Osoby, które spożywają większe ilości białka zwierzęcego, są bardziej narażone na wystąpienie objawów cukrzycy typu 2. Badania zostały przeprowadzone przez Harvard School of Public Health w Bostonie a ich wyniki opublikowano w Diabetes Care.
Fakty i mity na temat mięsnej diety
"Wcześniejsze badania wykazały, że wyższe spożycie białka ogółem, zwłaszcza białka zwierzęcego, jest związane z długoterminowym ryzykiem rozwoju cukrzycy- mówi dr Frank Hu z Harvard School of Public Health w Bostonie- dotyczy to głównie mięsa czerwonego i mięsa przetworzonego”. Naukowcy przeanalizowali dane z poprzednich, 12-letnich badań, skupiających się na obywatelach ośmiu krajów europejskich. Zbierały one informacje na temat diet uczestników, ich aktywności fizycznej, BMI, na koniec podsumowując je informacją nt. posiadanej cukrzycy.
Zespół naukowców kierowany przez Monique van Wageningen z University Nielen w Holandii wybrał 11 tysięcy osób, chorujących na cukrzycę typu 2 oraz, dla porównania, 15 tysięcy osób zdrowych. Przeciętny uczestnik badania spożywał 90 g białka/ dzień. Wyższe spożycie protein przekładało się na wzrost BMI oraz poziomu cholesterolu i błonnika. Po wykluczeniu innych czynników ryzyka obliczono, że każde dodatkowe 10g białka zwiększa szansę na rozwinięcie się cukrzycy o 6%. W oparciu o spożywaną ilość protein podzielono badanych na pięć grup. Okazało się, że grupa przyjmująca najwyższą dawkę białka (111g/ dzień) była aż o 17% bardziej narażona na pojawienie się cukrzycy typu 2., niż uczestnicy grupy o spożyciu najniższym (72g/ dzień). Szczególnie narażoną grupą okazały się osoby spożywające największą ilość białka zwierzęcego (78g/ dzień) - ryzyko pojawienia się schorzenia to w ich wypadku aż o 22% większe szanse w porównaniu z osobami sięgającymi po białka zwierzęce najrzadziej (36 g/ dzień). Zależność ta jest najmocniej zauważalna u kobiet otyłych. "Wyższe spożycie białka zwierzęcego często wiąże się z innymi niepożądanymi składnikami odżywczymi, takimi jak tłuszcze nasycone, cholesterol i sód" przypomina dr. Hu.
Jak powinna wyglądać prawidłowa dieta?
"W innych badaniach wykazaliśmy, że spożycie pokarmów bogatych w białka roślinne- orzechów, roślin strączkowych i całych ziaren jest związane z obniżeniem ryzyka cukrzycy" mówi dr. Hu, „dlatego, zastąpienie czerwonego oraz przetworzonego mięsa białkiem z źródeł roślinnych jest istotne przy zapobieganiu cukrzycy." Należy jednak pamiętać, że białko- również zwierzęce- jest bardzo istotnym elementem zrównoważonej diety.
"Proponuję jeść normalne porcje czerwonego mięsa nie więcej niż dwa razy w tygodniu, drób i ryby trzy do czterech razy w tygodniu, i nie przesadzać z odtłuszczonym mlekiem czy jogurtem” radzi Paolo Magni z Institute of Endocrinology at the University of Milan. Zaleca tez ograniczenie sera, konserw mięsnych i wędlin do minimum.
"Należy zwrócić uwagę zarówno na ilość jak i źródło przyjmowanego białka" zaleca dr. Hu „Warto przeprowadzić wywiad rodzinny w celu zastąpienia przynajmniej części czerwonego mięsa orzechami, roślinami strączkowymi i produktami pełnoziarnistymi.”
Monika Klimczak
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej
Obecnie nie ma lekarstwa na chorobę zwyrodnieniową, powodującą ból i obrzęk stawów kolanowych oraz zapalenie kości i stawów kolana. Ale naukowcy twierdzą, że spożywane na co dzień mleko spożywcze ma związek z jej ograniczoną progresją.
Rzeczywiste przyczyny choroby nie są znane. Sugeruje się, że może być ona wynikiem „zdarzeń mechanicznych i molekularnych” w stawie. Leczenie zakłada złagodzenie objawów i poprawę funkcjonowania stawów, które może zakładać fizjoterapię, kontrolę masy ciała i stosowanie leków. Według CDC, w 2005 roku, około 27 milionów dorosłych osób w USA w wieku powyżej 25 lat,miało OA.
Publikujący swoje wyniki w czasopiśmie Arthritis Care & Research, American College of Rheumatology, naukowcy mówią, że kobiety, które regularnie piją mleko bez tłuszczu lub o niskiej jego zawartości, doświadczają opóźnionej progresji choroby zwyrodnieniowej stawu kolanowego (OA), a u tych, które jadły ser, wystąpił wzrost w progresji choroby. Zauważają również, że wyniki ich badań nie odnoszą się do mężczyzn oraz że jogurty nie wpływają na progresję OA.
Szklanka mleka
Naukowcy odkryli, że im więcej kobiety spożywały mleka, tym lepsze było połączenie ich szczeliny stawowej. Autorzy badania mówią, że spożycie mleka odgrywa ważną rolę w zdrowiu kości, ale do tej pory jego rola w rozwoju OA kolana był nieznana.
Łącznie 2148 osób z OA stawu kolanowego- i 3064 kolan- zostało wykorzystanych w ramach Inicjatywy Choroby Zwyrodnieniowej Stawów. Po zebraniu informacji dietetycznych, zmierzono do oceny progresji OA ich wspólną przestrzeń pomiędzy środkową częścią kości udowej i piszczelowej na zdjęciu rentgenowskim kolana.
Pierwsze dowody na powiązanie spożycia mleka ze spowolnieniem progresji OA kolana
Naukowcy odkryli, że gdy u kobiet wzrosło spożycie mleka (od 0 do mniej niż 3, 4-6, 7 i więcej szklanek tygodniowo), szerokość szczeliny przestrzeni zmniejszyła się (odpowiednio o 0,38 mm, 0,29 mm i 0,26 mm).
Choć otyłość jest wymieniana jako czynnik ryzyka dla OA stawu kolanowego, naukowcy twierdzą, że ich wyniki pozostają niezmienne, nawet po skorygowaniu o wskaźnik masy ciała (BMI). Dodatkowo, mówią, że nie stwierdzono związku pomiędzy spożyciem mleka i zmniejszeniem szerokości spoiny tego miejsca w kolanach mężczyzn. Na pytanie, dlaczego ich badania wykazały, że kobiety, które spożywały ser, wykazały zwiększoną progresję OA, dr Lu powiedział Medical News Today, że mogą być winne zawarte w serze nasycone kwasy tłuszczowe. Najnowsze badania wykazały, że zwiększone spożycie nasyconych kwasów tłuszczowych wiąże się ze zwiększoną częstością występowania uszkodzeń szpiku kostnego, które mogą spowodować postęp OA w kolanach.
Ewa Panasiuk
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej
Najnowsze badania opublikowane w czasopiśmie PNAS sugerują, że małżeństwa o niskim poziomie cukru we krwi są bardziej agresywne. Przewodził im Brad Bushman, psycholog w Ohio State University, którego 25-letnia kariera skupia się na analizie różnych aspektów agresji.
Człowiek głodny to człowiek zły
Od najdawniejszych czasów ludowe porzekadła powiązują głód z nieuzasadnioną agresją, podejmowaniem nieprzemyślanych decyzji. Zjawisko te zostało nazwane byciem „hangry” (gra słów: „hungry”- głodny oraz „angry”- zły). Zazwyczaj przed gwałtownym wybuchem chroni nas samokontrola: badania nad agresją wykazują jednak, że jest to ograniczony zasób. Poza częstymi sytuacjami stresowymi, jej poziom zostaje znacząco obniżony przez niedobór energii, powiązany z ograniczeniem kaloryczności posiłków.
Pomiary agresji
Do badania zaproszono 107 par małżeńskich- ich zadaniem było mierzenie poziomu glukozy (cukru we krwi) każdego ranka i wieczora przez 21 dni. Dodatkowo każdy małżonek otrzymał laleczkę voodoo wraz z zestawem 51 szpilek: poproszono, aby uczestnicy co noc „wyładowywali” na niej swoją złość na pantera. Ilość wbitych szpilek zestawiono z wykresem ilustrującym poziom cukru we krwi. Po upływie trzech tygodni, zaproszono pary do laboratorium w celu przeprowadzenia ostatniego testu. Małżonkowie mieli za zadanie konkurować ze sobą w grze komputerowej- zwycięzca zdobywał prawo do zażyczenia sobie głośnego, nieprzyjemnego dźwięku dla przegranego, znajdującego się w drugim pomieszczeniu (w rzeczywistości partner był nieobecny). Mierzono długość i intensywność hałasu, zestawiając go ze średnim poziomem glukozy w organizmie. Uczestnicy z niższym poziomem cukru we krwi byli bardziej agresywni - zarówno w przypadku lalki voodoo jak i przy intensywności hałasu dla partnera.
Wpływ glukozy na zachowania
Wyniki te uzupełniają wcześniejsze badania zespołu: zaobserwowano, że uczestnicy, którzy sięgali po napoje słodzone cukrem zachowywali się mniej agresywnie niż ci, którzy otrzymywali napój zawierający substytut cukru. Inne badanie powiązały cukrzyków z bardziej agresywnymi zachowaniami- dzieje się tak, ponieważ glukoza zwiększa zdolność do samokontroli: ludzie, którzy mają trudności w jej metabolizmie mają problemy z panowaniem nad nerwami. W oddzielnej serii badań, Bushman wykazał, że diabetycy byli mniej skłonni do przebaczania innym. "Te wyniki stanowią pierwszy dowód, że przebaczenie zależy od tego jak skutecznie organizm zużywa glukozę" twierdzi psycholog.
„Dając ludziom większy dostęp do żywności można zmniejszyć agresję w niektórych miejscach publicznych, takich jak więzienia i szpitale psychiatryczne. Co do reszty z nas: Polecam parom omawianie drażliwych kwestii podczas kolacji- radzi Bushman –albo jeszcze lepiej, po kolacji."
Monika Klimczak
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej
Alarmujące dane zebrane w roku 2010 przez amerykańskie Centrum Kontroli Chorób wskazują na nadużywanie prze Amerykanów kuracji antybiotykowych. Blisko 840 recept na każde tysiąc, to recepty wypisywane właśnie na antybiotyki konwencjonalne.
Bardzo często lekarze przepisują pacjentom antybiotyki na infekcje wirusowe. Jednak te leki skuteczne są tylko i wyłącznie przy infekcjach bakteryjnych. Z czasem pacjenci uodparniają się i trudno jest walczyć z innymi infekcjami czy zakażeniami, gdyż antybiotyki zabijają też dobre bakterie w jelitach.
Centrum Kontroli Chorób donosi, że ponad dwa miliony pacjentów rocznie uodparnia się na infekcje poprzez zbędne stosowanie antybiotyków (raport z roku 2013). Zidentyfikowano już dwadzieścia szczepów odpornych na antybiotyki. Pacjent przyjmujący często lub długotrwale antybiotyki paradoksalnie zamiast poprawiać swój stan zdrowia naraża się na wszelkiego rodzaju zakażenia, gdyż jest bardziej podatny na infekcje. Idealna alternatywą dla kuracji antybiotykowych okazuje się być miód. Przekonywała o tym dr Susan Meschwitz podczas Narodowego Spotkania Amerykańskiego Towarzystwa Chemicznego.
Miód bowiem posiada zdolność zwalczania infekcji na różnych poziomach. Używa różnych kombinacji związków, dzięki temu może zabijać wiele szczepów bakterii. Zatrzymuje powstawanie biofilmu, który roznosi bakterie różnych chorób. Miód rozbija proces bakteryjnej komunikacji, uniemożliwiając uwalnianie toksyn, które powodują infekcje.
Dodatkowo miód ma też działanie przeciwwirusowe i przeciwgrzybiczne. Pozwala zwalczać nawet niewykryte infekcje grzybicze. Jest zatem naturalnym antybiotykiem, o wiele wydajniejszym i o wiele tańszym niż inne kuracje.
Naukowcy apelują do lekarzy o zalecanie pacjentom w pierwszej kolejności przyjmowania miodu i przekonywanie o jego wysoko leczniczych właściwościach. Antybiotyki konwencjonalne powinny pozostać użyte w ostateczności.
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej
Bez względu na wiek wszyscy w równym stopniu jesteśmy narażeni na niedobory witaminy D. Dlaczego tak się dzieje?
Podstawowym źródłem witaminy D jest światło słoneczne. Synteza skórna tej witaminy uwarunkowana jest geograficznie (kąt padania słońca). Zarówno powyżej jak i poniżej 33 stopnia szerokości geograficznej, przez większość zimowych miesięcy jest bardzo niska lub nie zachodzi wcale. W Polsce wydajna synteza skórna witaminy D następuje od kwietnia do września w godz. 10-15 przy 15 minutowej ekspozycji przy odsłoniętych przedramionach i częściowo nogach.
Także stosowanie kosmetyków z filtrami (od 30) ogranicza syntezę o ponad 95%.
Z tego powodu podstawową przyczyną występujących niedoborów witaminy D jest niewystarczająca ekspozycja na promieniowanie UV.
Także źródła pokarmowe witaminy D są ograniczone, uzyskanie odpowiedniej witaminy D z żywności jest bardzo trudne lub czasem niemożliwe. Dlatego w przypadku niewystarczającej syntezy skórnej wskazane jest stosowanie suplementacji w celu zaspokojenia zapotrzebowania organizmu na witaminę D.
Preparat Witamina D3 unana na świecie marki Puritan’s Pride to kapsułki ze słoneczną witaminą w największej ilości dostępnej na rynku – 1000 j.m.
DZIAŁANIE:
Preparat uzupełnia dietę w witaminę D3, która;
- wspomaga wchłanianie wapnia
- wpływa na prawidłową budowę kości i zębów
- przyczynia się do prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego
- przyczynia się do utrzymania prawidłowej czynności mięśni.
WSKAZANIA:
Do postępowania dietetycznego u osób:
- w osteoporozie oraz w profilaktyce osteoporozy
- w niedoborach witaminy D w organizmie
- w stanach obniżonej odporności organizmu związanej z niedoborami witaminy D3
SKŁAD:
1 kapsułka zawiera: witaminę D3 – 25 µg (1000 j.m)
SPOSÓB UŻYCIA: należy stosować jedną kapsułkę dziennie.
Czytaj więcej
Wiosna to czas, kiedy pod wpływem budzącej się do życia przyrody wiele osób wprowadza korzystne zmiany w swoim stylu życia. Zwiększamy aktywność fizyczną, bierzemy pod lupę naszą dietę. Mamy ochotę na warzywa, a nie ciężkie i tłuste potrawy. W ten wiosenny trend świetnie wpisuje się również mięso drobiowe. Jest lekkie, smaczne i niskokaloryczne.
Dodatkowo wybierając w sklepie opakowanie ze znakiem QAFP, można mieć pewność, że kupuje się produkt wysokiej jakości.
O walorach warzyw nie trzeba nikogo przekonywać. Ale w dobrej sałatce nie powinno zabraknąć również dodatków. Jednym z najbardziej popularnych jest mięso z kurczaka. Nie bez powodu. Jest łatwe w przygotowaniu i dobrze smakuje z połączeniu z wieloma składnikami – zarówno wytrawnymi, jak i słodkimi.
Kupując składniki, dobrze jest wybierać mięso pakowane próżniowo, najlepiej z certyfikatem QAFP. To znak, że producent spełnia wysokie standardy przy produkcji i dystrybucji. Mięso drobiowe, opatrzone certyfikatem Systemu Gwarantowanej Jakości Żywności (QAFP), jest produktem bezpiecznym i naturalnym. Restrykcyjnie przestrzegane zasady produkcji całkowicie wykluczają dodawanie do pasz antybiotyków, hormonów i stymulatorów wzrostu. W konsekwencji otrzymane wyroby charakteryzują się wysoką jakością, która bezpośrednio przekłada się na walory smakowe przyrządzanych z nich potraw. Dzięki temu mięso drobiowe QAFP może być podstawą wielu lekkich, prostych i szybkich w przygotowaniu dań, które zjesz ze smakiem i bez wyrzutów sumienia.
Już niedługo staniemy przed dylematem ułożenia świątecznego jadłospisu. Czy znowu musimy wstawać od wielkanocnego stołu przejedzeni i ociężali? Wbrew pozorom tutaj również możemy wprowadzić „wiosenną rewolucję”. Z mięsa drobiowego można przygotować różnorodne dania, które pozwolą połączyć elegancki charakter świątecznego śniadania lub obiadu z lekkością i niską zawartością kaloryczną posiłku.
Dlaczego warto wybierać mięso z certyfikatem? Również po to, by wspólnie zadbać o środowisko naturalne, a także o warunki życia zwierząt hodowlanych. Producenci, którzy otrzymali prawo do oznaczania swoich produktów certyfikatem QAFP, przeszli weryfikację również pod kątem warunków, w jakich hodowane i transportowane są zwierzęta. Elementem funkcjonowania systemu są prowadzone w tym zakresie szkolenia dla producentów drobiu. Coraz więcej osób zwraca na to uwagę, a kupując mięso QAFP wspierasz firmy, którzy również uznają to za ważne.
Mięso drobiowe ze znakiem „Sprawdzony Drób” znajdziesz w sieciach handlowych. Jest sprzedawane w sterylnych opakowaniach zamkniętych hermetycznie. Pełną listę producentów, którzy przystąpili do programu, znajdziesz na stronie www.sprawdzonydrob.pl.
***
Zachęcamy do kontaktu z biurem prasowym kampanii, poprzez które można uzyskać więcej informacji na temat systemu QAFP.
Więcej informacji:
//www.sprawdzonydrob.pl/
media@sprawdzonydrob.pl
tel.: 727 543 692
Czytaj więcej
Instytut Żywności i Żywienia (IŻŻ) opracował listę produktów spożywczych i napojów, które powinny być dostępne w sklepikach szkolnych. Eksperci IŻŻ wskazali też cztery grupy produktów, które nie są w takich sklepikach mile widziane.
Lekarze, epidemiolodzy i dietetycy biją na alarm! Polskie dzieci i młodzież źle się odżywiają. Z badań IŻŻ wynika, że w ich diecie powszechnie występują niedobory takich składników odżywczych jak: wapń, witamina D, potas, magnez i foliany (dotyczy to aż 74-98 proc. młodzieży). Lista niedoborowych składników jest niestety znacznie dłuższa. Często w diecie młodzieży brakuje też witamin: E, C, A czy B12, kwasów tłuszczowych omega-3, a także żelaza, cynku i jodu. Powodów do niepokoju jest jednak więcej. Ważnym problemem jest też obecnie nadmierne spożycie przez dzieci i młodzież różnych składników niepożądanych, w tym m.in. cukru, tłuszczu i soli. Ich nadmierna podaż w diecie jest m.in. skutkiem przyzwolenia społecznego na spożywanie tzw. żywności śmieciowej.
W efekcie, na tle wadliwego, nieregularnego i niezbilansowanego żywienia rozwijają się u dzieci i młodzieży różne dolegliwości i choroby, w tym m.in. niedowaga, nadwaga oraz otyłość. Aż 28 proc. chłopców i 22 proc. dziewcząt w ostatnich klasach szkoły podstawowej ma nadmierną masę ciała – wykazało wstępne badanie stanu odżywienia, poziomu aktywności fizycznej i nawyków żywieniowych polskich uczniów zrealizowane w 2013 r. w 16 województwach przez Instytut Żywności i Żywienia we współpracy z warszawską Akademią Wychowania Fizycznego. Dla porównania, z niedowagą boryka się około 9,5 proc. dziewcząt oraz 6 proc. chłopców.
Choć największy udział w kształtowaniu nawyków żywieniowych dzieci mają ich rodzice i dom rodzinny, to jednak trzeba pamiętać, że drugą najważniejszą „instytucją” wpływającą na wiedzę żywieniową i sposób żywienia dzieci jest szkoła. To dlatego w Polsce i wielu innych krajach od lat toczy się burzliwa dyskusja na temat pożądanego asortymentu sklepików szkolnych, automatów z jedzeniem i piciem oraz szkolnych stołówek. IŻŻ bierze w niej aktywny udział.
- Sklepiki szkolne odgrywają ważną rolę w żywieniu dzieci i młodzieży, zwłaszcza obecnie, w obliczu narastania epidemii otyłości. Dlatego działalność sklepików szkolnych powinna być jak najszybciej uporządkowana i uregulowana, tak aby sprzyjały one zdrowiu. Wiele krajów szuka rozwiązań, które zagwarantują, że w sklepikach szkolnych sprzedawane będą tylko te produkty spożywcze, które nie zwiększają ryzyka powstania otyłości i innych przewlekłych chorób niezakaźnych. Również w Polsce konieczne jest rozwiązanie tego problemu, najlepiej poprzez wypracowanie wspólnego stanowiska przedstawicieli nauki, przemysłu i polityki. Jednym z możliwych rozwiązań jest opracowanie listy produktów, które mogą być sprzedawane w sklepikach szkolnych. Wybór tych produktów musi się jednak odbywać w oparciu o jasne kryteria, takie jak: normy żywienia człowieka, oficjalne zalecenia żywieniowe, czy tworzone obecnie przez naukowców systemy profili żywieniowych. Taki model działania został wypracowany m.in. w Danii i Szwecji – mówi prof. dr hab. Mirosław Jarosz, dyrektor IŻŻ.
- Dzieci i młodzież powinni przestrzegać zasad prawidłowego żywienia w domu i w szkole oraz przyjąć je za stały element stylu życia. Oprócz realizowania podstawy programowej, szkoła powinna dostarczać wiedzy o prozdrowotnym żywieniu i zapewnić warunki jej praktycznego zastosowania podczas kilkugodzinnego pobytu ucznia w szkole – dodaje prof. dr hab. Jadwiga Charzewska, kierownik Samodzielnej Pracowni Epidemiologii i Norm Żywienia w IŻŻ.
Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom rodziców, nauczycieli, dyrektorów szkół, a także przedsiębiorców i parlamentarzystów, eksperci IŻŻ opracowali propozycję listy kategorii produktów spożywczych, które powinny być dostępne w sklepikach szkolnych.
Poniższa lista rekomendowanych przez IŻŻ grup produktów została przygotowana w oparciu o aktualny, poparty dowodami naukowymi stan wiedzy na temat zdrowego odżywiania. IŻŻ ma nadzieję, że jej publikacja przyczyni się do podniesienia merytorycznego poziomu debaty na temat sklepików szkolnych, a także toczących się w związku z tym prac parlamentarnych, ale co najważniejsze - do poprawy zdrowia polskiego społeczeństwa, w tym szczególnie zdrowia dzieci.
Grupy produktów spożywczych i napojów zalecane przez IŻŻ do sprzedaży w sklepikach szkolnych:
1. Kanapki - do ich przygotowania zalecane jest użycie:
- pieczywa razowego / pełnoziarnistego: żytniego, pszennego, mieszanego;
- wędlin, np. szynki, polędwice – drobiowe, wołowe, wieprzowe
(kryterium ≤ 10 g tłuszczu/100 g), ryb, jaj, serów;
- wszystkie kanapki powinny zawierać dodatek świeżych warzyw.
2. Mleko, napoje mleczne, jogurty, kefiry, maślanki.
3. Produkty mleczne typu serki i desery mleczne
(kryterium ≤ 13,5 g cukrów/100 g).
4. Zbożowe produkty śniadaniowe oraz inne produkty zbożowe, bez dodatku cukrów oraz o obniżonej lub o niskiej zawartości soli/sodu, w tym:
- płatki śniadaniowe, musli;
- chrupki jedno- i wielozbożowe;
- pieczywo chrupkie, wafle ryżowe, maca.
5. Świeże owoce i warzywa przygotowane do bezpośredniego spożycia.
Zaleca się, aby owoce i warzywa w całości lub pokrojone były podzielone na porcje.
6. Suszone owoce i warzywa, orzechy, nasiona i migdały, bez dodatku cukrów oraz bez dodatku soli i tłuszczu.
7. Soki warzywne, owocowo-warzywne, owocowe.
8. Nektary warzywne, owocowo-warzywne, owocowe.
9. Przeciery oraz musy owocowe, warzywne i owocowo-warzywne z przecierów
i soków, bez dodatku cukrów.
Naturalna woda mineralna, woda źródlana, woda stołowa.
Grupy produktów spożywczych, które zdaniem IŻŻ nie powinny być oferowane w sklepikach szkolnych:
1. Napoje gazowane i niegazowane z dodatkiem cukrów.
2. Napoje energetyzujące i izotoniczne.
3. Słodycze.
4. Słone przekąski: chipsy ziemniaczane, smakowe, snacki, słone paluszki itp.
***
Źródło danych:
Badania, opracowania i publikacje ekspertów Instytutu Żywności i Żywienia
Więcej informacji na temat zasad zdrowego żywienia można znaleźć na stronie internetowej:
www.izz.waw.pl
Więcej informacji na temat żywienia dzieci i młodzieży można znaleźć na stronie internetowej:
www.zachowajrownowage.pl
Kontakt dla mediów:
Wiktor Szczepaniak
Pełnomocnik Dyrektora ds. Komunikacji
Instytut Żywności i Żywienia
ul. Powsińska 61/63
02-903 Warszawa
tel.:(22) 550 96 66
e-mail: wszczepaniak@izz.waw.pl
Czytaj więcej
Nowo odkryte dowody wskazują na dodatkowy czynnik ryzyka dla młodych ludzi spożywających napoje energetyczne. Zespół naukowców reprezentujących 6 amerykańskich uniwersytetów stwierdził, że częstotliwość stosowania napojów energetycznych jest związana ze wzrostem nielegalnego stosowania leków na receptę o właściwościach pobudzających. Ich badania opublikowane zostały w Substance Abuse, oficjalnym czasopiśmie Stowarzyszenia Edukacji i Badań Medycznych (AMERSA) oraz w publikacji z Routledge.
Częstotliwość stosowania leków na receptę jest większa u konsumentów „energetyków”
Studentów i absolwentów uczelni z dużych środkowo-zachodnich uczelni poddano anonimowej, umieszczonej w internecie ankiecie, pytając ich o częstotliwość spożywania napojów energetycznych i stosowania stymulantów (zarówno legalnych, jak i nielegalnych). Korzystając z odpowiedzi uczniów, którzy przyznali się do stosowania zarówno napojów energetycznych, jak również stymulantów dostępnych na receptę, naukowcy odkryli, że szacowane prawdopodobieństwo nielegalnego korzystania z leków bez ważnej recepty wynosił od ok. 0,15 (dla uczniów nie korzystających
z napojów energetycznych w ciągu ostatnich 30 dni) do ponad 0,50 dla tych, którzy zgłosili spożywanie napojów energetycznych każdego dnia w ciągu ostatniego miesiąca. Ponadto wszyscy studenci, korzystający z leków pobudzających z ważną na nie receptą, przyznali się do mieszania napojów energetycznych z używkami na receptę, co nie jest zalecane z powodu zwiększonych skutków ubocznych i związanych z tym niebezpieczeństw.
Składniki napojów energetycznych mogą wpływać na zachowanie
Nastolatki i młodzi dorośli są narażeni na rozwój i problemy, związane z uzależnieniem od używek ze względu na stawiane im wysokie wymagania. Uczucie euforii oraz inne neurologiczne efekty składników napojów energetycznych, takie jak zwiększony poziom dopaminy i serotoniny, są podobne do tych, wywoływanych przez pobudzające leki, dostępne na receptę. Składniki napojów energetycznych, takie jak kofeina, inozytol, tauryna i chlorowodorek johimbiny wpływają także na koncentrację i motywację oraz na to, w jaki sposób myślimy, czujemy i działamy.
Ewa Panasiuk
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej
Komisja Europejska przedstawiła projekt rozporządzenia w sprawie produkcji ekologicznej i znakowania produktów ekologicznych. Projekt skupia się na trzech głównych celach: utrzymaniu zaufania konsumentów, utrzymaniu zaufania producentów i ułatwieniu rolnikom przejścia na produkcję ekologiczną.
Proponowane zmiany dotyczą wzmocnienia i ujednolicenia przepisów, zarówno w Unii Europejskiej, jak i w zakresie produktów importowanych, poprzez wyeliminowanie wielu odstępstw dotyczących produkcji i kontroli. Ponadto, proponuje się wzmocnienie kontroli poprzez oparcie jej na analizie ryzyka. Projekt przewiduje zwiększenie przejrzystości w zakresie opłat, które mogą być pobierane za kontrolę, a także zmiany dotyczące publikowania informacji o podmiotach wraz z informacjami o statusie ich certyfikacji. Zaproponowano także system certyfikacji grupowej dla drobnych producentów rolnych w Unii Europejskiej, który ma na celu ograniczenie kosztów kontroli i certyfikacji oraz powiązanych obciążeń administracyjnych, a także wzmocnienie lokalnych sieci i rynku zbytu.
Projekt rozporządzenia opiera się na wynikach szeroko przeprowadzonych konsultacji społecznych rozpoczętych w 2012 r. i obejmujących serię przesłuchań z udziałem UE i międzynarodowych ekspertów w dziedzinie produkcji ekologicznej. Konsultacje społeczne przeprowadzone w 2013 r. spotkały się z żywym zainteresowaniem ze strony obywateli (45 tys. odpowiedzi, głównie od konsumentów, rzadziej od producentów).
Aby pomóc ekologicznym rolnikom, producentom i detalistom w dostosowaniu się do proponowanych zmian, Komisja Europejska zatwierdziła plan działania na rzecz przyszłości produkcji ekologicznej w Europie. W planie działania przewidziano a) lepsze informowanie rolników na temat rozwoju obszarów wiejskich i inicjatyw zachęcających do rolnictwa ekologicznego opracowywanych w ramach polityki rolnej UE, b) wzmocnienie powiązań między unijną działalnością badawczą i projektami innowacyjnymi oraz produkcją ekologiczną a także c) zachęcenie do wykorzystywania żywności ekologicznej, np. w szkołach.
Centrum Prawa Żywnościowego
Czytaj więcej
Wielu sportowców doświadczyło bólu mięśni po wykonaniu wyczerpujących ćwiczeń fizycznych lub po nowym treningu. Jest to związane z długotrwałym napięciem mięśni i ich zmęczeniem. Powoduje to niewielkie rozdarcia w mięśniach, które tkanki mięśniowe naprawiają same i przez ten proces stają się silniejsze.
Jednakże ból mięśni jest niekomfortowy i stresujący. Nowe badania ujawniły, że nie trzeba przez niego przechodzić za każdym razem – istnieje nowe lekarstwo na ból mięśni.
Badacze odkryli, że arbuz potrafi odnowić zmęczone po ćwiczeniach mięśnie, tym samym redukując ból. Jeśli wypijesz sok z arbuza lub zjesz go przed treningiem, nie poczujesz bólu mięśni po żywiołowych ćwiczeniach lub nowym planie treningowym. W nowych badaniach sportowcom przed treningiem został podany arbuz lub sok wzbogacony arbuzem. Sportowcy potwierdzili, że po skończonych ćwiczeniach czuli mniejszy ból mięśni, jeśli tylko wypili wcześniej ten sok.
L-cytrulina
Ludzie sądzą, że arbuz jest złożony tylko z wody i naturalnego cukru. Jednak arbuz jest jednym z najbardziej odżywczych owoców. Zawiera witaminę A i C, które są bardzo ważne dla organizmu. Arbuz zawiera również L-cytrulinę i aminokwasy. L-cytrulina pomaga mięśniom w szybszym zdobywaniu tlenu, co pozwala im się szybciej regenerować.
Właściwości przeciwutleniające
Uważa się, że arbuz posiada także właściwości przeciwutleniające, które polepszają zdolności sportowe oraz zwiększają poziom protein w mięśniach. Po intensywnym treningu można odczuwać później ból mięśni z powodu rozdarć we włóknach mięśniowych. Oprócz L-cyrtuliny, arbuz ma również właściwości przeciwzapalne, które też niwelują ból mięśni.
Co odkryli sportowcy?
Podczas badań różni sportowcy dostali różne próbki. Niektórym dano naturalnego arbuza, innym sok wzbogacony arbuzem, natomiast pozostali dostali kontrolny napój bez L-cytruliny godzinę przed treningiem. Sportowcy, którzy wypili prawdziwy sok z arbuza i ci, którzy dostali sok wzbogacony o arbuz, stwierdzili mniejszy ból mięśni po 24 godzinach od treningu. Jednak prawdziwy sok z arbuza wydawał się mieć bardziej korzystne skutki i jego właśnie woleli wypić sportowcy.
Korzyści płynące z jedzenia arbuza
Chociaż arbuz zawiera wiele składników odżywczych, takich jak witamina A i C, likopen i beta-karoten, badacze ostrzegali przed codziennym jedzeniem arbuza przez treningiem, ponieważ arbuz zawiera o wiele więcej fruktozy niż wynosi codzienne spożycie.
Wnioski
Kiedy następnym razem zaplanujesz intensywny trening, może pomyśleć o zrobieniu soku z arbuza. Dzięki temu nie trzeba będzie martwić się o ból mięśni następnego dnia, a dodatkowo skorzystasz na składnikach odżywczych. Jeśli nie masz urządzenia do robienia soków z owoców, możesz po prostu zjeść arbuza, a efekt będzie ten sam. Pamiętaj tylko, żeby nie przesadzić – nadmiar fruktozy nie będzie dobry dla organizmu.
Katarzyna Kupczyk
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej
Stewia to ostatnio modne słowo. "Używam tylko stewii, nie słodzę cukrem" stało się równie popularne co "Jestem na diecie wegańskiej" czy "diecie bezglutenowej". Wszyscy masowo rzuciliśmy się do sklepów w poszukiwaniu cudownego słodziku, który podobno bije na głowę wszystkie inne. W szale tym, zapomnieliśmy, że etykieta to etykieta i czytanie jej powinno znaleźć się na pierwszym miejscu w trakcie naszych zakupów. Producenci oszukują także i tutaj, a pieniądze, które zapłacimy za niewielkie opakowanie są wcale niemałe. Naturalne nie znaczy też w 100% bezpieczne. Czy więc aby na pewno mogą jej używać kobiety w ciąży i malutkie dzieci? A co jeśli posadziłabym stewię we własnym ogródku?
Te wszystkie moje wątpliwości rozwiała rozmowa z dr Anną Korus - wykładowcą na Wydziale Technologii Żywności Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. Jeśli więc wciąż zastanawiasz się nad zakupem właściwego produktu - koniecznie przeczytaj.
Czym właściwie jest ta stewia? Wszyscy tak się nią zachwycają, komentują … Jako technolog żywności orientuję się w tym temacie ale moi Czytelnicy nie bardzo. Czy mogłaby Pani nieco nam o niej poopowiadać?
Stewia rebaudiana Bertoni, częściej nazywana po prostu stewią, jest rośliną pochodzącą z Paragwaju, gdzie znana była od ponad 1000 lat jako naturalna substancja słodząca i lecznicza. W Europie usłyszano o niej pod koniec XIX wieku, a dopiero w 1955 r. udało się rozszyfrować jej słodki smak.
Ekstrakt wyizolowany z tej rośliny składa się z glikozydów stewiolowych, które są około 300 razy słodsze od sacharozy. W krajach UE stosowanie glikozydów stewiolowych (E960) zostało dopuszczone do stosowania w 2011 roku (Rozporządzenie Komisji (UE) nr 1131/2011 z dnia 11 listopada 2011 r.).
Skoro to roślina, to czemu słodziki z niej są takie drogie? Chodzi o warunki jej uprawy? A EKO?
Pamiętajmy, że glikozydy stewiolowe są około 300 razy słodsze od sacharozy. Czyli przykładowo opakowanie 25 g takiego słodzika pozwala zastąpić około 7,5 kg cukru, czyli cenowo koszty są zbliżone.
Stewia uprawiana jest jako roślina wieloletnia w obszarach tropikalnych i subtropikalnych Ameryki Północnej i Południowej. Natomiast w zimniejszych regionach stewia może być uprawiana tylko jako roślina jednoroczna w gruncie lub jako roslina wieloletnia zimująca w pomieszczeniu (nie jest zimoodporna). Wymaga słońca i przepuszczalnego podłoża. Nie toleruje suszy. Stewia EKO jest z kolei produktem otrzymywanym metodami rolnictwa ekologicznego z dbałością o wyeliminowanie używania nawozów sztucznych i pestycydów. Niedozwolone jest używanie organizmów modyfikowanych genetycznie (GMO) ani hormonów wzrostu.
Jak powstaje z niej słodzik stosowany w kuchni?
Pozyskiwanie glikozydów stewiolowych jest procesem dwuetapowym. W pierwszym etapie przeprowadza się ekstrakcję wodną liści stewii i wstępne oczyszczenie otrzymanego ekstraktu stosując chromatografię jonowymienną. Kolejny etap polega na rekrystalizacji glikozydów stewiolowych z metanolu lub wodnego roztworu etanolu.
Widziałam stewię w postaci tabletek i płynu. Jakie jeszcze formy tego produktu możemy kupić?
Słodzik stewiolowy dostępny jest w wielu postaciach:
- proszek, tabletki, kryształki, płyn, saszetki (zawierają ekstrakt z liści w postaci glikozydów stewiolowych, są najbardziej słodkie),
- w postaci wysuszonych liści, proszku z liści (tutaj stążenie glikozydów będzie mniejsze)
- w postaci świeżych liści (świeże listki można bezpośrednio wrzucać do herbaty czy kawy).
Liście świeże mają około 10% glikozydów, a czyste ekstrakty do 100%
Dlaczego jest lepszy niż np. ksylitol czy sacharyna powszechnie stosowana przez osoby na diecie oraz diabetyków?
Ponieważ ma zero kalorii w przeciwieństwie przykładowo do często wykorzystywanych zamienników sacharozy: aspartamu (1g = 4 kcal), ksylitolu (1g = 2,4 kcal) i fruktozy (1g = 4 kcal). Zaletą tego słodzika jest również stabilność w szerokim zakresie pH i temperatury. Jest odporny na wysoką temperaturę, jego budowa chemiczna nie zmienia się podczas ogrzewania (do 200 °C) – może być używany do pieczenia i gotowania podczas gdy np. aspartam w wysokich temperaturach ulega rozkładowi i nie powinien być wykorzystywany w produktach ogrzewanych do wyższych temperatur, zwłaszcza w dłuższym czasie. Ponadto, słodzik ten jest stabilny w zakresie pH 3-9 (bardzo kwaśnym do średnio zasadowego - przyp. Autorki)
Słyszałam, że oprócz tej zerowej kaloryczności, stewia przynosi również wiele korzyści zdrowotnych. To prawda?
Tak, m.in. nie powoduje próchnicy zębów i jest bezpieczna dla diabetyków – nie podnosi poziomu glukozy we krwi. W prasie naukowej można także spotkać doniesienia, że stewiozydy wykazują działanie antyoksydacyjne, przeciwbakteryjne, obniżające poziom cholesterolu, działają przeciwzapalnie itp.
Stewia jest bezpieczna? Mogą jej używać na przykład malutkie dzieci w zastępstwie wszechobecnego cukru? A kobiety w ciąży?
Stewia uznana jest za całkowicie naturalny substytut cukru, a glikozydy stewiolowe zostały wpisane przez Amerykański Urząd ds. Żywności i Leków na listę produktów uznanych za bezpieczne. Glikozydy stewiolowe są metabolizowane w dalszych odcinkach przewodu pokarmowego do stewiolu i wydalane z organizmu (z moczem) w postaci glukuronianu stewiolu. Nie stwierdzono ryzyka kumulacji glikozydów stewiolowych w organizmie, a także nie wykazano ich właściwości alergennych.
Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności ocenił bezpieczeństwo glikozydów stewiolowych uzyskiwanych z liści stewii jako substancji słodzącej i wydał opinię w tej sprawie w dniu 10 marca 2010 r. Urząd ustanowił dopuszczalne dzienne spożycie glikozydów stewiolowych, podanych jako ekwiwalent stewiolu, równe 4 mg/kg masy ciała dziennie.
Mimo niewątpliwych korzyści wynikających z wykorzystania stewii w codziennej diecie, jako zamiennika cukru, opinie dotyczące jej bezpieczeństwa są nadal podzielone. Ze względu na brak dokładnych badań naukowych świadczących o braku jakichkolwiek przeciwwskazań w stosowaniu stewii, nie zaleca się jej wykorzystania przez kobiety w ciąży, karmiące oraz dzieci.
A można samemu zasadzić stewię? Jak się do tego zabrać?
Stewię można wyhodować w gruncie (wysiew w połowie maja) lub w domu, w doniczce na parapecie okna (uprawa cały rok). W internecie dostępne są nasiona tej rośliny oraz podane są warunki uprawy.
Czy stewię z własnego ogródka można jakoś przechowywać? Zamrozić, ususzyć? Jeśli tak – to na jak długo?
W warunkach domowych najlepiej uprawiać stewię w doniczce, korzystamy z niej w ciągu całego roku (stewia nie jest mrozoodporna). Liście możemy też utrwalić metodą suszenia lub mrożenia (przechowywanie kilka miesięcy).
Co powinno zwrócić naszą uwagę w przypadku kupowania stewii? Standardowo - etykieta?
Najlepiej kupować czyste glikozydy stewiolowe, bez jakichkolwiek dodatków, które mogą znacząco podnosić kaloryczność takiego słodzika. Należy zwrócić uwagę na skład i kaloryczność, powinna być informacja o kaloryczności np. ,,nie zawiera kalorii”.
Na etykiecie składu słodziku ze stewii znalazłam ostatnio pozycję: „glikozydy stewiolowe”. Czy to właściwa pozycja?
Pozycja właściwa bowiem, tymi składnikami, które odpowiadają za słodki smak stewii są związki nazywane glikozydami. W stewii występują naturalnie takie glikozydy jak stewiozyd i rebaudiozyd.
Znalazłam również „maltodekstrynę”. I coś mi tu już nie pasuje. Maltodekstryna to przecież zupełnie inny surowiec.
Czasem producenci mieszają ten czysty słodzik z wypełniaczem nadającym objętości (np. maltodekstryną). Maltodekstryna podnosi kaloryczność takiego słodzika i ma wysoki indeks glikemiczny (stewii z maltodekstryną nie powinni spożywać diabetycy). Nośnikiem może być erytrytol (naturalna substancja słodząca), który z kolei nie podnosi kaloryczności słodzika, a dodatkowo niweluje gorzkawy posmak pochodzący od stewii (czyli taki rodzaj słodzika mogą wybrać osoby, którym gorzkowy smak nie odpowiada). Dlatego przed zakupem należy zapoznać się ze składem słodzika.
Czy specyficzny smak stewii da się jakoś zmodyfikować? Skutecznie mnie on odrzuca.
W liściach stewii zidentyfikowano kilka glikozydów, z których dwa (stewiozyd i rebaudiozyd A) mają największe znaczenie. Stewiozyd występuje w liściach w największej ilości. Ma jednak bardziej specyficzny, gorzkawy smak niż rebaudiozyd A. Natomiast rebaudiozyd A jest najsłodszym z glikozydów stewiolowych i charakteryzuje się najlepszym smakiem. Jeżeli gorzkawy smak nam nie odpowiada można kupić czysty rebaudiozyd A, który także jest dostępny w handlu lub produkty łączące w sobie glikozydy i erytrytol.
Co poleciłaby Pani zdrowej, nie odchudzającej się osobie bez jakichkolwiek problemów natury fizycznej, psychicznej – cukier czy stewię? A na diecie - na przykład cukrzykowi?
Cukier spożywany w nadmiarze nie służy naszemu zdrowiu. Nadmierne jego spożycie może przyczyniać się głównie do rozwoju próchnicy, otyłości i chorób dietozależnych. Dlatego dieta eliminująca cukier jest podstawą w profilaktyce wielu chorób oraz przyczynia się do poprawy zdrowia. Zatem warto wykorzystywać naturalne zamienniki sacharozy, a szczególnie stewię, także przez osoby nie odchudzające się. Produkty słodzone stewią mogą być spożywane przez osoby na diecie redukującej masę ciała, ale także dbających o utrzymanie optymalnej wagi. Polecana jest także dla diabetyków, bowiem jak zostało już wspomniane, nie zawiera kalorii i nie podnosi poziomu cukru we krwi.
dr hab. inż. Anna Korus - Technolog Żywności z wykształcenia, zwolenniczka zdrowego odżywiania i zdrowego trybu życia. Lubi poszukiwanie nowych smaków w trakcie podróży po świecie oraz prowadzenie własnych eksperymentów kulinarnych.
Źródło:
//mbrzegowy.blogspot.com/
Czytaj więcej
Nowe badania, opublikowane w „New England Journal of Medicine”, twierdzi, że chirurgiczne odchudzanie, w porównaniu do medycznej terapii, jest efektywnym i długotrwałym leczeniem dla cukrzycy typu drugiego u pacjentów z nadwagą.
Badanie pokazało, jak po chirurgicznym odchudzaniu pacjenci nie musieli dostarczać organizmowi insuliny, a część z nich nawet trzy lata po zabiegu nie musiała zawierać leków dla chorujących na cukrzycę.
Dr Sangeeta Kashyap, endokrynolog, mówi: „Widzimy pacjentów, których życie jest zniszczone przez cukrzycę. Po trzech latach te badania pokazują, że chirurgiczne odchudzanie jest bardziej efektywne, jeśli chodzi o trwałość skutków”. Badanie pokazało, że ponad 90% pacjentów, u których przeprowadzono chirurgiczny zabieg odchudzania, straciło 25% wagi swojego ciała oraz byli w stanie kontrolować cukrzycę bez zażywania leków oraz zastrzyków insuliny.
Tylko 5-10 % pacjentów z grupy po trzech latach potrzebowało insuliny, kiedy w grupie porównawczej, w której stosowano terapię lekami, 55% pacjentów w tym czasie potrzebowało insuliny. Badania pokazały również, że pacjenci po operacji doświadczyli poprawy jakości życia i mogli zmniejszyć zażywanie leków na ciśnienie oraz wysoki cholesterol.
Otyłość to główny czynnik dla cukrzycy typu drugiego, który dotyka jednego na trzech Amerykanów, podnosząc sam termin „otyłości” do rangi choroby epidemicznej. Jeśli obecna tendencja się utrzyma, w 2050 roku jeden na trzech Amerykanów będzie miał cukrzycę.
Operacje odchudzające to seria zabiegów, która pozwala na zredukowanie wagi przez zmniejszenie rozmiarów żołądka. Badanie wzięło pod uwagę dwa rodzaje zabiegów: obwodnicę żołądkową i gastrektomię. Obwodnica żołądkowa polega na wycięciu jelita cienkiego i ponownym skierowaniu go do małej torebki żołądka, natomiast gastrektomia polega na usunięciu niewielkiej części żołądka.
Badanie wzięło pod uwagę 150 pacjentów, którzy chorowali na cukrzycę i nie byli pod odpowiednią kontrolą lekarską. Badacze podzielili ich na trzy grupy: pierwsza grupa opierała się tylko na intensywnej terapii medycznej, pacjenci drugiej mieli mieć zabieg obwodnicy żołądkowej, trzecia grupa gastrektomię. Po trzech latach, 37,5% pacjentów po zabiegu obwodnicy żołądka kontrolowało poziom cukru we krwi bez leków – w porównaniu do 5% z grupy polegającej na lekach i 24,5% pacjentów, którzy mieli gastrektomię. Średnia utrata wagi w grupie pierwszej była 5 do 6 razy niższa niż jej utrata w grupach po operacjach.
Z kwestionariuszy, wypełnianych przez pacjentów przed zabiegami oraz leczeniem oraz trzy lata po nich, badacze dowiedzieli się, że pacjenci po operacji zauważyli poprawę jakości życia. Badania pokazały również, że poziom albumin w moczu (miara funkcjonalności nerek) był mniejszy w grupach po operacji. Potrzebne są dalsze badania, by zaproponować operacje odchudzające jako możliwość leczenia cukrzycy u ludzi otyłych.
Katarzyna Kupczyk
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej