Wykazanie różnorodnej ilości aluminium w procesie produkcji pożywienia przez Consumer Wellnes Center Forensic Food Lab, wskazało jak metale np. aluminium obciąża organy.
Procent przyswajanego aluminium jest naturalnie zatrzymywany, gdy pożywienie przechodzi przez całe ciało. Określa to czynnik zatrzymywania metali, pojęcie odkryte w procesie kwasu żołądkowego, wynalezione przez kierownika laboratorium Mike Adams`a. Mimo to, jakiś procent aluminium jest wpuszczony do przewodu pokarmowego. Kiedy ciało przerabia pożywienie, a organy starają się uporządkować składniki pokarmu, metal podąża do nerek. Z czasem, aluminium gromadzi się w organach, jak np. nerki, tworząc zanieczyszczenia prowadzące do chorób organów.
Czym jest aktywna witamina D?
Niektóre przeciwutleniacze,witaminy i minerały są obiektem badań nt ich możliwości pomagania w usuwaniu z organów takich metali jak aluminium.
Badania na Uniwersytecie Medycznym w Ankarze w Turcji, odkryły, że działająca witamina D, pomaga w usuwaniu spętanego w nerkach aluminium, u pacjentów z chroniczną chorobą tego organu.
Aktywna witamina D, jest to postać witaminy D zwanej kalcytriolem, która jest sterydem hormonów pełniących rolę regulującą poziom fosforu i wapnia. Wiele komórek w ciele, ma receptory witaminy D, co wskazuje na celowe połączenie ze światłem słonecznym - naturalną witaminą D dla ludzkiego ciała. Witamina D3 (cholekalcyferol) pochodząca ze światła dziennego jest tworzona na skórze z molekuły 7-Dehydrocholesterolu, kiedy energia światła słonecznego jest wchłaniana. Jeśli osoba ma braki tej witaminy, będzie potrzebować dodatkowej jej ilości z roślin,w których jest witamina D2 (ergosterol). Obecna witamina D musi być poddana procesowi materii i uruchomiona, by mogła działać w ludzkim ciele. Następuję transport białka przez krew, do wątroby, gdzie jest hydroksylowana przez enzym 25 hydroksylazy. Następnie, w drodze do nerek, utworzony 25-hydroksycholekalcyferol ulega kolejnej hydroksylacji, zmieniając się w 1,25-dihydroksycholekalcyferolu, będący aktywną formą witaminy D.
Naturalna witamina D usuwa aluminium z nerek
Jak aktywna witamina D może przywracać poziom fosforu i wapnia, do stanu właściwego u ludzi? Po pierwsze, usuwać może zanieczyszczone zgromadzone aluminium, blokujące potrzebne minerały. Badacze skupili się na rozpatrzeniu wzajemnych relacji, między stężeniem surowicy aluminium, hormonem przytarczycznym, a aktywną witaminą D w chronicznym zaburzeniu nerek.
W badaniu udział wzięło 10 osób z chroniczną chorobą nerek i 20 zdrowych osób. Sprawdzano poziom aluminium we krwi, hormony przytarczyczne, minerały wapnia i fosforu u pacjentów. Ustalono 4 tygodniowe doustne przyjmowanie witaminy D, w obu grupach. Ta witamina, nie wprowadziła zmian w hormonach przytarczycznych, ani też w ciągu tych 4 tygodni, nie zmieniła w znaczący sposób ilość fosforu i wapnia. Zauważano jednak, znaczącą zmianę w poziomie aluminium w nerkach. U zdrowych osób, poziom ten nie obniżył się znacząco. Warto zaznaczyć, że przyjmowanie doustne witaminy D w dwóch poddanych badaniom ekip, zmieniło poziom aluminium drastycznie. W wartości pośredniej, gdzie na początku było 27,2 ng/ml (nanogramów na mililitr) a zakres 11,3-175 ng/ml, po 4 tygodniach otrzymano wynik wartości pośredniej 3,8 ng/ml i zakres 0.64-11.9 ng/ml.
Światło słoneczne jest lekarstwem
Ten dowód pomoże zrozumieć nam, jak pomagać pacjentom z chroniczną chorobą nerek, gdzie główną przyczyną, jest zanieczyszczenie metalami. W tej sprawie, światło słoneczne może być najlepszym lekarstwem, zmuszając nerki i wątrobę do biologicznej aktywności. Wtedy witamina D może przejść do nerek, i usunąć czynnik zanieczyszczający- wspomniany wielokrotnie metal aluminium.
Jarosław Koperski
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej
Spożywanie wysoko przetworzonych węglowodanów może mieć podobny wpływ na skład chemiczny mózgu, co przyjmowanie substancji uzależniających- donosi najnowsza publikacja magazynu Żywienie Kliniczne. Stymulują one obszary mózgu odpowiedzialne za m.in. pragnienie, powodując nadmierne łaknienie i stałe, niezwiązane z zapotrzebowaniem, odczucie głodu.
Otyłość chorobą cywilizacyjną XXI wieku
Jak informuje Centrum Badań nad Żywnością –dwie trzecie dorosłych Amerykanów cierpi na nadwagę lub otyłość. Wskaźniki nadwagi i otyłości są wyższe dla afroamerykańskich i latynoskich kobiet niż u kobiet rasy białej, wyższe dla latynoskich mężczyzn niż białych czy Afroamerykanów, wyższe na południu i środkowym zachodzie i zwiększają się wraz z wiekiem. Badania pokazują również, że najciężsi Amerykanie stali się jeszcze ciężsi w ciągu minionej dekady.
Szacuje się, że liczba otyłych Amerykanów podwoiła się od roku 1970. 31, 8 % dzieci i nastolatków uznaje się za otyłe lub ze znaczną nadwagą. Ten sam problem dotyczy już 30,4 % dzieci w wieku przedszkolnym, pochodzących z ubogich rodzin.
Nowe pomysły
Badaniem wpływu ośrodków przyjemności i nagrody na ilość pochłanianego jedzenia zajął się zespół dr. Davida Ludwiga, dyrektora Fundacji New Balance- Centrum Zapobiegania Otyłości. „Poza wynagrodzeniem i pragnieniem, ta część mózgu jest również związana z nadużywaniem substancji i uzależnieniem, co wiąże się z tezą, że niektóre pokarmy mogą być uzależniające”- zauważa. W trakcie badań naukowcy monitorowali poziom glukozy we krwi oraz głodu pacjenta w trakcie 4-godzinnych przerw między posiłkami. W tym samym czasie monitorowano aktywność mózgu za pomocą rezonansu magnetycznego.
Dwunastu otyłym mężczyznom podawano ten sam posiłek- mleczny koktajl. Dla każdego z nich miał on tą samą ilość kalorii, smak i poziom słodkości. Jedyną różnicę stanowił fakt, że części uczestników podano koktajl wysokoglikemiczny, a części niskoglikemiczny. Produkty o wysokim indeksie glikemincznym bardzo szybko uwalniają glukozę, co wiąże się z chwilowym zaspokojeniem głodu. Jednak uczucie szybko powraca, zachęcając do spożycia większej ilości - co w prostej drodze prowadzi do otyłości. Osoby, które wypiły koktajl wysokoglikemiczny, doznały gwałtownego skoku poziomu cukru we krwi, który niedługo potem bardzo się obniżył, powodując uczucie stałego głodu i aktywowanie się regionu mózgu odpowiedzialnego za uzależnienia.
„Te odkrycia sugerują, że ograniczenie węglowodanów o wysokim indeksie glikemicznym, takich jak te zawarte w białym pieczywie i ziemniakach, może pomóc osobom otyłym zmniejszyć apetyt i kontrolować chęć do przejadania się." Przewiduje dr Ludwig.
Monika Klimczak
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej
Za nową radą WHO (World Health Organization- Światowa Organizacja ds. Zdrowia), zaleca się ludziom obniżyć ilość cukru w ich diecie o połowę. Zalecane spożycie cukru powinno pozostać poniżej 10 % wszystkich kalorii, spożywanych w ciągu dnia. Celem WHO jest obniżenie do 5 % dziennego zapotrzebowania. Sugerowane ograniczenia odwołują się do wszystkich cukrów dodawanych do pożywienia oraz tych naturalnych obecnych w miodzie, syropach, sokach i koncentratach owocowych.
Działacze Zjednoczonego Królestwa Brytanii uważają za „tragiczne” to, że WHO zajęło 10 lat, by zmienić swoją opinię. Rekomendacja, by dzienne spożycie cukru w kaloriach nie powinno być większe niż 10%, zostało uznane w 2002 roku. WHO uznało dawkę około 50 gram dziennie, dla osoby dorosłej z unormowaną wagą. Jednakże spora liczba rzeczoznawców, uważa obecnie, że 10% to za dużo, w czasie kiedy powiększa się liczba ludzi otyłych na całym świecie.
Nowa deklaracja WHO
Ogłaszając nową wstępną wersję miar. WHO powiedziało w swoim oświadczeniu:
„Obecne zalecenia WHO z 2002 roku, zaznaczają, że ilość dziennego spożycia cukru powinna być mniejsza niż 10%. W nowym szkicu również proponuje się, by ta substancja w dziennym spożyciu kalorii była mniejsza niż 10%. Sugeruje się nawet, że obniżenie dziennego spożycia cukru do 5% będzie dodatkowa korzyścią.”
Dyrektor WHO ds. odżywiania, doktor Francesco Branca, powiedział na konferencji prasowej, że cel 10% to „silne zalecenie”, pod czas gdy cel 5% jest „uwarunkowaniem”, opartym na obecnych dowodach. „Naszym celem powinno być 5%, jeśli to możliwe”- dodał.
Plany zostaną poddane publicznej konsultacji, z oczekiwanym tego lata stanowczym zaleceniem. Angielska Służba Zdrowia powiedziała, że ich doradczy komitet naukowy do spraw odżywiania przejrzał dowody nt. cukru w diecie brytyjskiej. Dyrektor Nutrition and Diet , Alison Tedstone wyjawił : "Nasze ankiety przedstawiają, że populacja Zjednoczonego Królestwa powinna zredukować spożycie cukru, jako że średnie spożycie dla osób dorosłych to 11,6%, a dla dzieci 15,2%, co jest powyżej obecnie zalecanej dawki 10%”.
„Im mniej cukru, tym zdrowsze zęby”
Działacze z grupy Action for Sugar, pragną by zalecone stanowczo było 5% . „ To straszne, że WHO zajęło 10, lat by przemyśleć zmianę swojej rekomendacji cukru. To będzie miało olbrzymie konsekwencje na milionach dotkniętych otyłością i cukrzycą typu 2. stopnia na całym świecie” - twierdzi Katherine Jenner, specjalistka odżywiania. Rady WHO oparto na przejrzeniu naukawych dowodów na temat cukru i jego szkodliwości zdrowotnych, włączając to uszkodzenie zębów i otyłość.
Badania otyłości, opublikowane w zeszłym roku przez BMJ (British Medical Journey – Brytyjski Dziennik Medycyny), uznały, że chociaż cukier nie jest głównym powodem otyłości, albowiem ci, którzy spożywają go w nadmiarze, zwłaszcza w napojach słodkich, mają tendencję do nadwagi, ponieważ pochłaniany cukier nie powoduje ich pełnego nasycenia.
Przegląd powiązań między spożyciem cukru a rozkładem zębów, przeprowadzonych przez badaczy brytyjskich, odkrył wyniki, w których rozkład zębów był niższy, kiedy spożycie cukru było niższe od 10% dziennego zapotrzebowania kalorii. Profesor odżywiania i zdrowia jamy ustnej na Uniwersytecie w Necastle, Paula Moynihan powiedziała : Im mniej cukru jesz, tym bardziej obniżasz uszkodzenie zębów”. Inny profesor, ze Szkoły Medycznej z londyńskiego King`s College, prof. Tom Sanders zauważył, że zmniejszenie cukru do 5% „ będzie ciężkim wyzwaniem […], 5% nie zostało przetestowane i spróbowane, z 10% można żyć”.
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej
Jeśli po przestudiowaniu etykiety jakiegoś produktu, momentalnie odkładasz go na półkę stwierdzając, że pełny jest „chemii’’ – uważaj! Nie każde E jest złe! Niektóre nawet, to dobrodziejstwo naszych czasów. Nie wierzysz? Spróbuję Cię do tego przekonać.
Przyznam szczerze, że do napisania tego tekstu zabierałam się dosyć opornie. Wertując dziesiątki publikacji, wszędzie natrafiałam na informacje, które znikąd nie przydawały mi się w praktyce. Chciałam rzetelnej wiedzy i potwierdzonych(również i w środowisku spoza „pieniężnie zainteresowanych”) wyników badań. Ponieważ wciąż było mi mało, a w co drugim źródle natrafiałam na milion sprzeczności, wybrałam się z researchem na swoją uczelnię. Wreszcie – zaczęłam pisać.
Z CZYM TO SIĘ JE – CZYLI NIECO TEORII
Każdy z nas słyszał o konserwantach, zagęszczaczach czy barwnikach. Obcobrzmiące chemiczne nazwy, w większości z nas budzą spore obawy. Dodatkowo, zbombardowani masą z mediów – stajemy się jeszcze bardziej podejrzliwi i ostrożni. Czy to dobrze? Moim zdaniem tak. „Lepiej zapobiegać niż leczyć” jest w tym wypadku jak najbardziej na miejscu.
Substancje dodatkowe to dodatki do żywności, których rodzaj oraz dopuszczalne spożycie są określone w odpowiednich rozporządzeniach i ustawach. W Stanach Zjednoczonych, do użytku dopuszczonych jest ok. 2800 różnych substancji dodatkowych. W Polsce - ok. 400.
Producenci stosują substancje dodatkowe w celu m.in.:
· Przedłużenia trwałości produktów i zapewnienia bezpieczeństwa
· Poprawy cech funkcjonalnych produktów (aby były np. łatwiejsze w użyciu)
· Ułatwienia produkcji
· Uzyskania korzyści zdrowotnych (żywność funkcjonalna i dietetyczna)
W Europie przyjęto trzy- i czterocyfrowy system oznaczeń substancji dodatkowych, m.in.
E100 – E199 to barwniki
E200 – E299 to konserwanty
E300 – E399 to przeciwutleniacze
Umieszczenie na opakowaniu informacji o zastosowaniu konkretnego dodatku w produkcie, jest obowiązkiem wszystkich producentów.
DAWKA. NAJWAŻNIEJSZA JEST DAWKA!
Paracelsus, szwajcarski lekarz i przyrodnik nazywany ojcem medycyny nowożytnej uważał, że dopóki dawka danego związku chemicznego jest właściwie dobrana – do tego momentu nie może nam zaszkodzić. ”Wszystkie substancje to trucizny, nie ma wśród nich żadnej, która nie byłaby trucizną . Tylko dawka odróżnia truciznę od lekarstwa.”
Paracetamol jest znanym środkiem przeciwbólowym. Bezpiecznym o ile – jak wspominał Paracelsus – przyjmowanym zgodnie z zaleceniami. W 1966 roku do szpitala w Edynburgu trafił młody mężczyzna, który – jak twierdził – zażył zbyt dużą dawkę leku (ok. 150 tabletek) i popił ją alkoholem. W ciągu kolejnych dni, pacjent skarżył się na bóle brzucha, mdłości i nienaturalne oddychanie. Pojawiła się żółtaczka, a w 80 godzin od przyjęcia – zmarł w wyniku rozległych uszkodzeń wątroby. Dlaczego o tym piszę? Paracetamol, powszechnie stosuje się u nawet ciężarnych kobiet. Jest na tyle bezpieczny, że podaje się go matkom karmiącym. Bezpieczny – ale we właściwej ilości. Tak jak i wszystko inne. Również i E-dodatki.
NATURALNE BEZPIECZNE?
NIE DO KOŃCA.
W naszym społeczeństwie panuje dosyć wygodna tendencja wybierania produktów z naturalnymi dodatkami jakoby te miałyby być zupełnie nieszkodliwe. Niestety – nie jest to wcale takie oczywiste. Związki chemiczne, które są produkowane w warunkach laboratoryjnych, często mają też swoje odpowiedniki w przyrodzie. Również i te naturalne nadal przecież pozostają niczym innym jak właśnie związkami chemicznymi, których oddziaływanie na ludzki organizm niekoniecznie będzie zawsze pozytywne. Sól, woda, cukier to też związki chemiczne. Jednocześnie bezpieczne, a zarazem szkodliwe. Weźcie też chociażby takiego muchomora sromotnikowego. Choć roślina to i śmiertelna trucizna. Takich przykładów jest mnóstwo. Konkluzja? Sugerowanie się naturalnym bądź sztucznym pochodzeniem dodatku do żywności – nie zawsze sprawdza się w praktyce.
STOPIEŃ RYZYKA
Na to, w jakim stopniu przyswajane są do naszego organizmu związki chemiczne, wpływ ma wiele czynników. Wśród nich czołowe miejsce zajmuje wiek. Nie bez powodu, to właśnie żywienie dzieci obłożone jest największymi restrykcjami. Młody organizm nie metabolizuje wszystkiego tak jak ten, dorosłego człowieka. Obok wieku, równie ważnym czynnikiem jest sposób żywienia i styl życia na co dzień. Jeśli dietę konsumenta cechuje monotonia, brak różnorodności i produkty wysokoprzetworzone – istnieje naprawdę spore ryzyko, że dawka substancji potencjalnie bezpiecznej, zostanie przekroczona, a tym samym zaobserwujemy u siebie skutki uboczne.
Wielu toksykologów kwestionuje stosowanie pewnych dodatków, które ze względu na brak odpowiednich danych dotyczących ich długotrwałego przyjmowania i kumulacji w organizmie, przyniosą więcej szkody niż pożytku. Na jakie E należy więc uważać?
NIE KAŻDE E JEST DO SZCZĘŚCIA POTRZEBNE
Nie ulega wątpliwości, że wiele z E-dodatków używanych jest w celach czysto kosmetycznych. Poprawa barwy utraconej przy procesach przetwórstwa, wzmocnienie aromatu czy zwiększenie ilości danego produktu są zabiegami mającymi wpłynąć na podjęcie decyzji przez konsumenta. Oczywiste staje się więc, że nie każde E jest w tych produktach potrzebne. Estetyka jest niczym w porównaniu ze skutkami ubocznymi, które mogą potem uprzykrzyć życie niejednemu z nas. Jeśli możemy wypić mętny, blady sok jabłkowy świeżo wyciśnięty w domu, to po co klarować i kolorować ten, który znajdziemy w kartonie? Jeśli jogurt truskawkowy ma być naprawdę owocowy, to może lepiej dodać więcej truskawek niż wsadzić barwnik i aromaty?
Istnieją dowody na to, że stan psychiczny naszego społeczeństwa pogorszył się właśnie ze względu na obecność w produktach pewnych substancji dodatkowych. Największa winą obarcza się właśnie barwniki i aromaty (również i te, które wykorzystujemy w warunkach domowych). Wykazano, że dzieci, w których diecie dominują kolorowe słodycze i aromatyczne napoje, są zdecydowanie bardziej nerwowe, nadpobudliwe i cechuje je brak koncentracji. W przypadku dorosłych, obserwuje się znaczny wzrost ilości stanów depresyjnych i nerwic. Czyżby więc za ładny wygląd produktu, przyszło nam płacić własnym samopoczuciem? Całkiem możliwe. Co więcej, prawdopodobnie jest też tak, że konserwanty, których do tej pory najmocniej się obawialiśmy, są niczym w porównaniu z barwnikami i aromatami.
Podobnie sprawa ma się z osławionym już glutaminianem sodu – wzmacniaczem smaku obecnym w ogromnej ilości produktów spożywczych. Choć znajdziemy go i w vegecie, kostkach rosołowych, gotowych zupkach i sosach, warto wiedzieć, że związek ten występuje również naturalnie (parmezan, wodorosty morskie, pomidory, grzyby). Jego nadmierne spożycie wiązane jest z ciągłymi bólami głowy, palpitacjami serca, dużym pragnieniem, a nawet wzdęciami i zaparciami. Choć wyniki większości badań wciąż się wzajemnie wykluczają i na zmianę oskarżają oraz oczyszczają – warto zwrócić uwagę na to, co ląduje w naszej zupie czy mięsie. Zwłaszcza jeśli karmimy tym nasze dzieci.
STOSOWANIE E-DODATKÓW PRZYNOSI KORZYŚCI
W tej całej nagonce skierowanej ku produktom zawierającym sławetne E, zapominamy lub nawet wcale nie zdajemy sobie sprawy z tego, że mogą one przynieść nam ogromne korzyści. Ja, nazywam to „wyborem mniejszego zła’’. Choć dana substancja wykazuje pewną szkodliwość, to w konfrontacji z ewentualnością wystąpienia jakiegoś zatrucia produktem pozbawionym tego E-dodatku, ryzyko to jest niewspółmierne. Tak jest chociażby w przypadku azotanów III - konserwantu dodawanego do kiełbasy czy wędlin, który zapobiega rozwojowi silnie toksycznej bakterii Clostridium botulinum, wywołującej botulizm. Dzięki takim odkryciom, możemy być prawie pewni, że zatrucia, które spotykały naszych dziadków, nie będą dotyczyły nas samych. Lepiej dodać niewielką ilość nawet nie do końca dobrego konserwantu niż skończyć pod ziemią wąchając kwiatki od spodu bo zatruliśmy się naturą. Antybiotyki w ciąży znasz? No właśnie! Choć leki w błogosławionym stanie nie są niczym dobrym, to skutki dla dziecka jakie może przynieść rozwój danej choroby jest wręcz nieporównywalny z ich szkodliwością. Sytuacja analogiczna.
Substancje dodatkowe stanowią również i witaminy oraz sole mineralne ważne dla naszego organizmu jak np. witamina C (kwas askorbinowy, E 300) czy wapń (mleczan wapnia, E 327).
WCIĄŻ BADANE ALE …
Choć obecnie brak wystarczających danych potwierdzających szkodliwość pozostałych substancji dodatkowych, warto wiedzieć, że grupa ta jest najlepiej i najdokładniej przebadaną grupą wśród substancji chemicznych. Co jakiś czas, badania są wznawiane i na tej podstawie, usuwa się konkretne E z listy dopuszczalnych lub ADI (dopuszczalne dzienne spożycie) zostaje obniżone. Ponowna ocena barwników właśnie się rozpoczęła, a jej koniec przewiduje się na 31 grudnia 2015 roku. W przypadku pozostałych substancji, jest to rok 2018. Co to oznacza? Do tego czasu poznamy wyniki najnowszej oceny nad dodatkami, wsparte badaniami epidemiologicznymi. Być może już niedługo okaże się, że konkretny związek wcale nie był taki dobry lub wręcz odwrotnie – taki szkodliwy.
Moja rada? Bądź sceptyczny. Niczego w życiu nie możesz być pewien.
UWAŻAJ NA:
Tartrazynę (E 102)
Żółcień chinolinową (E 104)
Żółcień pomarańczową (E 110)
Azorubinę (E 122)
Czerwień koszenilową (E 124)
Czerwień Allura (E 129)
Glutaminian sodu (E 621)
PRODUKTY W KTÓRYCH NIE WOLNO STOSOWAĆ DODATKÓW:
Mleko
Woda
Cukier
Miód
Owoce warzywa
PRODUKTY PEŁNE BARWNIKÓW:
Słodkie karmelki
Żelki dla dzieci
Owoce kandyzowane
Napoje energetyczne
W PRODUKTACH PRZEZNACZONYCH DLA NIEMOWLĄT I MAŁYCH DZIECI NIE WOLNO STOSOWAĆ SUBSTANCJI BARWIĄCYCH!
Żródło: //mbrzegowy.blogspot.com/2014/03/caa-prawda-o-e-czy-substancje-dodatkowe.html
Czytaj więcej
Ostatnie odkrycia ukazały związek między obniżeniem zdolności poznawczych a otyłością i cukrzycą. Badania przeprowadzone na Wydziale Medycznym w Georgia Regents University wykazały, że regularne ćwiczenia i pozbycie się tkanki tłuszczowej na brzuchu skutkuje poprawą zdolności poznawczych.
Grupa badawcza, na czele z dr Alexis M. Stranahan, opierając się na minionych wynikach badań nad zwierzętami i ludźmi potwierdziła, że otyłość i cukrzyca mogą trzykrotnie zwiększyć ryzyko łagodnego upośledzenia zdolności poznawczych i choroby Alzheimera. Dalsze analizy tego zjawiska na myszach pozwoliły ustalić, że tłuszcz i zapalenie hipokampu w mózgu wywołane cukrzycą, są przyczyną zaburzenia zdolności poznawczych. Hipokamp jest częścią mózgu bezpośrednio odpowiedzialną za pamięć i umiejętność uczenia się.
Otyłość zwiększa poziom cytokin prozapalnych.
Cytokiny to białka, glikoproteiny, uwalniane przez aktywowane komórki różnych tkanek, biorące udział w procesach zapalnych i kontrolujące wszystkie fazy odpowiedzi immunologicznych w organizmie.
Przeprowadzono eksperyment na myszach obciążonych mutacją jednogenową, będącą przyczyną otyłości i cukrzycy. Okazało się, że myszy te mają zwiększony poziom cytokin prozapalnych, czyli takich, które wywołują ogólnoustrojową reakcję zapalną w wyniku obecności patogenu. Naukowcy wysunęli hipotezę, że cytokiny traktują tłuszcz w tkankach jako patogen i inicjują proces zwalczenia intruza. Dr Stranahan tłumaczy to tym, że organizm otyłych myszy zwiększa poziom cytokin prozapalnych, gdyż reaguje na obecność tłuszczu w tkankach, w których ten tłuszcz nie powinien występować.
Poziom cytokin powinien naturalnie opaść po wyeliminowaniu wszystkich patogenów, okazuje się jednak, że organizm otyłych osobników traktuje tłuszcz jako permanentnego intruza i utrzymuje wysoki poziom cytokin, a dokładnie interleukin-1 β. Naukowcy wyjaśniają, że interleukiny-1 β powodują aktywację mikrogleju w mózgu, a następnie mikrofagów, które indukują procesy naprawcze w obrębie uszkodzonych tkanek, jednak jednocześnie doprowadzają do uszkodzenia synaps komórek nerwowych, które są niezbędne do przenoszenia impulsów w mózgu.
Ćwiczenia i operacje przywracają sprawność synaps
Zaobserwowano, że u myszy, które przebiegły 5-10 kilometrów tygodniowo w ciągu 3 miesięcy albo u tych, którym usunięto chirurgicznie 15-20% masy ciała, obniżył się poziom interleukiny-1β i tym samym funkcje komórek nerwowych w obrębie hipokampu wróciły do normy.
Dr Stranahan uważa, że ćwiczenia to najlepsze wyjście dla pacjentów z nadwagą i otyłością, jednak dla osób które nie mogą wykonywać ćwiczeń fizycznych, osoby starsze i niepełnosprawne, pozostają metody farmakologiczne.
Liposukcja nie jest zalecana, gdyż nigdy nie będzie tak efektywna jak u myszy. Istnieją znaczne ograniczenia co do ilości tłuszczu, którą można usuną podczas zabiegu na ludziach.
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej
Naukowcy z Wielkiej Brytanii odkryli, że niedobór żelaza w organizmie powoduje zwiększenie lepkości krwi i tym samym może prowadzić do udaru. Badania przeprowadzone przez pracowników Imperial College London potwierdziły, że udary niedokrwienne, u dorosłych i u dzieci, mogą być wynikiem niskiego poziomu żelaza we krwi - w zagęszczonej krwi powstają skrzepy, które czopują światło naczynia krwionośnego i blokują przepływ krwi do mózgu.
Grupa naukowców podjęła się dokładniejszej analizy problemu, poddając badaniu 497 pacjentów cierpiących na wrodzoną naczyniakowatość krwotoczną (Choroba Rendu-Oslera-Webera) - jest to bardzo rzadka choroba genetyczna, objawiająca się występowaniem naczyniaków na skórze i błonach śluzowych oraz płucach, wątrobie i mózgu. Zdrowe naczynia krwionośne zazwyczaj filtrują drobne skrzepliny krwi, zanim dostaną się one do tętnic, jednak w sytuacji, gdy naczynia krwionośne są upośledzone, skrzepliny nie są filtrowane i mogą zablokować arterie w mózgu.
W toku dalszych badań wykryto, że braki w żelazie zwiększają lepkość płytek krwi, które są odpowiedzialne za krzepnięcie krwi, zatem mogą one łatwiej łączyć się ze sobą tworząc wspomniane już skrzepliny. Jednak, dr Claire Shovlin z National Heart and Lung Institute na Imperial College London, wstrzymuje się od ostatecznych wniosków i stwierdza, że dopiero dalsze badania potwierdzą czy faktycznie to zjawisko jest przyczyną udarów. Jej grupa badawcza będzie sprawdzać, czy leczenie niedoboru żelaza u pacjentów ze zwiększonym ryzykiem udaru, zmniejszy u nich ilość udarów oraz czy podniesienie poziomu żelaza we krwi faktycznie zapobiega tworzeniu się skrzeplin. Okazuje się, że proces prowadzący do udaru nie jest taki prosty i droga od zablokowania naczynia krwionośnego przez skrzeplinę do wystąpienia udaru przechodzi przez wiele dodatkowych etapów, więc nie można być pewnym jak istotną rolę w tym procesie odgrywa formowanie się skrzeplin z płytek krwi.
Co roku miliony ludzi umierają z powodu udaru
Okazuje się, że u pacjentów nawet z umiarkowanym niedoborem żelaza, ryzyko wystąpienia udaru jest dwukrotnie większe niż u pacjentów z żelazem w tak zwanej normie, od 7 do 27 mikromoli na litr. Każdego roku ponad 15 milionów osób doświadcza udaru, a 6 milionów spośród nich umiera. Światowa Organizacja Zdrowia donosi że 30% światowej populacji cierpi na anemię, która jest skutkiem niedoboru żelaza w organizmie.
Mięso i warzywa wypełniają nasze dzienne zapotrzebowanie na żelazo
Niski poziom żelaza we krwi może być spowodowany utratą znacznej ilości krwi, złą dietą lub upośledzeniem zdolności do absorbowania wystarczającej ilości żelaza z pożywienia. Ostatni przyczyna jest częstym objawem choroby Leśniowskiego-Crohna lub występowania celiakii.
National Heart, Lung and Blood Institute w Waszyngtonie podaje, że najlepszym źródłem żelaza jest mięso, drób i ryby oraz produkty o zwiększonej ilości żelaza. Suplementy diety nie są tak efektywne jak dieta bogata w żelazo, która utrzymuje właściwy poziom tego pierwiastka we krwi i zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia udaru mózgu. Wegetarianie również mogą w naturalny sposób uzupełnić dietę w żelazo. Dużą jego ilość znajdą w liściastych, zielonych warzywach, takich jak szpinak i botwina oraz we wszystkich świeżych ziołach i przyprawach.
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej
Czekolada często skreślana z listy zdrowej żywności może mieć działanie zdrowotne- o tym przekonują najnowsze badania opublikowane przez Natural News. Spożywanie czekolady w rozsądnych ilościach zmniejsza stres i zapobiega wielu chorobom, dzięki swojej zawartości.
Ciemna czekolada
Ważne jest, by spożywać czekoladę o wysokiej zawartości kakao. Ciemna czekolada zawiera mniej cukru. Jeżeli ktoś nie wyobraża sobie spożywania gorzkiej czekolady, może stopniowo spożywać czekoladę coraz wyższą zawartością kakao.
Działanie antystresowe
Przeprowadzono eksperyment, w którym grupa badanych spożywała ok. 40 g ciemnej czekolady przez 2 tygodnie, każdego dnia. Po upływie tego czasu odnotowano wśród badanych znacznie obniżony poziom hormonów stresu w stosunku do poziomu przed badaniem.
Choroby sercowe
W kolejnym badaniu udział wzięło 470 starszych mężczyzn, u których porównano spożycie czekolady przez 15 lat. Ci, którzy jedli jej najmniej byli narażeni na zawał aż o 50%. W podobnym badaniu 5000 ochotników (i kobiet, i mężczyzn) jedzących czekoladę, co najmniej 5 razy w tygodniu zapadali na choroby serca o blisko 60 % rzadziej.
Inne badanie przeprowadzone na 30 000 kobiet w wieku 48 i 83 lat potwierdziło, że kobiety jedzące ciemną czekoladę są mniej narażone na udary.
Przeciwutleniacze
Są zabezpieczeniem przed chorobami. Substancje te odpowiadają za energię, ostrość i pozytywna energia. Zmniejszają uszkodzenia komórek, przez co mogą chronić przed szeregiem chorób jak rak czy cukrzyca. Według badań czekolada ma najwyższą zawartość przeciwutleniaczy.
Minerały
Średnio 100 g ciemnej czekolady zawiera m.in. 98 % manganu, 67 % żelaza, 58 % magnezu, 31 % fosforu i 21 % potasu. Czekolada jest więc pełna najpotrzebniejszych dla ludzkiego organizmu minerałów.
Sylwia Berdzik
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej
Najnowsze badania naukowców koordynowane przez Norweski Uniwersytet Przyrodniczy wskazują na możliwy związek spożywania czerwonego mięsa i jego przetworów i wystąpienia chorób a nawet raka jelita.
Omówiono badania z ostatnich lat. Porównano eksperymenty dokonywane na zwierzętach i ludziach. U zwierząt spożywających czerwone mięso występuje duży odsetek zachorowań na raka. Jednak wnikliwe analizy sugerują, że fakt ten może być spowodowany rodzajem diety zwierząt: jest to albo dieta „chemiczna” pełna różnych przetworów mięsnych, substancji konserwujących. Albo pełna czerwonego mięsa, pozbawiona jednak warzyw czy mleka. Brak w niej również błonnika i innych składników chroniących jelita. Wyjaśnia to, tak wysoki wskaźnik zgonów powodowanych rakiem jelita u zwierząt.
Różnice w diecie ludzi: obecność składników bogatych w wapń i minerałów chroniących jelita i współpraca z bakteriami obniżają ryzyko zachorowania. Jednak nie eliminują go zupełnie. Naukowcy zwracają uwagę na istotną kwestię świadomości konsumentów. Ważne jest skąd pochodzi mięso i w jaki sposób jest ono przetwarzane. Oczywiste jest, że każde jedzenie, które spożywamy ma wpływ na nasze zdrowie.
Jednak w celu potwierdzenia w zupełności hipotezy, że to spożycie czerwonego mięsa i przetworów mięsnych powodują raka jelita, potrzeba jeszcze przeprowadzenia dodatkowych badań, które będą też podstawą do przyszłych zaleceń w sprawie dopuszczania mięsa i sposobów jego przetwarzania.
Sylwia Berdzik
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej
The Food and Drug Administration po raz pierwszy od dwóch dekad zaproponuje większe zmiany w etykietach żywieniowych na opakowaniach produktów, umieszczając liczbę kalorii większą czcionką oraz dostosuje wielkość porcji do aktualnych rozmiarów jedzenia aktualnie spożywanego przez Amerykanów.
To będzie pierwsza znacząca zmiana odżywczych informacji na etykietach spożywczych od lat. Agencja zaproponowała zmiany serwowanego rozmiaru w 17% ze 150 kategorii opakowań jedzenia. Ostatnie etykiety z 1990 roku bazowały na zwyczajach żywieniowych i odżywczych danych z lat 80., jeszcze przed rozmiarami porcji i argumentami federalnych urzędów zdrowia, że zmiany były potrzebne to wprowadzenia etykiet do nowoczesnego życia w diecie Amerykanów.
Według dr Margaret A. Hamburg to niesamowita transformacja, rzeczy takie jak rozmiar muffina zmieniły się dramatycznie, a to jest ważne że informacja odżywcza na etykiecie odzwierciedla rzeczywistość w dzisiejszym świecie.
Miliony Amerykanów zwraca uwagę na etykiety żywnościowe, więc te zmiany są potrzebne do zrozumienia i pokazania, że to jeden krok by zobaczyć że dzisiejsza eta to więcej niż jedna trzecia dorosłych którzy są otyli, komentuje jeden z ekspertów zdrowia publicznego.
W zeszły czwartek, Administracja rządu Obamy proponowała zmianę oznakowania etykiet na spotkaniu w Białym Domu. Na uroczystości „Let’s Move”, kampanii zorganizowanej przeciwko otyłości, Michelle Obama mówiła o tym, że trudno zrozumieć co jest w zawartości opakowania i jak zmienił się sposób wyjaśniania tego.
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej
Orzechy są powszechnie uważane za źródło zbędnych kalorii, które przyczyniają się do przybrania na wadze. Z tego też powodu duża liczba ludzi unika ich spożywania, gdyż zwyczajnie boją się zyskania kolejnych kilogramów.
Ponadto orzechy posiadają wyższy odsetek kalorii tłuszczowych niż inne przetworzone, odżywczo ubogie pokarmy i stąd określane są jako niezdrowe. Jednakże nic bardziej mylnego. Zostało udowodnione, iż jedzenie różnorodnych orzechów ma nie tylko pozytywny wpływ na nasze zdrowie, ale także pomaga obniżyć występowanie otyłości u dorosłych. Dodatkowo wspomaga utrzymanie wagi jako składnik naturalnej diety.
Wpływ dziennej dawki orzechów na naszą wagę
Badacze z Loma Linda University w Kalifornii poddali obserwacjom 803 osoby dorosłe z Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, aby odnaleźć powiązanie pomiędzy orzechami z drzew orzechowych*, zespołem metabolicznym a otyłością u ludzi z różnorodną częstotliwością spożywania orzechów. Swoje wyniki opublikowali w magazynie „PLOS ONE”, gdzie stwierdzili, że ilość jedzonych dziennie orzechów ma bezpośredni wpływ na częstotliwość występowania otyłości.
Cenne zdrowotne właściwości orzechów
Naukowcy zastosowali żywieniowy kwestionariusz, aby ustalić dzienne spożycie orzechów i orzechów ziemnych (zarówno razem jak i osobno). Konsumpcja uczestników badania została określona później jako wysoka (16g dziennie) lub niska (5g na dzień). Dr. Karen Jaceldo-Siegl, który był głównym autorem badań, zauważa, że spożywanie większej ilości orzechów (ok. 60g na tydzień) może obniżyć ryzyko zespołu metabolicznego o 14%. Spowodowane jest to zawartością jednonienasyconego tłuszczu i bogactwem składników mineralnych w orzechach, co pomaga utrzymać w równowadze współczynnik utlenionego cholesterolu i poprawia funkcje naczyniowe.
Katarzyna Szuba
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej
Zgodne z najnowszymi badaniami Norweskiego Instytutu Zdrowia Publicznego, wyższe spożycie magnezu może zmniejszyć ryzyko złamań kości biodrowych. Badania, finansowane przez Norweską Radę ds. Badań Naukowych, miały na celu obniżenie ilości tego typu zdarzeń, które są istotnym problemem norweskiej służby zdrowia (9000 przypadków rocznie) i pochłaniają ogromne kwoty z budżetu państwa.
Do najpopularniejszych czynników, mogących się przyczynić do urazu kości biodrowych naukowcy zaliczają: tytoń, niewłaściwą masę ciała, poziom witaminy D, dietę i ćwiczenia. Dla wytrzymałości kości kluczowa jest również zawartość wapnia i magnezu w organizmie.
Wapń czy magnez?
Naukowcy zestawili dane z Krajowego Rejestru Ludności z rejestrem złamań kości i danymi projektu Trace Metals, badającym spożycie wody w Norwegii. Wzięto pod uwagę 700.000 przypadków z przeciągu ostatnich 7 lat. Następnie nałożono mapę złamań na mapę spółek wodnych. Okazało się, że regiony produkujące wodę o większej zawartości magnezu, pokrywały się z regionami z najmniejszą liczbą złamań kości biodrowych. Dla wapnia nie odnotowano żadnych wniosków. Badacz Cecile Dahl podkreśla, że efekt ochronny magnezu zaskoczył nas wszystkich. Zależność między wodą pitną, jej zawartością magnezu i wapnia a złamaniami biodra w danym regionie jest na tyle niejasna, że wymaga przeprowadzenia dokładniejszych analiz. W trakcie badań dostrzeżono trzeci czynnik, który, w połączeniu z odpowiednią ilością magnezu, może być odpowiedzialny właśnie za ochronę kości.
Woda do poprawy
Jeżeli badania wykażą silną zależność między magnezem a podatnością na złamania kości, problem będzie mógł zostać rozwiązany uzupełnieniem wody o ten pierwiastek. Dostrzeżono również, że obecnie dystrybuowana woda pitna zawiera wapń - właściwie węglan wapnia - dodawany jest on w celu zmiany smaku wody oraz przedłużenia trwałości rur. „Być może przedsiębiorstwa powinny zacząć dodawać dolomit” zauważa Dahl. Przewaga dolomitu nad węglanem wapnia to przede wszystkim korzystniejszy skład: dolomit zawiera zarówno cząsteczki wapnia, jak i magnezu.
Zamiast polegać na spółkach, możemy poprawić stan swoich kości już teraz, uzupełniając codzienną dietę o magnez. Wystarczy sięgać regularnie po zielone warzywa liściaste, produkty pełnoziarniste, rośliny strączkowe, orzechy czy nasiona.
Odpowiedni poziom magnezu ochroni nas również przed rakiem jelita grubego (badania European Journal of Clinical Nutrition), obniży ryzyko wystąpienia udaru mózgu (American Journal of Clinical Nutrition) oraz zmniejszy szansę pojawienia się cukrzycy (journal Diabetes Care).
Monika Klimczak
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej
Najnowsze badania z Uniwersytetu Uppsala potwierdziły, że zdrowiej jest spożywać wielonienasycone tłuszcze pochodzące z oleju roślinnego oraz ryb niż przyjmować tłuszcze wielonasycone pochodzące z mięsa, masła i oleju palmowego. Te dwa rodzaje tłuszczów odkładane są w odmienny sposób w tkance tłuszczowej. Ma to związek z otyłością, która może z kolei wpływać na rozwój chorób serca i jest ściśle związana z rozwojem cukrzycy typu drugiego.
Są to pierwsze badania przeprowadzone na taką skalę. Trzydziestu dziewięciu ochotników zostało losowo przydzielonych do dwóch oddzielnych grup. Obydwie grupy przez siedem tygodni spożywały ciastka muffinki o wartości 750 kalorii dziennie. Ciastka należące do grupy pierwszej zawierały tłuszcze nasycone (olej palmowy), a pozostałe ciastka tłuszcze wielonienasycone (olej słonecznikowy). Pozostałe parametry jak ilość cukru, węglowodanów oraz protein były w obydwu grupach muffinek identyczne.
Podczas siedmiu tygodni diety ochotnicy byli badani pod kątem przybierania i rozmieszczenia tłuszczu w tkance tłuszczowej oraz w tkance mięśniowej przy użyciu rezonansu magnetycznego (MRI), a specjalny układ scalony mierzył aktywność tysięcy genów zawartych w tłuszczu brzusznym i wątrobowym.
Pomimo porównywalnego wzrostu na wadze (około trzech procent pierwotnej masy) u członków obu badanych grup, nadmiarowe spożycie tłuszczów nasyconych spowodowało znaczny wzrost tłuszczu zawartego w wątrobie i żołądku w porównaniu z wynikami grupy konsumującej tłuszcze nienasycone. Ponadto przybór masy mięśniowej był trzykrotnie wyższy w grupie spożywającej produkty o wyższej zawartości wielonienasyconych tłuszczów.
Wielonienasycone kwasy tłuszczowe występują w tłuszczach pochodzenia zarówno roślinnego, jak i zwierzęcego. Ich funkcja w organizmie polega na obniżaniu tzw. „złego cholesterolu” (LDL) i podnoszeniu tego „dobrego” cholesterolu (HDL). O ochronnym działaniu tych tłuszczów świadczy fakt, że Eskimosi, którzy jedzą dużo ryb morskich zawierających te tłuszcze zwykle o wiele rzadziej zapadają na choroby serca w porównaniu z mieszkańcami innych części świata nie praktykującymi takiej diety.
Do tej grupy związków należą też niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT), zwane witaminą F. Te wielonienasycone kwasy tłuszczowe nie mogą być produkowanew organizmie człowieka - muszą być dostarczone z pokarmem. Zaliczamy do nich m.in. takie kwasy tłuszczowe jak: linolowy (omega 6) i alfa – linolenowy (omega 3). Są niezbędne do prawidłowego rozwoju młodych organizmów i zachowania zdrowia u osób dorosłych. Poza funkcją budulcową wykorzystywane są do tworzenia prostaglandyn (hormonów tkankowych), wpływających na czynności układu krążenia, na trawienie i wiele innych procesów. Powodują obniżenie stężenia cholesterolu, wpływają również na zmniejszenie agregacji płytek krwi, przez co zapobiegają powstawaniu zakrzepów i miażdżycy.
Katarzyna Wijata
źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej