Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

30 kwietnia 2020

NR 2 (Kwiecień 2020)

„Dieta na koronawirusa”, czyli kilka słów o detoksie, glutenie i mleku

150

Jeśli wziąć pod uwagę uwarunkowania, w jakich przyszło nam dziś żyć, nie powinny dziwić powszechne przejawy zainteresowania rozmaitymi metodami wspierania odporności immunologicznej. Nie sposób też uznać to zainteresowanie za niepotrzebne czy z gruntu szkodliwe, ale biorąc pod uwagę ilość pojawiających się ostatnio sprzecznych niekiedy informacji, trzeba zaznaczyć, że wyprawa w pewne obszary internetu w poszukiwaniu „recepty na zdrowie” może okazać się równie ryzykowna, jak wycieczka do Castiglione d’Adda. Implementacja niesprawdzonych zaleceń nie tylko bowiem nie będzie skuteczna w zmniejszaniu ryzyka infekcji, ale niekiedy może nieść za sobą powikłania zdrowotne. 

POLECAMY

Czy dieta ma wpływ na odporność?

Wpływ sposobu odżywiania się na odporność jest już dzisiaj trudny do podważenia. To żaden okolicznościowy wymysł, tylko fakt, mający dobre wsparcie w literaturze fachowej [1–3]. Ujmując zatem sprawę lakonicznie: w czasach, gdy istnieje zwiększone ryzyko infekcji, dbałość o odpowiedni dobór jakościowy i ilościowy pokarmów może stanowić element prewencji, a postulowanie racjonalnych praktyk w tym zakresie jest wpisane w zawód dietetyka. Nawet jeśli nijak się to ma do ryzyka zachorowania na COVID-19, istnieje szansa, że codzienne zwyczaje żywieniowe będą miały wpływ na zdolność organizmu do radzenia sobie z infekcją w toku ewentualnego jej trwania. No i właśnie w tym momencie dochodzimy do newralgicznego i często formułowanego pytania dotykającego gorącego tematu. 

Otóż, czy istnieje jakaś dieta pozwalająca ustrzec się znienawidzonego koronawirusa lub też choćby – zagwarantować łagodny przebieg zakażenia?

Odpowiedź brzmi: nie, nie istnieje taka dieta, która chroni przed zakażeniem. Przynajmniej nie ma na to żadnych dowodów, podobnie jak nie ma dowodów na to, że jakakolwiek dieta chroniła przed zachorowaniem na SARS, grypę, odrę czy AIDS. Ale oczywiście nie musi to oznaczać, że sposób odżywiania nie ma żadnego wpływu na naszą odporność, a to od niej zależy, na jakie infekcje zapadamy i jak je przechodzimy. Ten fakt trudno podważyć i – jak się okazuje – może to skłaniać zarówno do racjonalnych przemyśleń i odpowiedzialnych zachowań, jak i do snucia bezeceństw i czynienia totalnych głupot. Warto zatem zadać sobie następujące pytanie:

Który z czynników żywieniowych bądź składników pokarmowych w największym stopniu warunkuje naszą odporność?

Dziś dość często zwraca się uwagę na właściwości immunomodulujące cynku, selenu, witaminy D i witaminy C, ale pomija się przy tym znaczenie innych, niezwykle istotnych uwarunkowań żywieniowych. Tymczasem warto wiedzieć, iż dla sprawnego funkcjonowania układu immunologicznego liczy się przede wszystkim odpowiednie zaopatrzenie organizmu w białko i energię, co ma wsparcie tak w najnowszych [1–3], jak i w znacznie starszych publikacjach naukowych [4–5].
Zaraz, zaraz, czy aby autor powyższego twierdzenia nie upadł na głowę z masztu 5G? Przecież w dzisiejszych czasach cywilizacyjnym i niemal globalnym problemem jest nadmierna masa ciała, która bynajmniej z niedożywiania białkowo-energetycznego się nie bierze. Oczywiście na pierwszy rzut oka podnoszenie wagi odpowiednio wysokiego spożycia protein i energii ogółem wydaje się nieporozumieniem, ale po zgłębieniu istoty rzeczy, a przede wszystkim po zwróceniu uwagi na pewne, warunkowe okoliczności, które w ostatnim czasie zyskują na znaczeniu, pozwala spojrzeć na sprawę w ujęciu wykraczającym poza zero-jedynkowe schematy, którym z taką łatwością ulegamy.

Co za dużo, to niezdrowo, ale…

Permanentna nadwyżka energetyczna prowadząca do sukcesywnego – skutkującego otyłością, a dalej cukrzycą typu 2 – przyrostu rezerw tłuszczowych w naszym ciele faktycznie nie służy ani naszemu zdrowiu metabolicznemu, ani też odporności na infekcje [6–9]. Tyle że niedożywienie białkowo-energetyczne w skrajnych wypadkach może wpływać znacząco na funkcje układu immunologicznego [1–5]. Zależność ta dodatkowo przybiera na sile, kiedy mówimy o osobach aktywnych fizycznie z prawidłową masą i optymalnym składem ciała, a już w grupie szczególnego ryzyka są sportsmenki i sportowcy [10–13]. Mówiąc wprost: osoby aktywne, bez zbędnego balastu w postaci nadmiarowej ilości rezerw tłuszczowych, na niską dostępność energii i białka mogą reagować dynamicznym spadkiem odporności immunologicznej.

A jak wygląda sprawa u osób z nadmierną masą ciała? 

Odpowiednia podaż białka prawdopodobnie jest również kluczowa dla utrzymania wysokiej odporności na infekcje. Jeśli chodzi natomiast o restrykcje kaloryczne, tutaj akurat nie ma pełnej zgodności: niektóre badania wskazują na spadek, inne nawet na wzrost immunologicznej odporności w przypadku ich wprowadzania [14–16]. W moim osobistym przekonaniu umiarkowany deficyt kaloryczny u osób otyłych nie musi zwiększać ryzyka infekcji, o ile dieta będzie odpowiednio zasobna w białko i pozostałe niezbędne składniki odżywcze. Wiele wskazuje jednak na to, że również przy nadmiernej masie ciała istnieje pewien pułap spożycia energii, który musi zostać osiągnięty, by nadto nie nadwątlić „funduszy kalorycznych” z puli zarezerwowanej dla układu immunologicznego. Systemy obronne naszego organizmu nie pracują na baterie słoneczne i wymagają dowozu energii.

Detoksem w wirusa

Mając na uwadze powyższe uwarunkowania, oczywisty wydaje się fakt, iż wszystkie owoce wesołej twórczości samozwańczych ekspertów w dziedzinie dietetyki, które sprowadzają się do nagłego i drastycznego obniżenia kaloryczności diety, mogą prowadzić do zwiększenia podatności na infekcje, zwłaszcza jeśli towarzyszy temu zmniejszenie spożycia protein. Czy istnieje jakaś konkretna, graniczna głębokość deficytu lub graniczny czas jego trwania w omawianym ujęciu? Tego niestety nie wiemy, ale istnieją przesłanki, by sądzić, że im agresywniejsze rozwiązania wprowadzamy i im dłużej się ich trzymamy, tym większe ryzyko na siebie bierzemy.
Tymczasem w ostatnich dniach można zauważyć prawdziwy wysyp beztroskich postulatów lansujących „sokowy detoks”, „owocowo-warzywną kurację odchudzającą” czy też propagujących jawną głodówkę w imię „wzmacniania odporności” i „podnoszenia sił witalnych organizmu”. Tak autorzy, jak i propagatorzy tych potencjalnie ryzykownych rozwiązań posiłkują się argumentami z własnego doświadczenia (typu: „na mnie działa”) lub w sposób dalece niefachowy szafują fachowymi terminami, takimi jak „autofagia”. Oczywiście jeśli w ewentualnej dyskusji zwróci się uwagę na sceptyczne stanowiska środowisk zrzeszających dietetyków czy też po prostu brak odpowiednich referencji w postaci dobrze zaprojektowanych badań naukowych publikowanych w recenzowanych czasopismach, automatycznie pojawia się argument o niekompetencji i interesowności ekspertów oraz o Wielkim Spisku BigPharmy, która ma rzekomo fałszować badania i żerować na naszym zdrowiu.

Bez glutenu i mleka

Zboża zawierające gluten oraz produkty z mleka krowiego w ostatnich latach obrywają przy każdej możliwej okazji. Nic więc dziwnego, że dzieje się dokładnie tak samo w „czasach zarazy”. Zatem z rozmaitych wypowiedzi możemy dowiedzieć się, że zarówno glutenowe zboża, jak i mleko oraz jego przetwory ze względu na swój rzekomo destrukcyjny wpływ na jelita doprowadzają do spadku odporności immunologicznej (bo przecież odporność pochodzi z jelit – proste). Zresztą według niektórych osób wspomniane pokarmy generalnie niszczą ludzkie zdrowie na niemal wszystkich płaszczyznach. Czy jednak powyższe twierdzenia mają poparcie w dowodach naukowych? Można mieć co do tego liczne wątpliwości.
Przede wszystkim istnieje drastyczna różnica pomiędzy wpływem zbożowych produktów pełnoziarnistych i produktów rafinowanych na funkcjonowanie naszego organizmu. Przykładowo opublikowano wiele prac wskazujących, iż dieta zasobna w pełnoziarniste produkty zbożowe (pozyskane z surowców takich, jak pszenica, żyto, owies, ryż, a także proso i inne) koreluje z niższą częstotliwością występowania chorób nowotworowych, w tym nowotworów w obrębie układu oddechowego oraz całego układu pokarmowego, a zwłaszcza – w obszarze jelit [17]. 

Nie, to nie jest pomyłka! Zboża, które według niektórych osób mają niszczyć nasze jelita, jednocześnie zmniejszają ryzyko nowotworów tego odcinka przewodu pokarmowego, o ile dostarczane są w odpowiedniej formie!

Wbrew pozorom nawet tak krytykowana powszechnie pszenica ma też pewne walory prozdrowotne, o ile produkt z niej otrzymany jest pełnoziarnisty. Istnieją dowody wywodzące się z badań interwencyjnych, które wskazują, że spożywanie otrębów pszennych niesie za sobą pozytywne skutki, dostarczając biodostępnych i bioaktywnych substancji o właściwościach antyoksydacyjnych i – uwaga – przeciwzapalnych, które mogą działać lokalnie (przewód pokarmowy) i peryferyjnie [18].
Ponadto istnieją badania wskazujące, że regularna konsumpcja pełnoziarnistych produktów zbożowych, w tym również tych otrzymanych z pszenicy, niesie za sobą korzyści w postaci: spadku markerów stanu zapalnego i dalej korzystnych zmian w obrębie mikrobiomu, co – jak wiadomo – może pozytywnie rzutować na odporność immunologiczną [19].
Oczywiście nie jest powiedziane, że pszenica czy inne zboża zawierające gluten są niezbędnym składnikiem diety, ale warto wiedzieć, iż bezpodstawna ich eliminacja może sprawiać, że przynajmniej dla niektórych osób dieta stanie się bardziej uciążliwa w realizacji. Poza tym są pewne obiektywne uwarunkowania, które każą podchodzić do eliminacji sceptycznie. Otóż istnieją dowody wskazujące, że ograniczenie spożycia produktów glutenowych na rzecz np. ryżu może prowadzić do dwukrotnego wzrostu poziomu arsenu w organizmie [20]. Tu warto dodać, że o ile nie ma przekonujących dowodów na to, że gluten jest szkodliwy dla ogółu populacji (pomijając pewne nieliczne uwarunkowania zdrowotne), o tyle wiadomo, że nadmierna ekspozycja na arsen może przynosić zdecydowanie niepożądane efekty, prowadząc – 
uwaga – choćby do spadku odporności immunologicznej [21]. Nie oznacza to, że mamy się generalnie bać ryżu czy go unikać, ale warto dbać o różnorodność w kwestii doboru produktów węglowodanowych, a eliminacja glutenu możliwość urozmaicania diety może ograniczać.
Zresztą, nie wdając się nawet w szczegóły, należy po prostu przypomnieć, że opinie wśród prestiżowych organizacji zrzeszających ekspertów w dziedzinie dietetyki są dość zgodne w kwestii konsumpcji produktów pełnoziarnistych: pokarmy te stanowią pożądany składnik zdrowej diety i warto je spożywać [22–26].

A jak wygląda sprawa mleka i jego przetworów?

Mleko, jak i artykuły żywnościowe z niego otrzymywane, oczywiście także nie stanowią niezbędnego składnika diety i śmiało można się bez nich obyć, o ile… mamy pewną wiedzę w zakresie żywienia, która pozwalać będzie na dostarczanie wymaganych ilości wapnia z innych, bezmlecznych źródeł. Tyle że eliminacja dużej grupy produktów powinna być zawsze dobrze przemyślana, a samą decyzję warto oprzeć na racjonalnych przesłankach. Czy zatem wykluczenie to dobry sposób na zmniejszenie ryzyka infekcji? Raczej nie ma na to przekonujących dowodów, a wręcz są przesłanki, by uznać, że jest to kiepski pomysł.
Mamy dobre powody, by uważać, że konsumpcja przynajmniej niektórych produktów mlecznych może wspierać układ immunologiczny. 
Pomijam tutaj nawet dobitny przykład, jakim jest siara bydlęca, czyli colostrum. Przykładowo: obserwacje poczynione u – uwaga – małych dzieci pokazały, że spożycie mleka zmniejsza ryzyko rozwoju infekcji wirusowych, wzmacniając m.in. barierę śluzówkową [27]. Co prawda efekt był wyraźnie silniejszy w przypadku mleka niepoddanego obró...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • Roczną prenumeratę dwumiesięcznika Food Forum w wersji papierowej lub cyfrowej,
  • Nielimitowany dostęp do pełnego archiwum czasopisma,
  • Możliwość udziału w cyklicznych Konsultacjach Dietetycznych Online,
  • Specjalne dodatki do czasopisma: Food Forum CASEBOOK...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy