcji). Zgodnie z wynikami okazało się, że poziom glukozy u pierwszej wspomnianej grupy, na koniec zmniejszył się o 28%. Co najciekawsze, wczesna odpowiedź insuliny ( w ciągu pierwszych 30 minut po śniadaniu), była o 96% wyższa w przypadku osób zażywających serwatkę. To bardzo ważna i optymistyczna informacja, szczególnie w przypadku diabetyków. Odnotowano także wzrost GLP-1 (hormonu stymulującego produkcję insuliny). Po dwóch tygodniach eksperyment powtórzono, odwracając tym razem role, dzięki temu,, mimo małej liczby uczestników, badacze otrzymali statystycznie wiarygodne wyniki. Naukowcy zachęceni pozytywnym rezultatem badania, biorą pod uwagę przeprowadzenie długoterminowych testów klinicznych, aby przekonać się, czy efekty działań białka serwatki są trwałe. źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej

Śmierć i poważne powikłania bardziej prawdopodobne u pacjentów z niedoborem witaminy ...

Badania przeprowadzane w Cleveland Clinig sugerują, że niski poziom witaminy D związany jest z podwyższonym ryzykiem śmierci po operacji serca. Wcześniej przeprowadzane badanie, również informowały, że niedobór tej witaminy jest przyczyną wielu chorób i osłabienia organizmu. Pacjenci z niskim poziomem witaminy D we krwi mają zwiększone ryzyko śmierci i większe ryzyko poważnych powikłań po zabiegu serca - tak sugerują nowe badania. - Stężenie witaminy D wiąże się z większym prawdopodobieństwem śmierci w szpitalu. Chodzi przede wszystkim o ciężkie stany zakażenia oraz poważne choroby sercowo-naczyniowe - uważa dr Alparslan Turan, który opublikował swoje wyniki badań. Naukowcy wierzą, że ich wyniki będą punktem wyjściowym dla dalszych analiz, które pozwolą sprawdzić, czy suplementacja witaminy D przed operacją może zmniejszyć ryzyko tych prawdopodobnych powikłań. Aby uzyskać odpowiednie rezultaty, naukowcy przeanalizowali związek pomiędzy poziomem witaminy D, a wynikami operacji u około 3 500 pacjentów, którzy przeszli operację serca w 2005 roku oraz pacjentów, którzy w 2011 posiadali odnotowane informacje o ich poziomie witaminy D w czasie operacji. Stężenie witaminy D w próbkach krwi analizowano jako czynnik ryzyka zgonu, chorób sercowo-naczyniowych lub ciężkich zakażeń podczas pobytu pacjenta w szpitalu. W analizie uwzględniono również czynniki demograficzne oraz inne schorzenia, które wystąpiły w trakcie leczenia. Poziom witaminy D mierzy się dzięki próbkom krwi. W jej stężeniu mierzy się poziom 25-hydroksywitaminy, której stężenie powinno być większe niż 30ng na mililitr. Średni poziom u pacjentów, wynosił 23,5 ng, a prawie 20% miało mniej niż 10 ng/ml. Większość pacjentów, którzy niespełniali norm stężenia witaminy D w organizmie, miało większe prawdopodobieństwo licznych komplikacji pooperacyjnych oraz wyższe prawdopodobieństwo śmierci. - Niedobór witaminy D jest globalnym problemem zdrowotnym - uważa dr Turan. Oprócz ochronnych efektów sercowo-naczyniowych i neurologicznych, witamina D odgrywa ważną rolę w układzie immunologicznym. Przyjmowanie tej witaminy, jest niezbędnym elementem zdrowia i życia człowieka. Dr Turan przypomina, że ich badania były ograniczone, więc potrzebne są dalsze badania, które po pierwsze sprawdzą czy suplementacja tej witaminy przed operacja przyniesie korzyści. Opracował: Damian Nowaczek źródło: ScienceNews.p
Czytaj więcej

Tłuszcz z ludzkiego mleka wspomaga rozwój wcześniaków

  U wielu wcześniaków w pierwszych etapach życia pojawiają się problemy z odpowiednim wzrostem i prawidłowym rozwojem. Nukowcy z ARS Children Nurition Researc Center i Tecas Children Hospital, szukają sposobów, które pomogą wcześniakom w ich pierwszych momentach życia, by lepiej się rozwijały. Raport wyników badań pojawił się w Journal of Pediatrics. W przypadku wcześniaków, które ważą mniej niż 1000 gramów, najbardziej istotnym problemem jest to, że ich płuca oraz inne narządy są dalej w fazie rozwoju, nawet po urodzeniu. Najczęściej pomaga wtedy odpowiednia rehabilitacja i intensywna terapia, dzięki której dziecko może prawidłowo się rozwijać. Poprzednie badania wykazywały, że ludzkie mleko chroni jelita wcześniaków i wspiera ich rozwój. Dieta wcześniaka składająca się głównie z mleka matki lub dawcy mleka, także wzmacnia układ odpornościowy dziecka. W  badaniu opublikowanym w Journal of Pediatrics, naukowcy szukali sposobów, aby zoptymalizować wzrost tych najmniejszych dzieci, które nie ważą więcej niż 1200 gramów. Właśnie te wcześniaki potrzebują najwięcej dodatkowych kalorii. Ponieważ otrzymują już wystarczające ilości białka, naukowcy szukali sposobu, by pomóc im lepiej się rozwijać przez suplementację tłuszczu. Jednym ze sposobów jest podanie im „tłuszczu mlecznego” pochodzenia ludzkiego, które określa się również jako dodatek do śmietany. Również w tym badaniu, naukowcy porównali wzrost niemowląt, które otrzymywały wyłącznie mleko pochodzenia zwierzęcego oraz niemowlęta, które przyjmowały tłuszcz mleczny również pochodzenia ludzkiego. Okazało się, że dzieci z drugiej grupy miały lepsze wyniki pod kątem wzrostu masy ciała niż dzieci w grupie pierwszej, czyli kontrolnej. - To naturalny, zdrowy i bezpieczny sposób, który pozwoli dziecku lepiej się rozwijać - uważa dr Amy Hair, profesor pediatrii. W Texasie już w 2013 roku, zmieniła się ustawa co do karmienia wcześniaków. Od tej pory, uwzględnione w protokołach zostało, że wcześniaki, które ważą mniej niż 1500 gramów, mogą przyjmować specjalnie przygotowany tłuszcz z mleka pochodzenia ludzkiego. Opracował: Damian Nowaczek źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej

Nadwaga i otyłość zwiększa ryzyko wystąpienia 10 powszechnych nowotworów

Według nowych badań opublikowanych w czasopiśmie „The Lancet”, otyłość lub nadwaga są czynnikami, które mogą prowadzić do wystąpienia jednego z dziesięciu nowotworów. Jak się okazuje, najbardziej zagrożone są kobiety, gdyż najbardziej prawdopodobny jest rak szyjki macicy. Nadwaga i otyłość to globalny problem zdrowotny. W samych Stanach Zjednoczonych, ponad 69% osób dorosłych w wieku 20 lat lub więcej, cierpi na nadwagę lub otyłość. Podobnie jest w Wielkiej Brytanii, gdzie około 62% osób w wieku 16 lat ma ten problem. Powszechnie wiadomo, że nadwaga może zwiększyć potencjalne ryzyko poważnych problemów zdrowotnych, takich jak cukrzyca, choroby serca, nadciśnienie czy udar. Wcześniejsze badania sugerowały również, że nadwaga i otyłość zwiększają ryzyko raka. Teraz, naukowcy pod przewodnictwem dr Krishnana Bharskarana z School of Hygiene & Tropical Medicine w Wielkiej Brytanii, przeprowadzili badania, które oceniają związek między wskaźnikiem masy ciała (BMI) a rakiem. Aby osiągnąć swoje wyniki, zespół ocenił dane z ogólnych zapisków znalezionych w Wielkiej Brytanii w Clinical Practice Research Tatalink (CPRD). W badaniach tych, zidentyfikowano 524 tys. osób w wieku 16 lat. Osoby te nie cierpiały na raka. Naukowcy monitorowali ich stan przez 7 lat i 5 miesięcy. Zespół przeanalizował BMI uczestników i obliczył ryzyko zachorowania na 22 najczęściej występujące nowotwory, które w 90% diagnozowane są u ogólnej społeczności zamiszkałej w Wielkiej Brytanii. Wyniki analiz wykazały, że 166 955 uczestników podczas 7,5 letniej obserwacji było narażonych na 1 z 22 nowotworów. Naukowcy odkryli również, że BMI wpływa na rozwój 17 nowotworów, a wskaźnik masy ciała miał szczególny związek z 10 nowotworami. Naukowcy przedstawili procentowe ryzyko 6 najczęściej występujących nowotworów: Macicy (62% zwiększone ryzyko) Pęcherzyka żółciowego (31% zwiększone ryzyko) Nerki (25% zwiększone ryzyko) Szyjki macicy (10% zwiększone ryzyko) Tarczycy (9% wzrost ryzyka) Leukemia (9% zwiększenie ryzyka). W artykule opublikowanym w piśmie The Lancet dr Peter Campbell stwierdza, że są to „wystarczające dowody”, które mówią, że nadwaga i otyłość są przyczyną raka. Dalsze badania nie są potrzebne do uzasadnień, lepiej skupić się na walce z tym problemem. Opracował: Damian Nowaczek źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej