Dołącz do czytelników
Brak wyników

Edukacja żywieniowa

16 grudnia 2014

Śmieciowe jedzenie już nie w szkole. Za to obok!

127

Uchwalona niedawno nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia ma zmniejszyć dostęp dzieci w szkołach do tzw. śmieciowego jedzenia. Czy prawo rozwiąże problem otyłości? Już teraz wiemy, że niekoniecznie.

Zmiany w produktach sprzedawanych w szkołach mają wejść w życie we wrześniu 2015.  W niektórych placówkach ajenci sklepików już teraz zrezygnowali ze śmieciowego jedzenia, w zamian oferują zdrowe i naturalne produkty. – W obsługiwanych przez nas punktach sprzedajemy sałatki owocowe, kanapki z ciemnego pieczywa, z wędliną i warzywami czy samodzielnie wypiekane ciasta – mówi Krzysztof Wojdat, dietetyk, założyciel cateringu dla szkół DietBoxKids.

Reakcja dzieci na wprowadzane dietetyczne zmiany pokazuje jednak, że problemu śmieciowego jedzenia nie da się tak łatwo rozwiązać. W tych sklepikach, które wykluczyły ze sprzedaży kaloryczne i sztuczne produkty, dzieci przestały kupować. Kolejki ze sklepiku przeniosły się do automatu, w którym ciągle dostępne są łakocie. Jeśli w szkole nie ma automatu, to też żadna przeszkoda – dzieci wychodzą na przerwie po batony, chipsy, słodkie napoje do najbliższego sklepu, którego zakazy sprzedaży nie obowiązują.

- Od momentu wykluczenia ze sprzedaży batoników i czekolad, czyli od września, przychód prowadzonego przez nas sklepiku spadł dramatycznie – wyznaje Krzysztof Wojdat. – Jest to spadek o 50 proc., w niektóre dni, nawet 70 proc. Zapewne w sklepikach, które sprzedawały chipsy i gazowane napoje, których nie było na naszych pólkach, spadek będzie jeszcze większy – mówi dietetyk z DietBoxKids.

Ta obserwacja pokazuje, że odpowiedzialności za złe nawyki dzieci nie można zwalać na szkołę. – To zadanie przede wszystkim rodziców, szkoła może ich tylko wspierać. Nawyki żywieniowe kształtują się w środowisku domowym od samych narodzin dziecka, a proces kształtowania trwa przez kilka lat. Po tym czasie, dziecko przyzwyczajone do słodyczy czy gazowanych napojów, będzie chciało je jeść, a jeśli nie znajdzie ich pod ręką - pójdzie po nie 300 metrów dalej – komentuje dietetyk Krzysztof Wojdat.

Przypisy