Karmienie piersią a otyłość u dziecka

Przeprowadzono już mnóstwo badań, które potwierdzają wpływ karmienia piersią na rozwój odporności u dziecka i zmniejszanie ryzyka zachorowania na wiele chorób w przyszłości. Szpital Dziecięcy Cincinnati postanowił sprawdzić, czy istnieje związek między karmieniem mlekiem matki i częstotliwością występowania otyłości u najmłodszych. Doktor Jessica Woo, współautorka badań, twierdzi, że niemowlę, które przez dłuższy czas karmione jest tylko lub w przeważającej części mlekiem matki, ma od 10 do 20 procent mniejsze szanse na bycie otyłym w dzieciństwie. Aby wysunąć te wnioski, naukowcy przeanalizowali ponad 80 badań nad naturalnym karmieniem, prowadzonych na przestrzeni 20 lat i opublikowanych w Current Obesity Report. Aby móc głębiej zrozumieć w jaki sposób mleko matki wpływa na zachowanie odpowiedniej wagi u dziecka, konieczne jest jednak głębsze zbadanie wpływu takiej diety na rozwój noworodka. Doktor Lisa Martin dodaje, że współcześnie literatura medyczna nie promuje karmienia piersią jako metody walki z otyłością, ponieważ nie pozwala na to złożony charakter tego procesu, o którym wciąż wiemy za mało. Naukowcy ze Szpitala Dziecięcego Cincinnati wskazują jednak na kilka podstawowych czynników biologicznych, które poprzez naturalne karmienie mogą wywierać wpływ na masę ciała dziecka. Są nimi: wprowadzanie zmian w preferencjach smakowych i diecie, praca układu trawiennego przy przetwarzaniu pokarmu oraz skłonność do otyłości u matki. Wyniki badań są obiecujące, jednak chociaż obserwacje dowodzą skuteczności prowadzenia takiej diety u niemowląt, to wciąż brakuje wielu ważnych informacji, które pozwoliłyby na szczegółową, medyczną charakterystykę tego procesu. Natalia Kocoń źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Witamina D lekiem na depresję u puszystych kobiet z PCOS?

Naukowcy odkryli nieznany wcześniej związek między witaminą D i depresją u kobiet z zespołem policystycznych jajników (PCOS) mających nadwagę. Wyniki tych badań zostały opublikowane w czasopiśmie Gynecological Endocrinolog W badaniu prowadzonym przez dr Lisę Moran z University of Adelaide Research naukowcy przyjrzeli się relacji między witaminą D i PCOS. Odkryli, że PCOS sam w sobie nie jest związany z niedoborem witaminy D, ale że niedobór witaminy D jest powszechnie spotykany u kobiet z nadwagą. Dr Moran mówi, że po raz pierwszy naukowcy przyjrzeli się interakcji pomiędzy witaminą D, chorobami zapalnymi i nastrojem u kobiet z PCOS. Na zespół policytycznych jajników cierpi około 21% kobiet w wieku reprodukcyjnym. - Depresja, lęk, choroby zapalne są częstymi skutkami u kobiet z tym schorzeniem, natomiast niedobór witaminy D jest związany z zaburzeniami nastroju i stanami zapalnymi w populacji ogólnej. Chcieliśmy więc zbadać zależność między brakiem witaminy D a PCOS – powiedziała dr Morgan. Autorka badania stwierdziła, że zespół policystycznych jajników nie jest związany z niedoborem witaminy D. - Okazało się, że istnieje związek między poziomem witaminy D a depresją i stanami zapalnymi u kobiet z nadwagą, niezależnie czy mają PSOC czy nie – precyzuje dr Morgan. Dr Moran powiedziała, że te ustalenia potwierdzają, że wymagane są dalsze badania w leczeniu depresji suplementami z witaminą D, zwłaszcza u kobiet z PCOS. - Konieczne są dalsze badania nad związkiem między witaminą D, a stanami zapalnymi i depresją w celu opracowania najlepszych środków zapobiegania i leczenia - powiedziała. źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Owoce i warzywa o wysokiej pozostałości pestycydów mogą wpływać na jakość spermy

W czasopiśmie Human Reproduction naukowcy z Harvard T.H. Chan School of Public Health w Bostonie donoszą, że mężczyźni, którzy jedzą owoce i warzywa z wyższymi poziomami pestycydów, mają niższy odsetek zdrowych plemników w porównaniu z tymi, którzy jedzą mniej zanieczyszczoną żywność. - Według naszej wiedzy, jest to pierwsze badanie, które łączy konsumpcję pozostałości pestycydów w owocach i warzywach z pogorszeniem jakości spermy u mężczyzn - mówi Jorge Chavarro, profesor żywienia i epidemiologii, a także główny autor nowego badania. Chavarro i współpracownicy przeanalizowali dane 155 mężczyzn, którzy byli częścią badania National Institute of Environmental Health Sciences, jak również potwierdzone informacje dotyczące diety uczestników. W ramach badania pobrano 338 próbek nasienia w celu przeprowadzenia analizy jakościowej. Wykorzystując dane z amerykańskiego Departamentu Rolnictwa, naukowcy oznaczyli owoce i warzywa, które zawierały duże ilości pozostałości pestycydów: papryka, szpinak, truskawki, jabłka i gruszki. Owoce i warzywa, których poziom pozostałości pestycydów został uznany za niski lub umiarkowany to: groch, fasola, grejpfruty i cebula. Autorzy stwierdzili, że mężczyźni, którzy jedli więcej niż 1,5 porcji dziennie owoców i warzyw zawierających wysokie pozostałości pestycydów mieli 49% niższą liczbę plemników i 32% niższy odsetek normalnych plemników, niż mężczyźni, którzy jedli mniej niż 0,5 porcji tych produktów każdego dnia. Naukowcy wzięli pod uwagę inne czynniki wpływające na jakość spermy, takie jak np. wskaźnik masy ciała ( BMI ). Jednak precyzują, że wyniki należy interpretować z dużą ostrożnością, gdyż diety oceniano tylko jeden raz w całym badaniu, a więc prawdziwe spożycie mogło zostać błędnie sklasyfikowane. źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Otyłe dzieci mają większe trudności z rozpoznawaniem smaku tłuszczy

Z ostatanich badań wynika, że otyłe dzieci mogą mieć kubki smakowe mniej zdolne do rozpoznawania tłuszczu, niż szczuplejsze dzieci, co może skutkować objadaniem się. - Organizmy niektórych ludzi mogą być mniej odporne na nadmiar tłuszczy w diecie - mówi Russell Keast, badacz w dziedzinie odżywiania się w Deakin University w Melbourne w Australii. Z zebranych danych wynika, że konkretny sposób przyjmowania tłuszczu przez organizm przez osoby otyłe może wynikać z ich genotypu. Według Światowej Organizacji Zdrowia, do roku 2020 będzie na świecie około 60 milionów dzieci otyłych albo z nadwagą, co równe jest 9% wszystkich dzieci. Skutkuje to znacznym wzrostem prawdopodobieństwa, że wyrosną na otyłych dorosłych i zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci, problemów z oddychaniem, chorób układu krążenia, cukrzycy, wysokiego ciśnienia, złamań i problemów natury psychologicznej. Podczas badania, przeprowadzonego przez Naïm Khan z Université de Bourgogne we Francji i współpracowników, przyjrzano się temu, jak 116 dzieci w wieku 7-8 lat z Algerii postrzegało smak tłuszczy. Grupa składała się z 57 otyłych dzieci i 59 o przeciętnej wadze, z mniej więcej takiej samej liczby chłopców i dziewczynek. Poproszono je o przyjście z pustymi brzuchami na degustację napojów. Dano im do spróbowania trzy przezroczyste napoje. Jeden z nich zawierał bezzapachowy i bezbarwny kwas tłuszczowy znany jako kwas oleinowy. Następnie poproszono dzieci o rozpoznanie, który napój różnił się od pozostałych. Wykazano, że otyłe dzieci miały znacznie większe trudności z rozpoznaniem, który napój zawierał kwas oleinowy, niż szczuplejsze dzieci. Ich wrażliwość na tłuszcze była aż 40 razy mniejsza. Zaszła również korelacja między obwodem w talii a wysokością progu wyczuwania tłuszczy. Co więcej, przeprowadzono również testy na próbkach śliny każdego dziecka w kierunku zidentyfikowania odmiany genu CD36, odpowiedzialnego za receptory w kubkach smakowych rozpoznające tłuszcze.  Jedna z odmian, znana jako allel A, powiązana jest z mniejszą ilością receptorów, co skutkuje rozpoznawaniem obecności tłuszczy tylko przy większej ich ilości. W badaniu wykazano, że otyłe dzieci częściej mają allel A, zaś samo posiadanie allela jest czynnikiem ryzyka otyłości. Według innych badań posiadacze tego wariantu genu CD36 wolą jedzenie bogate w tłuszcze, zauważa Kathleen Keller z Pennsylvania State University. Mimo że natura tego powiązania nie została jeszcze zbadana, istnieje podejrzenie, że to regularne spożywanie produktów wysokotłuszczowych może przyczyniać się do obniżenia wrażliwości receptorów u otyłych dzieci. Jednak  jako że badanie było małe, żeby wyciągać konkretniejsze wnioski, należałoby je powtórzyć na większej grupie dzieci, piszą autorzy w International Journal of Obesity. Mimo że wariancja była znaczna, niezbędna byłaby replikacja badania w bardziej kontrolowanych warunkach, pisała Latisha Love-Gregory, specjalista ds. żywienia w Washington University School of Medicine w St. Louis, Missouri. Podsumowując, nie wiadomo, czy zwiększenie bądź zmniejszenie progu wpłynęłoby na ilość spożywanych tłuszczy, więc trudno formułować jakiekolwiek rekomendacje. Dlatego niezależnie od genotypu, odpowiednia dieta jest najważniejszym czynnikiem mogącym zmniejszyć ryzyko chorób związanych z nadwagą, jak nadciśnienie czy choroby układu krążenia. źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Nowy plan diety dla chorych na cukrzycę typu 2

Duże śniadanie i obiad zamiast sześciu mniejszych posiłków w ciągu dnia. Takie rozwiązanie dla osób z cukrzycą typu 2 sugerują najnowsze badania. Według specjalistów nowa dieta zmniejszy uczucie głodu i poczucie depresji. Dr Hanna Kahleova, główna autorka badania z Institute for Clinical and Experimental Medicine w Pradze, twierdzi, iż jedzenie dużego śniadania i obiadu może być bardziej korzystne niż tradycyjny model żywienia. Kahleova podkreśla jednak, że w tym kierunku należy poczynić dalsze, niezbędne badania, by wskazać cukrzykom jasne, wiarygodne zalecenia. Najnowsze badania zostały opracowane między innymi w oparciu o poprzednie analizy porównawcze dwóch diet wśród 58 osób chorujących na cukrzycę typu 2. Każdy pacjent przez 12 tygodni jadł sześć małych posiłków dziennie. Następne 3 miesiące spożywał obfite śniadanie i obiad, bez kolacji. Wyniki były dość jednoznaczne. Odnotowano, że w drugiej fazie badania ankietowani czuli mniejszą potrzebę głodu. Wskazywali również na lepsze samopoczucie oraz poprawioną jakość życia w stosunku do poprzednich tygodni. Jednym z celów terapii żywieniowej osób chorych na cukrzycę jest utrzymanie przyjemności z jedzenia. Badania mają pomóc w odnalezieniu samodzielnego, najlepszego planu postępowania w kontekście ułożenia diety i spożywania codziennych posiłków. źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Zdrowsza dieta jest droższa

Zdrowsze pokarmy i napoje były konsekwentnie droższe niż te mniej korzystne dla zdrowia. Tak donoszą badania, które analizowały ceny produktów między rokiem 2002 a 2014, a co ciekawe cena dobrych produktów wciąż rośnie. Badania zostały opublikowane w czasopiśmie PloS One, a jednym z głównych autorów był Nicholas Jones z Universytetu Cambridge w Wielkiej Brytanii. Autorzy tego badania przenalizowali dane rządowe na temat istniejących krajowych cen żywności i zawartości odżywczej ponad 90 potraw i napojów z lat 2002 – 2012. Każdy element został przypisany do grupy żywności zakwalifikowanej jako „bardziej zdrowa” lub „mniej zdrowa” z wykorzystaniem składników odżywczych modelu profilowania opracowanego przez Food Standards Agency w Wielkiej Brytanii. Wyniki wykazały, że w 2012 roku cena za 1000kcal była równa 2,50£ dla mniej zdrowych produktów, a 7,49£ dla bardziej zdrowej żywności. Cena była wyższa w przypadku większości produktów spożywczych. Ta tendencja może powodować, że zdrowa żywność jest mniej przystępna cenowo. Autorzy sugerują również, że może mieć to wpłw na bezpieczeństwo i indywidualne odżywianie osób, co odnosi się również zdrowia publicznego. To z kolei może powodować nierówność społeczną w zdrowiu. źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Dodatki do żywności powodują stany zapalne jelita grubego, otyłość i cukrzycę

Niektóre dodatki do żywności – stosowane w prawie wszystkich przetworzonych produktach spożywczych – mogą być częściowo odpowiedzialne za choroby zapalne jelit. Według badań przeprowadzonych przez naukowców na Cornell University dodatki do żywności mogą prowadzić do otyłości, cukrzycy oraz do zapalenia jelit. Wyniki rozważań opublikowano w czasopiśmie Nature. Naukowcy odkryli, iż dodatki detergentowe oraz emulgatory (odpowiedzialne za poprawę tekstury i za trwałość żywności) zmieniają skład flory bakteryjnej jelit. W efekcie osoby spożywające przetworzone produkty spożywcze są narażone na różnego rodzaju zapalenia. Ludzkie jelito jest domem dla około stu bilionów bakterii. Flora bakteryjna odgrywa z kolei bardzo ważną rolę w metabolizmie. Zakłócenie mikrobiomu (czyli flory bakteryjnej) prawdopodobnie przyczynia się do rozwoju chorób zapalnych. Naukowcy prowadzący badania na temat potencjalnie szkodliwych dodatków do żywności podkreślają, iż środki testowania przetworzonych produktów okazują się wciąż mało wystarczające i efektywne. źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Przyjmowanie kwasów omega 3 w ciąży a rozwój dziecka

Czasopismo Applied Physiology, Nutrition and Metabolism opublikowało wyniki badań nad zależnością pomiędzy poziomem kwasów omega-3 u kobiet w ciąży, a ich samopoczuciem po porodzie i rozwojem oraz zdrowiem dziecka. Omega-3 - właściwości Kwasy omega 3 to nienasycone kwasy tłuszczowe, które pełnią ważną rolę w odżywianiu człowieka i występują pod trzema postaciami: ALA- kwas a- linolenowy EPA- kwas eikozapentaenowy DHA- kwas dohozakehsaenowy Amerykańskie Towarzystwo Dietetyczne twierdzi, że nie tylko kobiety ciężarne i karmiące, ale każda dorosła osoba powinna codziennie spożywać minimum 500 mg kwasów omega 3. Natomiast Komisja Europejska i Międzynarodowe Towarzystwo Badań Kwasów Tłuszczowych i Lipidów zalecają dzienną dawkę 200 mg kwasu DHA. Przebieg badań Seria badań pod nawzwą APrON została przeprowadzona przez naukowców z Uniwersytetu Calwary i Uniwersytetu Alberty. Obserwowano grupę 600 kobiet w trakcie ciąży i po porodzie, kontrolując występowanie kwasów omega 3 w ich organizmach. Eksperyment udowodnił, że wiele kobiet pomimo dostatniego poziomu życia i posiadanego wykształcenia, nie zjadało dziennej, zalecanej normy kwasów omega 3. Są one niezwykle ważne dla dziecka, które jest jeszcze w łonie matki, ponieważ mają ogromny wpływ na prawidłowy rozwój całego jego organizmu i wykazują szczególne właściwości stymulacji mózgu. Co więcej, przyczyniają się także do utrzymania ciąży i wspomagają łożysko. Dieta i suplementacja w ciąży Kwasy tłuszczowe omega 3 można dostarczać organizmowi poprzez spożywanie bogatych w nie pokarmów. Do tej grupy należą ryby, a w szczególności łosoś, dorsz, śledź, a także różne owoce morza i niektóre oleje roślinne. Korzystne dla zdrowia związki można przyjmować także w postaci suplementów, które jak pokazują badania powinno się przyjmować nie tylko do chwili rozwiązania, ale także po narodzeniu dziecka. Opracowała: Natalia Kocoń źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Fasola odporna na temperaturę ratunkiem przed globalnym ociepleniem

Globalny wzrost temperatury stanowi zagrożenie dla podstawowego źródła protein – fasoli. Jednak przełomowe odkrycie hodowców umożliwia uchowanie tego niezbędnego dla setek milionów ludzi na całym świecie produktu spożywczego. Dla omal pół miliarda ludzi – głównie w Ameryce Łacińskiej i Afryce – niepozorna fasola, w różnych odmianach, stanowi podstawowe źródło dziennej normy protein. Fasole są niezwykle pożywne – zawierają nie tylko proteiny, ale również błonnik, węglowodany złożone i inne mikroskładniki niezbędne w codziennej diecie. Strwożeni tym, jak globalne ocieplenie może im zaszkodzić, hodowcy fasoli i CGIAR – organizacja poświęcona dbaniu o bezpieczeństwo żywności i zdrowie – stworzyli 30 nowych odpornych na temperaturę odmian  fasoli. Naukowcy z CGIAR już wcześniej ostrzegali, że wzrastające globalne temperatury mogą zagrażać produkcji fasoli w krajach Ameryki Łacińskiej, jak Nikaragua, Haiti, Brazylia i Honduras, podczas gdy w Afryce Malawi i Republika Demokratyczna Kongo byłyby najbardziej zagrożone, zaraz za nimi zaś Tanzania, Uganda i Kenia. Wiele z nowych ciepłoodpornych fasoli jest skrzyżowaniem powszechnie znanych odmian (jak pinto, białej, czarnej i nerkowatej) i dobrze znoszącej temperatury fasoli telari (ostrolistnej), uprawianej jeszcze w czasach pre-kolumbijskich na terenach dzisiejszego północnego Meksyku i południowozachodniej Ameryki. Odkrycie to może być wielkim skarbem dla przemysłu fasolowego, mówi Steve Beebe, doświadczony badacz fasoli CGIAR w Kolumbii. Szczególnie, że możemy się znaleźć w sytuacji, że do 2050 roku globalne ocieplenie ograniczy obszary uprawne fasoli aż o 50%. Tłumaczy, że odporne na temperatury fasole mogą się sprawdzić w sytuacji spełnienia się najgorszego scenariusza – kiedy nagromadzenie gazu cieplarnianego doprowadzi do wzrostu średniej temperatury globalnej aż o 4 stopnie Celsjusza. Zauważa również, że nawet jeśli  temperatury byłyby wyższe tylko o 3 stopie i tak ograniczy to utratę obszarów uprawnych do 5%. Co więcej, rolnicy mogliby kompensować te straty poszerzając produkcję w takich krajach jak Nikaragua i Malawi, gdzie fasole niezbędne są do przeżycia. Poza ulepszaniem odporności na temperatury, badacze wzbogacają je również w żelazo, w celu zwiększenia wartości odżywczych fasoli jeszcze bardziej. Naukowcy przebadali ponad 1 000 odmian fasoli w celu odnalezienie najodpowiedniejszej do modyfikowania w kierunku odporności na wysokie temperatury. Poszukiwali też fasoli odpornych na susze i jałowe ziemie. Badania przeprowadzone zostały w ośrodkach na wybrzeżu Karaibskim Kolumbii, gdzie umyślnie narażali strączki na wyższe niż normalnie nocne temperatury, gdyż wtedy przebiega  najbardziej wrażliwy na zmiany temperatury proces zapylania. Spośród odmian fasoli, u których odkryto szczególną odporność na temperatury, jedna została już wprowadzona na rynek w Nikaragua, ze względu na jej wysoką odporność na susze. W Kostaryce badania nad nową odmianą wykazały, że podwoiła ona ilość plonów. Jak mówi Beebe, naukowcy mają już również dowody na to, że powodem tego nie była jedynie odporność na susze, ale również na wyższe temperatury, co wskazuje, że globalne ocieplenie przynosi szkody w Centralnej Ameryce już teraz i przyjęcie nowej odmiany może przynieść rolnikom wiele dobrego. Poza bogactwem w proteiny i substancje odżywcze, fasole przynoszą wiele innych korzyści zdrowotnych. Na przykład odkryto, że powszechne w Meksyku odmiany czarnej fasoli obniżają ciśnienie i mają właściwości antyoksydacyjne, zaś naukowcy z National School of Biological Sciences of the National Polytechnic Institute w Meksyku udowodnili, że fasola Jamapa pomaga usuwać z organizmu szkodliwe metale ciężkie. źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

15 minut spaceru może pomóc wyeliminować nawyk podjadania

Chyba wszyscy wiemy, jak kusząca może być czekolada i znamy jej kojące właściwości. Znamy też poczucie winy, które przychodzi, jeśli tej pokusie ulegniemy. Z najnowszych badań jednak wynika, że wystarczy 15 minutowy spacer, żeby stłamsić nawet najsilniejsze pragnienie czekolady. Naukowcy wciąż badają wpływ nawykowego podjadania na wzrastający poziom otyłości. Ostatnie badania wykazały, że średnio 97% kobiet i 68% mężczyzn doświadcza niewywołanych głodem „zachcianek” na jedzenie, a pewne sytuacje – jak te stresujące bądź tzw. „doła” – mogą wzmagać apetyt na słodkie, wysokokaloryczne przekąski. Dowiedziono również, że mimo że słodkości faktycznie mogą obniżyć poziom napięcia, stresu i zmęczenia, jest to jednak wyłącznie krótkoterminowy efekt. Długoterminowo zaś prowadzi to do zmniejszenia odporności na stres i zmęcznie. Niektóre badania wykazują, że sport obniża chęć sięgania po przekąski, w tym czekoladę. Naukowców zainteresowało, czy ćwiczenia wpływają również na zredukowanie potrzeby poprawiania nastroju jedzeniem. Najnowsze badanie zostało przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Innsbruck w Austrii. Chcieli oni sprawdzać, czy przełamanie siedzącego trybu życia 15 minutami aktywności fizycznej może być efektywnym sposobem na zniwelowanie nawyku podjadania. Na rzecz badania, rezultaty którego opublikowane zostały w czasopiśmie Plose ONE, zrekrutowano 47osób z nadwagą, w średnim wieku 28 lat, zgłaszających codzienne podjadanie czekoladek bądź innych wysokokalorycznych przekąsek. Poproszeni zostali o powstrzymanie tego nawyku na 3 dni przed rozpoczęciem badania, po czym zostali losowo rozdzieleni na dwie grupy. Połowa z nich intensywnie ćwiczyła na bieżni, podczas gdy reszta mogła sobie przez ten czas spokojnie siedzieć. Następnie obie grupy przez 5 minut odpoczywały, po czym wszyscy poddani zostali testowi Stroopa, który miał wywołać gwałtowny wzrost poziomu stresu. Prezentowane im były nazwy kolorów zapisane czcionką innego koloru (na przykład słowo „niebieski” zapisane czcionką koloru czerwonego) i uczestnicy badania proszeni byli o rozróżnienie koloru czcionki i znaczenia słowa. Kolejne zadanie mogło być jednak jeszcze trudniejsze. Podano słodycze – osoby badane poproszone zostały o wybranie przekąski, wypakowanie z papierka i trzymanie w ręku przed 30 sekund. W tym czasie badacze zmierzyli im ciśnienie oraz puls, w celu obliczenia poziomu ich pragnienia i podniecenia emocjonalnego. Autorzy eksperymentu wykazali, że test Stroopa faktycznie wywołał u badanych stres i skutkowało to zwiększonym apetytem na przekąski. Mimo to ci, który byli w grupie ćwiczących na bieżni deklarowali obniżenie potrzeby w porównaniu z osobami z grupy siedzących. Również, uczestnicy z pierwszej grupy wykazali niższy poziom pragnienia podczas trzymania słodyczy, podczas gdy pozostali mieli podwyższony puls i mówili o silniejszym apetycie na trzymane jedzenie. Krótkie serie aktywności fizycznej mogą obniżyć pragnienie słodkich przekąsek  – podsumowują autorzy. Promowanie tego sposobu zwalczania nawyku może być szczególnie przydatne dla osób z nadwagą, u których przegryzanie stało się nawykowe i wymyka się spod kontroli, zwłaszcza w sytuacjach szczególnej podatności - stresu bądź smutku. źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Pomijanie obiadu przez dzieci przynosi negatywne skutki

National Health and Nutrition Examination Survey opublikował analizę dotyczącą wzorców żywieniowych u dzieci w wieku od 4 do 13 lat. Badaniom poddano 3 647 osób. Wyniki wskazują, że aż 13% młodszych dzieci oraz 17% nastolatków nie spożywa obiadu. Negatywne skutki omijania obiadu Codzienny obiad dostarcza dzieciom optymalną ilość składników odżywczych. Pominięcie posiłku oznacza, że organizm nie otrzymuje odpowiedniej dawki wapnia czy błonnika. Co więcej, to właśnie obiad jest z reguły najczęstszym źródłem witaminy D, potasu czy magnezu. - Jesteśmy zaniepokojeni widząc, iż pomijanie posiłków trwa nie tylko w tygodniu, ale również w czasie weekendu. Najliczniejszą grupą, której dotyczy problem, są dziewczynki w wieku od 9 do 13 lat. Osoby opuszczające obiad pozbawiają się niezbędnych składników odżywczych odpowiedzialnych za prawidłowy rozwój oraz wzrost - podkreślał główny autor badania, naukowiec The Nestle Research Center, Kevin Mathias. Cele badania Celem przeprowadzonych analiz ma być przede wszystkim nagłośnienie problemów żywieniowych u dzieci. Naukowcy chcą również opracować efektywną strategię zachęcającą dzieci i młodzież do spożywania zdrowych i wartościowych obiadów. Wcześniejsze badania Nie po raz pierwszy Nestle bada nawyki żywieniowe u dzieci. W 2012 roku firma rozpoczęła badania związane z żywieniem niemowląt oraz dzieci do 12 miesiąca życia. Prowadzone analizy skupiają się na wzorcach żywieniowych, składnikach odżywczych oraz na wpływie wspomnianych elementów na zdrowie dzieci w ciągu ich całego życia. Do 2016 roku badania Nestle prowadzone będą w 10 krajach (m.in. w Stanach Zjednoczonych, Chinach i Meksyku). Szczegółowe analizy będą źródłem ważnych informacji związanych z żywieniem dzieci i niemowląt. Wszystkie dane zostaną na przestrzeni kolejnych lat opublikowane na forach naukowych. Ogólnodostępne informacje pomogą budować w społeczeństwie świadomość w kontekście zdrowia i zdrowego żywienia. Nestle dostosowuje skład swoich produktów do potrzeb żywieniowych dzieci. Przykładem są chociażby popularne w Polsce produkty Gerber eliminujące problem braku owoców i warzyw w diecie najmłodszych. Opracowała: Klaudia Sokół źródło: ScienceNews.pl  
Czytaj więcej

Kolor sałaty wskazuje z jaką szybkością działają zawarte w niej antyoksydanty

Sałata jest jednym z najpopularniejszych warzyw w diecie śródziemnomorskiej. Jedzenie sałaty, jest wielkim pożytkiem dla zdrowia, z uwagi na zawarte w niej antyoksydanty. Okazuje się jednak, że w zależności od rodzaju sałaty, różni się także działanie antyoksydantów w niej zawartych na nasz organizm. Według badań przeprowadzonych przez Usue Parez-Lopez kolor liści sałaty, wskazuje na szybkość, z jaką działają zawarte w niej antyoksydanty. Sałata o zielonych liściach, zawiera antyoksydanty, które charakteryzują się powolnym działaniem, z kolei w sałacie o czerwonych liściach, zawarta substancja działa o wiele szybciej. Eksperyment badaczki opisany został na łamach the Journal of Agricultural and Food Chemistry. Przeciwutleniacze zawarte w sałacie chronią nasz organizm przed niepożądanym działaniem wolnych rodników. Bakterie te uszkadzają nasze komórki i generują różnego rodzaju choroby. Dzięki związkom takim jak kwasy fenolowe, flawonoidy, antocyjany czy witaminy A i C, zawarte w sałacie, pozostajemy zdrowi i odporni na choroby. Zielone, zielono-czerwone i czerwone liście Eksperyment rozpoczął się w 2011 roku na Uniwersytecie w Pizie we Włoszech. Dzięki specjalnej metodzie zbadano substancje zawarte w sałatach zielonej – Batavia, czerwono-zielonej – Marvel of Four Seasons i czerwonej – Oak Leaf. Po zbadaniu wszystkich roślin, okazało się, że sałata o zielonych liściach zawiera antyoksydanty rozpuszczalne w wodzie, które działały z małą szybkością, natomiast związki zawarte w sałacie o czerwonych liściach, wykazywały o wiele szybsze działanie. Sałata z liścmi barwy czerwono-zielonej zawierała różne rodzaje antyoksydantów – zarówno te działające szybko jak i te działające powoli. Jak podkreśla Dr Perez-Lopez, fakt że istnieją różne rodzaje antyoksydantów o różnej szybkości działania, nie oznacza, że powinniśmy wybierać tylko te, które mają najszybszy okres działania. Powinniśmy mieszać ze sobą różne rodzaje sałat, aby uzyskać najlepszy efekt – w ten sposób antyoksydanty zawarte w czerwonej sałacie działają szybciej, po czym uaktywniają się antyoksydanty zawarte w sałacie zielonej, przez co wydłuża się czas, w którym nasze ciało jest chronione przez ich działanie. Obecnie naukowcy pracują nad ulepszeniem antyoksydantów zawartych w sałatach, aby zwiększyć ich efektywność. Antyoksydanty w roślinach są ich naturalną ochroną, dlatego naukowcy narażają sałaty na różne bodźce – np. podlewają ją wodą z solą, narażają na intensywniejsze oświetlenie lub na większe stężenie CO2 w powietrzu. Roślina w ten sposób, aby zwalczyć niekorzystny bodziec zwiększa swoją naturalną ochronę, przez produkowanie wysokiej jakości antyoksydantów. Dr Perez-Lopez podkreśla, że rośliny są narażane na bodźce krótkotrwałe. Nie jest bowiem pożądane, aby zmniejszyły swój wzrost, lecz aby zwiększyły produkcję i jakość antyoksydantów. Opracowała: Paulina Wójcik źródło: ScienceNews.pl
Czytaj więcej